fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Biedroń idzie po głowy biskupów

Fotorzepa, Radek Pasterski
Lider Wiosny dostrzegł, że na hasłach oczyszczenia Kościoła z pedofilii da się zdobyć parę punktów procentowych, ale strzela źle.

Robert Biedroń wezwał arcybiskupa Stanisława Gądeckiego do złożenia natychmiastowej rezygnacji z funkcji przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski (KEP). Powodem ma być rzekome ukrywanie przez biskupów prawdy o skali zjawiska pedofilii wśród duchownych w Polsce. Lider Wiosny uważa, że zaprezentowana w ub. tygodniu przez KEP statystyka, w której jest mowa o zgłoszeniu w latach 1990–2018 382 przypadków molestowania jest nieprawdziwa, bo „według międzynarodowych statystyk można zakładać, że było ich tysiące”. Były prezydent Słupska jest zdania, że przewodniczący KEP powinien wziąć na siebie odpowiedzialność za innych biskupów i złożyć natychmiastową dymisję.

Ale Robert Biedroń powinien być konsekwentny w swoich działaniach. List z identycznym wezwaniem powinien też napisać do papieża Franciszka. Jeśli bowiem abp Gądecki jest odpowiedzialny za tuszowanie pedofilii w polskim Kościele, to w skali całego Kościoła odpowiedzialnym jest Franciszek. Gdyby Biedroń potrzebował pretekstu, to z łatwością się znajdzie. Oto bowiem w poniedziałek papież nie przyjął rezygnacji z urzędu arcybiskupa Lyonu, kard. Philippe Barbariniego skazanego niedawno przez francuski sąd na pół roku więzienia w zawieszeniu za niezgłoszenie czynów pedofilskich. Nie zrobił tego i powołał się przy tym na domniemanie niewinności.

Papież Franciszek byłby dobrym adresatem listu także z innego powodu. Choć Biedroń w swoim piśmie do abp Gądeckiego powołuje się na zapisy statutu KEP, czym chce chyba udowodnić, że zapoznał się z zasadami działania Kościoła, zapomina o jednej bardzo istotnej kwestii. Przewodniczący KEP nie ma żadnej realnej władzy nad biskupami. Tą dysponuje jedynie papież. I tylko on może osobiście lub za pośrednictwem nuncjusza, ewentualnie Kongregacji ds. Biskupów przywołać jakiegoś hierarchę do porządku, zwrócić mu uwagę lub nawet odwołać. Warto zatem do niego napisać.

Ale Robert Biedroń nie odrobił też lekcji w innej kwestii. Zarzucając Kościołowi w Polsce ukrywanie prawdy o przypadkach molestowania i odwołując się przy tym do międzynarodowych statystyk, nie słyszy (lub nie chce usłyszeć), że sami biskupi przyznają, iż mają świadomość tego, że dane są niepełne. Obejmują bowiem tylko te przypadki, o których dowiedzieli się od pokrzywdzonych, ich rodzin, organów ścigania, a w niektórych (nielicznych) sprawach od samych sprawców. Stąd też bierze się ich apel – może trochę nieśmiały – do ofiar, by się zgłaszały.

Posługując się terminem „molestowanie nieletnich” Robert Biedroń popełnia jeszcze inny błąd. Słynna cyfra 382 z opracowania KEP to ogólna liczba sprawców, którzy popełnili przestępstwo z kategorii seksualnych wobec osób do 18. roku życia – co jest karalne wedle prawa kościelnego.

Tymczasem prawo cywilne za osobę nieletnią uznaje osobę poniżej 15. roku życia. Sprawców, którzy dopuścili się przestępstw wobec takich osób jest wedle KEP – 198. Ale to dla lidera Wiosny byłoby za mało. W rozumowaniu Biedronia dałoby się wykazać jeszcze kilka istotnych błędów. Jednego mu jednak odmówić nie można: dostrzeżenia tego, że na hasłach rozliczenia Kościoła z pedofilii da się zyskać kilka punktów procentowych. Stąd m.in. wciągnięcie na listy do europarlamentu posłanki Joanny Scheuring-Wielgus, która ów fakt dostrzegła nieco wcześniej.

Oczywiście, Kościół powinien dogłębnie zbadać temat molestowania i się oczyścić. Ale pomocy Biedronia i jego populistycznych pomysłów do tego nie potrzebuje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA