fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Haszczyński: Trump i Kim. Czekamy na trzeci akt

AFP
Na pozowanych zdjęciach z hotelu Metropole w Hanoi delegacje amerykańska i północnokoreańska siedzą przy małym stole, na którym ustawionych jest kilka kompozycji z egzotycznych kwiatów. Najlepiej byłoby być jedną z tych orchidei.

Najlepiej byłoby być jedną z tych orchidei. Wtedy łatwiej byłoby odpowiedzieć na pytanie, czy bardziej Trump nie chciał znieść wszystkich sankcji, czy też bardziej Kim nie zamierzał się totalnie zdenuklearyzować.

Bez zamienienia się w orchideę wiemy, że szczyt przywódców Stanów Zjednoczonych i Korei Północnej skończył się bez porozumienia i bez wspólnego wystąpienia dla opinii światowej. Na dzisiaj to porażka Donalda Trumpa. Dzisiaj miało być ogłoszone historyczne wydarzenie, przełom, galaktyczny sukces. Mikrofony i kamery były już gotowe. Ale gość z Pjongjangu się do nich nie ustawił. Amerykański prezydent przez niemal rok zrobił z niego politycznego celebrytę, a ten się teraz nie odwdzięczył czymś, co poprawiłoby notowania Trumpa w Ameryce i nie tylko tam.

Gdy opadnie medialny kurz, wydarzenia w Hanoi zapewne ukażą się w innym świetle. Nic nie wskazuje na to, by świat po przedwcześnie zakończonym szczycie przywódców był mniej bezpieczny. Kim, jak twierdzi strona amerykańska, nie grozi powrotem do prób nuklearnych i testów rakietowych.

Także retoryka antyamerykańska zniknęła. Oczywiście nie wiadomo, czy kiedyś nie wróci.

Ale na razie wciąż obserwujemy wielki spektakl teatralny, a nie przygotowania do trzeciej wojny światowej. Jeden bohater potrzebuje niezwykłego międzynarodowego sukcesu z łatwą do przekazania elektoratowi tezą: był kraj, który zagrażał bezpieczeństwu świata, ale, dzięki mnie, zamienia się w niegroźnego tygrysa - gospodarczego.

Ten drugi międzynarodowy sukces już ma - prowadzi negocjacje z najważniejszym przywódcą.  Ale nie wie, czy ten sukces nie skończy się upadkiem jego reżimu. Czyli walczy o życie. Nie może, czego chciałby ten pierwszy, pozbyć się od razu wszystkich atutów. Wątpliwe zresztą, by kiedykolwiek podjął decyzję o całkowitej likwidacji programu nuklearnego i rakietowego. Coś musi sobie zostawić. I Trump sygnalizuje, że to rozumie.

Aktorzy, którzy wyglądają na obrażonych, zapewne pojawią się na scenie. Ten trzeci akt, trzeci szczyt przywódców, powinien mieć skrupulatnie przygotowany scenariusz.
A scenograf zadba o orchidee.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA