fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Indie i Pakistan na krawędzi wojny

Indyjski atak lotniczy na Pakistan został w Indiach przyjęty z powszechną aprobatą. Na zdjęciu wiec w New Delhi
AFP
Przed majowymi wyborami w Indiach rośnie napięcie w podzielonym Kaszmirze. O sporny region wybuchły już trzy konflikty.

26 indyjskich samolotów dokonało we wtorek ataku na terytorium Pakistanu na obóz szkoleniowy terrorystycznej organizacji Jaish-e-Mohammad (Armia Mohameda – JeM), zabijając wielu bojowników. To wersja Delhi. Obóz znajdował się w miejscowości Balakot w Pakistanie, poza obszarem podzielonego Kaszmiru, o który Indie i Pakistan stoczyły już trzy wojny.

Sam atak był odpowiedzią na zamach terrorystyczny w indyjskim Kaszmirze na konwój armii 14 lutego. Zginęło co najmniej 46 żołnierzy, co wywołało w Indiach falę oburzenia. Do zamachu przyznała się JeM. Wpisuje się w jej walkę o przyłączenie indyjskiego Kaszmiru do Pakistanu.

Co zrobi Islamabad

Islamabad potwierdza, że indyjskie samoloty wtargnęły do Pakistanu, ale w wyniku błyskawicznej akcji pakistańskiego lotnictwa zostały zmuszone do odwrotu i pozbyły się śmiercionośnego ładunku bomb i rakiet na terenach niezamieszkanych. W sumie nikt nie ucierpiał, ale pogwałcenie suwerenności Pakistanu będzie Indie drogo kosztować. Tym bardziej że nalot był zapewne największą operacją militarną w Kaszmirze od czasu ostatniej wojny o Kaszmir w 1971 roku. Delhi i Islamabad są zdania, że cały Kaszmir powinien być integralną częścią każdego z tych państw.

Pakistan powołuje się przy tym na fakt, że większość mieszkańców całego regionu to muzułmanie. Indie udowadniają, że rząd pakistański wspiera JeM, mimo iż jest to organizacja terrorystyczna.

Oba państwa dysponują bronią nuklearną, co na świecie wywołuje obawy, że mogą jej użyć, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli.

– Była to akcja obliczona na użytek wewnętrzny w czasie kampanii wyborczej, która zagraża stabilności całego regionu – oświadczył Imran Khan, premier Pakistanu, po nalocie. Równocześnie premier Indii Narendra Modi składał na wiecu wyborczym hołd zabitym w Kaszmirze żołnierzom, zapewniając, że „kraj znajduje się w dobrych rękach".

Jego rządząca od 2014 roku prawicowo-nacjonalistyczna partia Bharatiya Janata Party (Indyjska Partia Ludowa – BJP) liczy na kolejną kadencję po majowych wyborach parlamentarnych. Kolejna faza konfliktu z największym wrogiem Indii, za jakiego uchodzi Pakistan, przynieść może BJP dodatkowe głosy.

– Nie ma mowy o eskalacji konfliktu aż do poziomu otwartej wojny, nie mówiąc już o użyciu broni nuklearnej. To wykluczone, lecz  dalszy rozwój sytuacji zależy obecnie od Pakistanu – tłumaczy „Rzeczpospolitej" Pranay Sharma, z anglojęzycznego indyjskiego magazynu „Outlook". Jego zdaniem pakistański rząd znajduje się pod ogromną presją armii oraz opozycji domagającej się odwetu na wielką skalę.

Przy tym nowy premier Imran Khan oferował niedawno temu rządowi Indii rozmowy na temat Kaszmiru. Oferta nie została w Delhi przyjęta z powodu przygotowań do wyborów.

Konflikt sprzyja nacjonalistom

W tym sensie wydarzenia w Kaszmirze mogą mieć związek z elekcją. Nie brak doniesień, że indyjskie służby wiedziały o przygotowaniach na konwój w Kaszmirze. Zostały zignorowane. Nie byłoby tak, gdyby można było przewidzieć skalę samobójczego ataku na autobus pełen żołnierzy. Z drugiej strony nieudany atak mógłby zostać wykorzystany przez indyjskie partie prawicowe w kampanii wyborczej.

– Nie wiadomo także, jakie naprawdę szkody wyrządził nalot indyjski w Pakistanie. W konflikcie o Kaszmir bywało już tak, że obie strony przedstawiały własną narrację militarnych wydarzeń na użytek wewnętrzny, rezygnując przy tym z radykalnych kroków – mówi „Rzeczpospolitej" Gareth Price z londyńskiego think tanku Chatham House. Nie wyklucza, że tak będzie i obecnie. Pod warunkiem, że rząd w Delhi uzna, iż nie warto już eskalować konfliktu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA