fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Problem z brexitem: Czym jest backstop?

AFP
Po tym jak 29 stycznia Izba Gmin wyraziła zgodę, by Theresa May zastąpiła zapisany w umowie brexitowej backstop „alternatywnym rozwiązaniem”, szef MSZ Niemiec Heiko Maas zaapelował do brytyjskich parlamentarzystów, by sprecyzowali czego dokładnie chcą. To bardzo dobre pytanie.

Żeby zrozumieć czym jest backstop i jak ważny jest ten mechanizm, przez który pomysł Theresy May na brexit może zostać zaprzepaszczony, trzeba cofnąć się do 10 kwietnia 1998 roku. Wówczas to rządy Irlandii i Wielkiej Brytanii zawarły tzw. porozumienie wielkopiątkowe. Była to umowa kończącą trzydziestoletni konflikt między Irlandczykami a Brytyjczykami, przez który Belfast przez lata wyglądał jak strefa działań wojennych, a synonimem terrorysty dla Europejczyka był Irlandczyk z IRA. Walka o zjednoczenie Irlandii pochłonęła ok. 3500 ofiar, a jej zakończenie doceniono nagradzając jego architektów pokojową Nagrodą Nobla.

Porozumienie wielkopiątkowe – porozumienie między Wielką Brytanią a Irlandią kończące 30-letni konflikt w Irlandii Północnej, na mocy którego między Irlandią a Irlandią Północną zniknęła tzw. twarda granica – dziś Irlandczycy mogą swobodnie przekraczać granicę dzielącą wyspę.


Backstop – Rozwiązanie, które pozwala uniknąć powrotu „twardej granicy” dzielącej Irlandię poprzez tymczasowe pozostanie Irlandii Północnej w unii celnej z UE. W praktyce oznacza to pozostanie całej Wielkiej Brytanii w unii celnej.

Na mocy porozumienia wielkopiątkowego Irlandia Północna pozostała wprawdzie częścią Wielkiej Brytanii, ale jej związki z Irlandią zostały wzmocnione – m.in. dzięki zniknięciu regularnej granicy między obiema częściami wyspy, co było o tyle łatwe, że i Irlandia, i Wielka Brytania były członkami UE. O wadze tego porozumienia świadczy nie tylko wspomniana wcześniej nagroda Nobla, ale też to, że pociągnęło ono za sobą m.in. zmiany w konstytucji Irlandii łagodzące roszczenia terytorialne Dublina wobec Londynu (Irlandia na mocy obecnej konstytucji zobowiązuje się dążyć do zjednoczenia wyspy wyłącznie pokojowymi metodami). Istotne jest również to, że brytyjski rząd na mocy porozumienia zobowiązał się do rozpisania referendum ws. jedności Irlandii, jeżeli sondaże będą wskazywać, że większość mieszkańców Irlandii Północnej chce zjednoczenia z Irlandią.

18 lat później Brytyjczycy w referendum z czerwca 2016 roku podjęli decyzję o rozstaniu z UE – choć w samej Irlandii Północnej większość zdobyli zwolennicy dalszego związku Londynu z UE. Rozpoczęcie procedury wychodzenia z UE postawiło znów na porządku dziennym problem Irlandii.

Problem okazał się poważny, a politycy optujący za brexitem najwyraźniej tej akurat kwestii dokładnie nie przemyśleli. Jak bowiem wyjść z Unii zachowując jednocześnie na tyle bliskie relacje z pozostającą w UE Irlandią, aby nie naruszyć postanowień porozumienia wielkopiątkowego? Tak naprawdę rozwiązania do dziś nie znaleziono, ale wobec zbliżającej się wielkimi krokami daty formalnego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE (29 marca 2019 roku), w grudniu 2017 roku UE i Wielka Brytania zgodziły się co do tego, że potrzebny jest mechanizm tzw. backstopu.

Backstop, czyli dosłownie „siatka ochronna” to rozwiązanie, które pozwala na uniknięcie pojawienia się tzw. twardej granicy (hard border) między Irlandią a Irlandią Północną nawet w sytuacji, gdy nie uda się znaleźć sposobu przecięcia irlandzkiego węzła gordyjskiego. W jaki sposób? Otóż w umowie brexitowej zapisano, że w przypadku braku innego rozwiązania Wielka Brytania będzie nadal związana tymi przepisami dotyczącymi jednolitego europejskiego rynku i unii celnej, które umożliwiają współpracę między Irlandiami, istnienie ogólnoirlandzkiej gospodarki i chronią porozumienie z 1998 roku. Problem rozwiązany? Nie, dopiero teraz zaczynają się schody.

UE oferowała początkowo, aby backstop dotyczył wyłącznie Irlandii Północnej. Oznaczałoby to, że do czasu znalezienia wyjścia z sytuacji część Wielkiej Brytanii pozostawałby w unii celnej z UE, a granica celna powstałaby między Irlandią Północną a Anglią, Walią i Szkocją. Innymi słowy terytorium Zjednoczonego Królestwa zostałoby przedzielone regularną granicą a mieszkaniec Belfastu miałby mniej kłopotów z wyjechaniem do Dublina, Paryża czy Warszawy niż do Londynu – stolicy swojego państwa. Nic dziwnego, że Theresa May oświadczyła, iż takie rozwiązanie nie wchodzi w grę ponieważ ona nie ma zamiaru być tym premierem, który doprowadzi do rozpadu Zjednoczonego Królestwa.

Alternatywą jest sytuacja w której cała Wielka Brytania pozostaje tymczasowo w unii celnej z UE. Teoretycznie rozwiązanie to miałoby obejmować tylko okres przejściowy – ale w praktyce trudno powiedzieć co stałoby się, gdyby do końca 2020 roku (tyle miałby trwać tzw. transition period) nie udało się znaleźć innego rozwiązania, które chroniłoby Irlandię przed ponownym pojawieniem się granicy na wyspie.

I to jest najistotniejszy powód, dla którego ponad 100 posłów Partii Konserwatywnej nie poparło 15 stycznia umowy wynegocjowanej przez Theresę May. Zwolennicy brexitu w szeregach torysów, z Jacobem Rees-Moggiem i Borisem Johnsonem na czele obawiają się bowiem, że backstop pozostałby stałym mechanizmem. W praktyce oznaczałoby to, że Londyn, nie mając już wpływu na regulacje dotyczące jednolitego rynku i polityki celnej UE, byłby nimi trwale związany. To zaś sprawiłoby, że wiele korzyści, na jakie liczyli tzw. brexiteers po wyjściu z Unii, okazałoby się mrzonką. Możliwość prowadzenia swobodnej polityki celnej to jeden z atrybutów suwerennego państwa. Państwa UE zrzekają się go na rzecz wspólnoty, w ramach której mają jednak wpływ na kształtowanie tej polityki. Wielka Brytania zaś zrzekłaby się ich na rzecz wspólnoty wobec siebie zewnętrznej. Johnson w jednym ze swoich wystąpień określił to wprost zredukowaniem Wielkiej Brytanii do poziomu kolonii Unii Europejskiej.

Sęk w tym, że jak dotąd nikt nie przedstawił jak miałoby wyglądać „alternatywne rozwiązanie”, za którym głosowali 29 stycznia parlamentarzyści Izby Gmin. Niektórzy mówili o tzw. modelu norweskim – bardzo uprzywilejowanej formie stowarzyszenia z UE, która byłaby możliwa, gdyby Wielka Brytania przystąpiła do EFTA, czyli organizacji, która korzysta z dostępu do wspólnego europejskiego rynku w ramach Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Boris Johnson mówił z kolei o uczynieniu z Wielkiej Brytanii „super Kanady”, związanej z UE umową CETA. Pytanie jednak, czy UE byłaby gotowa zgodzić się na to, by kraj, który opuścił Wspólnotę związał się z nią na tak korzystnych warunkach? Wydaje się to wątpliwe – zwłaszcza w sytuacji, gdy Bruksela na każdym kroku podkreśla, że umowa zawierająca zapis o backstopie to nie tylko rozwiązanie najlepsze, ale jednocześnie jedyne możliwe.

Z kolei twardy brexit, czy też brexit „na zasadach WTO”, jak określa go Nigel Farage będzie oznaczała de facto zerwanie niemal wszystkich więzi Wielkiej Brytanii z UE (a więc również z Irlandią) do czasu wynegocjowania nowych zasad współpracy. W efekcie granica między Irlandią a Irlandią Północną pojawi się natychmiast, a co to może oznaczać dla sytuacji na Zielonej Wyspie pokazuje sytuacja z 19 stycznia gdy w północnoirlandzkim Londonderry doszło do wybuchu samochodu pułapki – co natychmiast przypomniało wszystkim o trzydziestu latach terroru.

Tym razem jeszcze obyło się bez ofiar.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA