fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Bogusław Chrabota: Czy „taśmy Kaczyńskiego” wywrócą prezesa?

Fotorzepa/ Robert Gardziński
Nie sądzę by "taśmy Kaczyńskiego" wywróciły prezesa PiS. Jednak Prawo i Sprawiedliwość musi się zmierzyć z kryzysem wizerunkowym. Kolejnym kryzysem wizerunkowym, i to najboleśniejszym, bo trafiającym w samo serce/mózg partii.

Dotąd przecież Jarosław Kaczyński był „nietykalny”. Otoczony szczelnym kordonem izolującym go od świata zewnętrznego. Od przeciwników i od prasy. Pojawiał się, gdzie uważał za stosowne. Udzielał wywiadów tylko tym, którym chciał i kiedy chciał. Wszystko na swoich warunkach. I tylko ze swego matecznika na Nowogrodzkiej, gdzie czuł się absolutnie bezpieczny.

Ale nagle cała ta szklana bańka, którą zbudował – pęka. Wychodzą na jaw rozmowy nagrane w najbezpieczniejszym dla prezesa miejscu na świecie. To musi być jak cios sztyletem w najczulsze miejsce serca/mózgu partii.

Czytaj także:

Czy taśmy Kaczyńskiego zmienią kurs polityki?

Piszę o kolejnym kryzysie wizerunkowym, bo te od niedawna pojawiają się wokół partii rządzącej niemal co kilka dni. Sprawa Chrzanowskiego, asystentek Glapińskiego, zignorowanie przez prezesa PiS w Sejmie „minuty ciszy” poświęconej pamięci Adamowicza. Wczoraj zatrzymanie Bartłomieja M. i kolegów. Dziś „wieżowce prezesa”. To wygląda już jak efekt kuli śniegowej. Spece od public relations prezesa mają pełne ręce roboty. Bez względu jednak na to, jak sobie poradzą, i tak nie ma szans ratowania sondaży. Badania to potwierdzają.

Niezależnie od tego, jak dziennikarze "Gazety Wyborczej" weszli w posiadanie nagrań, prasa ma przed sobą kilka konkretnych zadań. Musi wyjaśnić kwestię relacji finansowych z Pekao SA. Czy z banku (który, jak wynika z nagrań ma służyć finansowaniu inwestycji) wypłynęły już jakieś pieniądze ("Gazeta Wyborcza" pisze o 15,5 mln euro na prace przygotowawcze), a jeśli to na jakich zasadach? Co jest w pozwie Birgfellnera złożonym przeciw spółce Srebrna (co jest w zawiadomieniu prokuratury już wiemy)? Czy analogiczny pozew zostanie złożony w Wiedniu? I czy gdziekolwiek w całej sprawie doszło do naruszenia prawa?

Na pozór tego nie widać. Dlatego pozycja Jarosława Kaczyńskiego wydaje się od strony formalnej relatywnie bezpieczna, a tytuł tego komentarza uzasadniony. Jednak nie można zignorować aspektu demitologizacyjnego całej historii, zarówno dla partii, jak i jej prezesa. Oto na naszych oczach wywraca się jak domek z kart mit o „politycznym mnichu”, oderwanym od spraw materialnych, za jakiego próbował uchodzić Jarosław Kaczyński. Upada też mit o czystych rękach partii walczącej z „układem”. Już wiemy, że PiS przeszkadzają cudze układy, ale nie własne. Na te ostatnie należy chuchać i dmuchać. Pada też mit lojalności najbliższych współpracowników i rodziny Jarosława Kaczyńskiego. To musi być szczególnie bolesne, bo zdradzić musiał ktoś z najbliższych. I mamy na końcu jak na tacy potwierdzenie wizji państwa prezesa: walczymy o władzę, by bezwzględnie czerpać z niej korzyści. Wszystko po cichu i dyskretnie, ale konsekwentnie. Bo przecież to partia jest najważniejsza.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA