fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Płociński: Jestem za strzelaniem w sylwestra. I tylko wtedy

Fotorzepa/ Danuta Matloch
Pół internetu uwierzyło, że Warszawa zakazała pokazów pirotechnicznych – w trosce o zwierzęta.

Drugie pół próbowało wyjaśnić reszcie, że prezydent Trzaskowski zdecydował jedynie o tym, że pokazu fajerwerków nie będzie, ale wyłącznie na imprezie sylwestrowej organizowanej przez miasto. Inni mogą sobie strzelać do woli, więc ta decyzja niczego nie zmieni. Może więc chociaż zaoszczędzone w budżecie pieniądze prezydent przekaże na miejskie schronisko dla zwierząt Na Paluchu, zamiast w przyszłości wyrzucić na jakąś inną głupotę?

Tak, uważam, że fajerwerki to głupota. Już pomijając zwierzęta, dla których są prawdziwą torturą, widzę w nich zwykły egoizm ingerujący w wolność innych ludzi i ich własność – np. prawo do ciszy, choćby we własnym mieszkaniu w środku nocy.

Nie wierzę jednak, że nie damy rady jakoś przeżyć strzelania raz czy dwa razy w roku, np. 31 grudnia i 11 listopada. Jako właściciel psa, który panicznie boi się wystrzałów, jestem w stanie zrozumieć, że dla innych ludzi to niesłychanie ważne. I wiem, że nie warto z tym dyskutować. To tradycja, a jako taka rządzi się swoimi prawami. I to też część dobrze rozumianej wolności, pewnej wielopokoleniowej umowy społecznej. Dlatego myślę, że zakazywanie strzelania w sylwestra, czego domaga się część Polaków, nie ma większego sensu. Zamiast tego możemy jednak zakazać strzelania w normalne dni.

W centrum Warszawy latem fajerwerki słychać co noc. Można odnieść wrażenie, że nieznośny hałas niesie się Wisłą chyba z każdej większej imprezy organizowanej w mieście. I pewnie wiele z nich to imprezy miejskie. Jeszcze gorzej jest w okresie świąteczno-noworocznym. Np. w tym roku zaczęto strzelać na tydzień przed Wigilią. Do hałasu wyłącznie w sylwestra jakoś bym się dostosował. Ale gdy pies leży pod łóżkiem przez tydzień czy dłużej i nie chce wychodzić na dwór, to naprawdę trudno mi filozofować nad „potrzebami drugiej strony”.

Jeśli do kogoś nie przemawia los czworonogów i licznie żyjących na dziko w naszych miastach jeży, wiewiórek czy fretek, to niech chociaż pomyśli o rodzicach małych dzieci, którzy latem muszą zamykać szczelnie okna i dusić się w mieszkaniu. Jasne, da się z tym żyć. Tylko po co?

Żadna ustawa w prosty sposób nie reguluje tzw. pokazów pirotechnicznych. Co więcej, władza samorządowa nie może tego unormować w prawie miejscowym. Sensowne więc wydaje się uregulowanie tych kwestii na poziomie ustawy – np. poprzez nowelizację najbardziej odpowiedniej ustawy o materiałach wybuchowych przeznaczonych do użytku cywilnego.

Pojawią się obawy, czy całkowite zakazanie strzelania na imprezach masowych i np. terenie prywatnym to nie zbytnia ingerencja w wolność, własność i swobodę działalności gospodarczej. Ale jakoś musimy nasze prawa i potrzeby wyważyć. Myślę, że można zrobić to z szacunkiem dla tradycji, ale na tyle klarownie, by nie tylko móc skuteczniej wymusić przestrzeganie prawa, ale, co ważniejsze, by łatwiej nam było po prostu zgodnie współżyć. Zdecydujmy więc, kiedy i gdzie można strzelać. I skończmy rubasznie żartować, że „wesele, to trzeba się weselić”. Chyba że powrócimy do tradycji zapraszania na wesele całej społeczności...

A dopiero później, jak to już ustalimy, niech władza daje przykład. Wtedy to będzie miało większy sens.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA