fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Głodówka pracownika cywilnego wojska. MON nie reaguje

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Zarobki pracowników cywilnych wojska nadal należą do najniższych w sferze budżetowe - pisze Onet.

Ryszard Stefan jest byłym oficerem lotnictwa, który dziś zajmuje się ochroną magazynów wojskowych. Zarabia ok. 2 tys. zł. i od lat walczy o podwyżki dla pracowników cywilnych wojska. - Wyczerpałem już dopuszczalne środki, by mur niezrozumienia w MON-ie skruszyć. Nie udało się, więc rozpocząłem protest głodowy – powiedział w rozmowie z Onetem. Były oficer lotnictwa głoduje już od trzech tygodni.

- Te uśrednione dane, które pokazuje MON wyglądają ładnie, ale resort nie podaje, ile zarabia pirotechnik, strażak, magazynier środków pirotechnicznych. Po 45 latach pracy i służby moje wynagrodzenie zasadnicze wynosi, po tegorocznej podwyżce, którą resort obrony tak bardzo się szczyci, 2070 zł - powiedział Ryszard Stefan, pracownik Oddziału Wart Cywilnych w 1. Regionalnej Bazie Logistycznej w Wałczu, Skład w Mostach. 

Czytaj także: Zwolnienia pracowników cywilnych w armii

 

 

Jak podaje Onet, ten były oficer lotnictwa i członek Związku Pracowników Wojska "TARCZA" od lat walczy o poprawę sytuacji niemal 45 tysięcy osób cywilnych, które pracują na rzecz armii. Mimo podwyżek, pensje zasadnicze ponad 70 proc. pracowników wojska pozostają w okolicach płacy minimalnej.

Jako dowód, członkowie związku "TARCZA" pokazali portalowi Onet tzw. paski wypłat, z których wynika, że kierownik sekcji informatyki w 31. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Krzesinach, gdzie stacjonują myśliwce F-16, zarabia około 2,6 tys. złotych netto. Starszy referent w bazie dostaje na rękę natomiast około 2 tys. zł., technik około 1,7 tys. zł, a bibliotekarz ok. 1,8 tys. zł. - Można się czarować, ale nasza szara rzeczywistość wygląda tak, że wielu pracowników ledwo wiąże koniec z końcem - podkreśla Ryszard Stefan. 

Resort obrony zapytany o to, czy minister Mariusz Błaszczak wie, że jeden z pracowników cywilnych wojska prowadzi głodówkę, poinformował jedynie, że w połowie listopada informację o tym dostał Pełnomocnik Ministra do Spraw Współpracy ze Związkami Zawodowymi. "Natychmiast po otrzymaniu informacji o proteście zwrócono się do p. Ryszarda Stefana z wyjaśnieniem faktycznej sytuacji kadrowej pracowników wojska, prośbą o rozważenie możliwości zaniechania protestu i ewentualnym zaproszeniem do bezpośredniego kontaktu z MON" – napisało w odpowiedzi Centrum Operacyjne MON.

Ryszard Stefan jest jednak zaskoczony i zaznacza, że „nikt z nim nie rozmawiał. - Nikt mnie o nic nie pytał, nikt mnie nigdzie nie zapraszał. To, co przełożonych interesowało, to wszelkie dane dotyczące mojej pracy i opinii służbowej. Tyle, że ta opinia jest bardzo dobra, więc nie można mi przypisać złej woli, czy wyrobić gęby lenia i wałkonia mającego problemy z dyscypliną. Tyle zrobiono – powiedział. 

Podwyżki przyznane wojskowym przez MON są minimalne, a związkowcy pytają, gdzie są pieniądze, które w budżecie resortu miały być przeznaczone na wzrost ich wynagrodzeń. - Na podwyżki wykorzystano, tylko cześć pieniędzy z tej puli. Co się stało z resztą? Pomimo wielu pism resort milczy. Nie udziela nam informacji na ten temat - mówi prezes ZPW „TARCZA”, Marek Kazimierczak. 

MON został zapytany także o to, jak rozdysponowano pulę pieniędzy, które miały trafić do pracowników cywilnych. Chodzi tu o miliony złotych - pisze Onet. W ubiegłym roku na zwiększenie wynagrodzeń pracowników cywilnych wojska resort zaplanował ponad 164,5 mln zł, z wyliczeń związków zawodowych wynika jednak, że na podwyżki przeznaczono ponad 105 mln zł.

W opinii związków zawodowych system wynagradzania pracowników cywilnych wojska, wymaga zmian systemowych. „Żenująco niskie płace zatrudnionych fachowców i specjalistów oraz wynagradzanie pracowników cywilnych wojska na poziomie minimalnych płac w kraju sprawia, że bardzo wielu pracowników odchodzi z pracy, nie mając nadziei na jakąkolwiek zmianę w tym zakresie" - napisano pod koniec września do ministra obrony Mariusza Błaszczaka członkowie związku „TARCZA”. Żądają oni również przywrócenia dialogu społecznego ministerstwa obrony ze stroną związkową. - Do tej pory żaden z ministrów tego rządu nie spotkał się z nami – powiedział Marek Kazimierczak. - Na profesjonalizację i restrukturyzację wojska wydano dziesiątki miliardów złotych. Ta nowoczesna machina musi być obsługiwana przez wyspecjalizowany, godziwie zarabiający personel także cywilny. Nie wiem, czy ktoś w MON dziś wie, ilu pracowników wojska pracuje w armii i ilu wojsko będzie potrzebowało za kilka lat. O to nikt nie dba – podkreśliła Marzena Zawada, wiceszefowa "TARCZY". 

Kolejny postulat związków dotyczy dokonywania transparentnego podziału środków na wynagrodzenia oraz określenia minimalnej płacy zasadniczej i przeciętnego poziomu płac w resorcie. - Zamiast zapewnić warunki godziwej pracy i płacy w resorcie obrony tworzy się system nagrodowy. Zapytaliśmy ministra obrony, dlaczego tak się dzieje, jednak nie uzyskaliśmy odpowiedzi – zaznaczyła Zawada. 

Związek zawodowy skierował szereg petycji nie tylko do resortu obrony, ale także do prezydenta Andrzeja Dudy. Żądania te pozostają jednak bez odzewu. - Poza kilkoma bezowocnymi spotkaniami z Wojciechem Drobnym, dyrektorem Departamentu Spraw Socjalnych, nikt nie chce się pochylić nad sprawą sytuacji socjalno, bytowej, w jakiej znajdują się obecnie pracownicy cywilni wojska - powiedział Marek Kazimierczak. - Wobec takiej postawy władz, jeden z naszych kolegów Ryszard Stefan zdecydował się na protest głodowy. Bardzo niepokoimy się o jego zdrowie, ponieważ mijają kolejne tygodnie, a nikt z MON-u nie zamierza reagować - dodaje Zawada.

Ryszard Stefan działalnością związkową zajmuje się od kilkunastu lat. - Zdecydował o tym przypadek. Jestem byłym żołnierzem, oficerem lotnictwa. Służyłem w 2. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego "KRAKÓW" w Goleniowie. Przyszły nowe czasy i pod koniec lat 90. jednostka została skasowana. Nie chcąc szukać miejsca służby w innych rejonach kraju, odszedłem do cywila. Miałem wówczas 26 lat wysługi. To dawało mi niepełną emerytalną, dlatego musiałem poszukać pracy. Wówczas o pracę było jednak trudno - mówi Stefan. 

Wojsko zaczęło wtedy wygaszać zasadniczą służbę wojskową, której żołnierze zajmowali się między innymi pilnowaniem jednostek oraz obiektów wojskowych. Armia sięgnęła wówczas po pracowników cywilnych. Zapadła decyzja o utworzeniu Oddziałów Wart Cywilnych - podkreśla Onet.

- Trafiłem do 1. Regionalnej Bazy Logistycznej w Wałczu i do ochrony składów wojskowych w Mostach, gdzie pracuję do dziś. To było prawie 20 lat temu. Trafiło tam wówczas ze mną kilku byłych żołnierzy z pułku lotniczego. Reszta to byli cywile. Zaczęliśmy tworzyć oddział. Dogrywać się miedzy sobą - powiedział Ryszard Stefan.

Ich praca w Oddziałach Wart Cywilnych polega na pilnowaniu składów oraz magazynów wojskowych w Mostach. Pracują oni po 12 godzin, a następnie mają 48-godzinną przerwę. Jak zaznacza Stefan, „praca nie jest łatwa, a większość pracowników ma już ponad 50 lat”. Dodaje także, że kiedy został pracownikiem cywilnym wojska dostrzegł, że jest to grupa nie tylko bardzo słabo wynagradzana, ale nie cieszy się także szacunkiem wśród żołnierzy. 

Ryszard Stefan zaznacza jednak, że w porównaniu z kolegami, którzy do OWC przyszli z cywila, jego sytuacja nie jest zła. - Jako oficer starszy lotnictwa pobieram też emeryturę, która wynosi nieco ponad 2 tys. zł. Wiem, że wyobrażenie o emeryturach wojskowych wygląda inaczej, ale wiele się zmieniło przez lata. Teraz sierżant dostaje wyższą emeryturę niż oficer straszy, który odszedł z armii 20 lat temu - powiedział Stefan. 

Będąc żołnierzem nie mógł zaangażować się on w działalność związkową. - Nie wiedziałem nawet z czym to się je. Po kilku latach pracy w Mostach zapanowało u nas duże wzburzenie, bo związki zawodowe w RBLog w Wałczu podjęły decyzję, że pracownicy mojego składu dostaną podwyżkę o 50 zł mniejszą niż oni, ponieważ rzekomo dostajemy wyższe pensje. Co było nieprawdą. Żeby nie dać się okraść postanowiliśmy założyć własny związek. I nagle z małych puszczańskich Mostów, znaleźliśmy się w centrum wydarzeń uczestnicząc w rozmowach na tematy płacowe i socjalno-bytowe pracowników wojska. W Warszawie staraliśmy się, jak tylko było to możliwe walczyć o te prawa – podkreślił Stefan.

Ryszard Stefan, jako związkowiec, był już dwa razy w Sejmie na posiedzeniach sejmowej komisji obrony narodowej. - Pytałem posłów, jak zdesperowani ludzie, którzy głodują, bo ich pensje nie wystarczają na wyżywienie rodziny mogą rzetelnie wykonywać niebezpieczną pracę przy bombach i pociskach - opowiada. - Posłowie od prawej do lewej strony sceny politycznej kiwali głowami, a nawet zachęcali go do walki. Tyle że na koniec i tak nic się nie zmieniło - dodał. 

Źródło: Onet
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA