fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Krewki Portugalczyk poprowadzi Legię

Nowy trener Ricardo Sa Pinto (z lewej) z właścicielem i prezesem Legii – Dariuszem Mioduskim
PAP/ Leszek Szymański
Ricardo Sa Pinto, nowy trener Legii Warszawa, jako piłkarz pobił trenera, a jako dyrektor sportowy uderzył jednego z zawodników.

Wajcha w Legii została znów przestawiona. Po rządach Chorwatów Romeo Jozaka i Deana Klafuricia, którzy zastąpili przyjacielskiego dla zawodników i traktujących ich jako partnerów Jacka Magierę, nastał czas szkoleniowca, dla którego liczy się przede wszystkim charakter, zaangażowanie, i walka, a także przestrzeganie dyscypliny. Nie oznacza to jednak, iż na Łazienkowską wrócił Stanisław Czerczesow – Osetyjczyk po całkiem udanym mundialu przedłużył umowę z reprezentacją Rosji. Nowym szkoleniowcem Legii zostanie Ricardo Sa Pinto.

Polskie koneksje

Dla niego to też będzie powrót na Łazienkowską. W lutym 2012 roku Sa Pinto objął Sporting Club de Portugal i rozpoczął pierwszą pracę w roli samodzielnego szkoleniowca seniorów – wcześniej w klubie z Lizbony prowadził juniorów i był asystentem w Uniao Leira. Zadebiutował właśnie w Warszawie, a jego drużyna zremisowała 2:2 z Legią prowadzoną przez Macieja Skorżę. W rewanżu, tydzień później, Sporting wygrał 1:0 i to Portugalczycy awansowali do 1/8 finału Ligi Europy. W debiutanckim sezonie mimo iż Sporting doszedł do półfinału LE, zajął jednak zaledwie czwarte miejsce w lidze, tracąc 16 punktów do Porto i latem grzecznie Sa Pinto podziękowano. Po raz kolejny do Polski zawitał trzy lata później już jako trener Belenenses Lizbona. Debiutujący w pucharach klub trafił w fazie grupowej na Lecha Poznań, którego prowadził wówczas... Skorża. W obu meczach padły bezbramkowe remisy.

Portugalczyk podpisał z Legią umowę na trzy lata. Ostatnim szkoleniowcem, który spędził w Warszawie trzy lata (niepełne), był Jan Urban podczas pierwszego podejścia do klubu – pracował wtedy od czerwca 2007 roku do marca 2010. Ostatni sezon Sa Pinto spędził w belgijskim Standardzie Liege. To w tym klubie sięgnął po swoje pierwsze trofeum w roli trenera – zdobył puchar Belgii, pokonując w finale po dogrywce Genk 1:0.

Po raz pierwszy temat zatrudnienia Sa Pinto pojawił się kilka tygodni temu. Mimo iż ponoć jego CV i pomysł na funkcjonowanie klubu zrobiło dobre wrażenie na właścicielu i jego najbliższych współpracownikach, to jednak nie doszło do rozmów z Portugalczykiem. Wszystko dlatego, że jego kandydatura wpłynęła za późno, a Legia potrzebowała trenera na zaraz. Mioduski nie dogadał się z Wisłą Płock w kwestii Jerzego Brzęczka, nie udało mu się pozyskać Adriana Guli, który objął słowacką młodzieżówkę, i już był na etapie dogadywania się z Klafuriciem, aby jednak kontynuował pracę w Warszawie. Jaki był efekt tego eksperymentu wszyscy mają jeszcze świeżo w pamięci.

Rok dyskwalifikacji

Kibice dość dobrze pamiętają Sa Pinto z czasów kariery piłkarskiej. Był on członkiem drużyny, która na Euro 96 wyszła z grupy (nowy trener Legii zdobył gola w grupowym spotkaniu z Danią 1:1), a także znalazł się w kadrze, która cztery lata później dotarła do półfinału ME. Występował jako napastnik, ale wiele bramek nie zdobywał. Był piłkarzem, który w każde spotkanie wkładał maksimum ambicji, czasem ocierającej się wręcz o agresję. Kibice Sportingu, w którym występował w sumie przez dziewięć lat (w tym czasie zdobył 34 gole – jak na napastnika wynik mocno przeciętny), nazywali go „Ryszard Lwie Serce".

Niedawno furorę w internecie robił filmik, na którym trzech piłkarzy Standardu trzyma swojego trenera, który rwie się do bójki z sędzią meczu z Anderlechtem. Jak widać, z wiekiem mu nie przeszło – Sa Pinto uderzył kiedyś asystenta selekcjonera reprezentacji Portugalii Artura Jorge – Rui Aguasa. Został wówczas na rok zawieszony, chociaż grożono mu dyskwalifikacją nawet na sześć lat. Później – będąc dyrektorem sportowym Sportingu – pobił się pod prysznicem z napastnikiem klubu, swoim niedawnym kolegą z boiska, Brazylijczykiem Liedsonem. Po tamtej sytuacji podał się do dymisji.

Często zmieniał kluby, które prowadził – nigdzie nie wytrwał dłużej niż sezon. W Crvenej Zveździe Belgrad szybko popadł w konflikt z właścicielami i odszedł po 11 meczach ligowych, jeszcze szybciej zniknął z saudyjskiego Al-Fateh (pięć spotkań). Legia będzie jego dziewiątym klubem w trwającej sześć lat trenerskiej karierze. Chociaż ze Standardu (w którym kończył piłkarską karierę) pewnie by nie odszedł, gdyby nie fakt, że działacze wcześniej dogadali się ze słynnym Michelem Preud'hommem – prawdziwą legendą klubu.

Portugalczyk przychodzi ze swoim sztabem, ale w klubie pozostaną trener bramkarzy Krzysztof Dowhań oraz Aleksandar Vuković. Zadebiutuje w rewanżowym meczu z Dudelange, w którym Legia będzie odrabiać straty z własnego boiska (porażka 1:2), i walczyć o awans do fazy play-off eliminacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA