fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Bitwa pod Kłuszynem. Zapomniany triumf Rzeczypospolitej

Rekonstrukcja bitwy pod Kłuszynem
Fotorzepa, Przemek Wierzchowski
Zwycięstwo hetmana Żółkiewskiego nad siedmiokrotnie liczniejszymi wojskami rosyjskimi pod Kłuszynem umożliwiło zajęcie Moskwy i osadzenie na rosyjskim tronie Władysława IV. Batalia ta uchodzi za jeden z najwspanialszych sukcesów polskiego oręża.

4 lipca 1610 r. około godziny 3 nad ranem rosyjscy wartownicy stojący we wsi Prieczistoje zaalarmowali, że zbliża się długa kolumna polskich wojsk. Polacy pod wodzą hetmana wielkiego koronnego Stanisława Żółkiewskiego miesiąc wcześniej wyruszyli spod Smoleńska i skierowali się na wschód, aby w otwartym polu stawić czoło armii rosyjskiej. Po całonocnym marszu błotnistą drogą wczesnym rankiem oczom Polaków ukazał się pogrążony w chaosie obóz rosyjski. Dowódcy moskiewscy zwijali się jak w ukropie, aby przygotować swoich żołnierzy do bitwy. Poprzedniego dnia żołdacy – pewni, że do bitwy nie dojdzie prędko i że będzie ona zwycięska – zabawiali się do późnego wieczora, nie szczędząc jadła i gorzałki. Gdy więc po kilku godzinach nadciągnął Żółkiewski, nieubrani i nieuzbrojeni rosyjscy żołnierze spali jak zabici gdzie popadnie. Dowódcy i młodsi oficerowie musieli wykonać nadludzki wysiłek, aby rozbudzić pijanych żołnierzy i groźbami zmusić do zajęcia pozycji.

Żółkiewski nie zdecydował się jednak uderzyć znienacka. Długi pochód sprawił, że jego armia rozciągnęła się w wielokilometrowy szereg. Gdyby hetman dał rozkaz do natarcia, musiałby czekać, aż żołnierze dotrą na pole bitwy, co mogło trwać wiele godzin. Polskie pułki nadciągające w ordynku powoli zajmowały pozycje i w końcu stanęły naprzeciwko rosyjskich wojsk. Wydawało się, że los bitwy jest przesądzony. Polski dowódca wiódł niecałe 6 tys. husarzy, 200 piechurów i kilkuset kawalerzystów. Do dyspozycji miał zaledwie dwa działa polowe. Natomiast w obozie wokół Prieczistoje do walki szykowało się prawie 30 tys. Rosjan, których wspierało 8 tys. najemników ze Szwecji i Niderlandów oraz 11 dział. Choć przewaga liczebna była druzgocąca, Żółkiewski zdawał sobie sprawę, że jego podkomendni przez lata zdążyli się wprawić w boju, są znacznie lepiej uzbrojeni i mają wyższe morale. Wiedział też, że oddziały rosyjskie składają się w dużej mierze z chłopów przymusowo wcielonych do wojska, niewyszkolonych i nieskorych do bitwy z regularną armią. Najbardziej liczącą się siłą w rosyjskiej armii byli cudzoziemscy najemnicy, którymi dowodził Szwed Jacob de la Gardie. Jak na ironię, rozbili obóz w oddali, nie łącząc się z głównymi siłami rosyjskimi.

Siła husarii

Żółkiewski doszedł do wniosku, że najpierw zaatakuje Rosjan i pokona ich wstępnym bojem, aby nadwerężyć morale szwedzkich najemników. Tych ostatnich chciał związać częścią swoich sił, a przeciwko Rosjanom użyć niezawodnej polskiej broni – husarii. Wydał rozkaz, aby oczyścić pole do bitwy, czyli usunąć wszystkie przeszkody (płoty, zagajniki) utrudniające szarżę husarii. Żołnierze nie skończyli jeszcze tego robić, gdy rankiem hetman dał komendę do natarcia. Do ataku ruszyły pułki konne, na przemian lekka i ciężka jazda. Każda z polskich chorągwi szarżowała osiem–dziesięć razy. Zdezorientowanych Rosjan utwierdziło to w przekonaniu, że atakują ich przeważające siły Rzeczypospolitej. Te szarże były dla Rosjan druzgocące. Moskiewscy kawalerzyści nie wytrzymywali ataków husarzy, przegrywali również starcia na białą broń. Dymitr Szujski, głównodowodzący wojsk rosyjskich, popchnął do ataku najemnych rajtarów. Ci ruszyli przeciwko Polakom akurat wtedy, gdy rozpoczynała się kolejna szarża chorągwi pancernej jazdy. Cudzoziemcy nie wytrzymali starcia z polską husarią. Ich atak się załamał, a polska szarża trwała. W rezultacie rajtarzy rozpoczęli zmasowany odwrót i wraz z husarzami wpadli na główne siły Szujskiego. Chwilę później Rosjanie zaczęli uciekać z pola bitwy, chroniąc się w lasach albo próbując wrócić do warownego obozu.

W tym samym czasie na lewym skrzydle wojsk polskich trwała ciężka bitwa ze szwedzkimi pułkami. Wyszkoleni zawodowi żołnierze stawili Polakom silny opór. Jazda mogła tutaj szarżować tylko przez wyrwy w mocnym płocie. Za płotem stali muszkieterzy i pikinierzy. Pierwsi strzelali z bliskiej odległości do nacierających husarzy, drudzy ranili konie. W pierwszej fazie bitwy zginęło tam około 100 żołnierzy po każdej stronie. Sytuacja uległa zmianie, gdy na miejsce nadciągnęła polska piechota wyposażona w dwa falkonety – działa artyleryjskie. Puszkarze otworzyli ogień w stronę płotów i w ten sposób za jednym zamachem zniszczyli przeszkody dla husarskich szarż i zadali bolesne straty muszkieterom. Wkrótce polska jazda ruszyła do natarcia. Widząc to, Żółkiewski wydał rozkaz, aby przerwać pościg za Rosjanami i uderzyć na Szwedów. Wojska szwedzkie nie wytrzymały tego uderzenia i rzuciły się do rozpaczliwej ucieczki.

Szczęśliwa zdrada

Hetman pobił nieprzyjaciela, ale go nie rozbił. Losy bitwy mogły się jeszcze odwrócić. Szwedzkie wojska uciekły do ufortyfikowanego obozu, a rosyjscy piechurzy, którzy nie zginęli z polskich rąk, umocnili się w obozie we wsi Pirniewo. Zaczęli do nich ściągać żołnierze z rozbitych pułków. W końcu dojechał też Dymitr Szujski. Polacy otoczyli obozy, ale Żółkiewski ani myślał zarządzać ataku. Siły przeciwnika wciąż były liczniejsze, a uderzanie jazdą na warowny obóz było niepodobieństwem. Hetman spróbował więc podstępu. Wysłał posłów do szwedzkiego obozu i zaproponował zawarcie pokoju. Okazało się wówczas, że najemnicy od dłuższego czasu nie otrzymywali żołdu. Ich morale wyraźnie podupadło. Co więcej, dwaj główni szwedzcy dowódcy – Jacob de la Gardie i Edward Horn – uciekli w las przed szarżą polskiej husarii i dowództwo pełnili niżsi rangą oficerowie. Polski hetman uzgodnił więc z nimi, że wypuści szwedzkie wojska, jeśli złożą przysięgę, że nigdy więcej nie będą walczyć przeciwko Rzeczypospolitej. Tak też się stało. Przed wieczorem Szwedzi wyszli z obozu, a armia polska ich przepuściła. Kilkuset najemników zaproponowało swoją służbę Żółkiewskiemu, a ten natychmiast skorzystał z propozycji. W rezultacie jego siły były liczniejsze i silniejsze niż jeszcze kilka godzin wcześniej.

Gdy wojska szwedzkie wyszły z obozu, spotkały się z Hornem i de la Gardie. Obaj dowódcy wrócili do obozu i próbowali z powrotem objąć komendę nad wojskiem. Rozkazali żołnierzom, aby podjęli walkę, ale nikt już ich nie słuchał. Szwedzcy oficerowie uznali, że ich byli dowódcy nie mają już prawa rozkazywać, bo uciekli z pola bitwy, a porozumienie zawarte z Żółkiewskim obowiązuje. O takim rozwoju sytuacji szybko dowiedział się Dymitr Szujski. Aby uniknąć całkowitej kompromitacji, cichaczem uciekł z warownego obozu, aby lasami przekraść się do Kaługi. Za nim podążyli oficerowie, a za nimi zwykli żołnierze. W pościg za zdemoralizowanymi siłami rosyjskimi ruszyła polska jazda. I tu dopiero zadała im prawdziwą klęskę. Z rąk polskich husarzy zginęło kilkanaście tysięcy Rosjan. Zwycięstwo wojsk Rzeczypospolitej było całkowite. W tym czasie piechota bez jednego wystrzału zajęła obóz warowny. Tam w ręce Polaków wpadły liczne bogactwa: naczynia ze złota i srebra, futra, wozy z pieniędzmi na żołd dla cudzoziemskich najemników, w końcu broń i amunicja niewykorzystana w walce. Jeden z żołnierzy znalazł też karetę Szujskiego, jego szablę, buławę i chorągwie. W polskie ręce wpadły również kolasy, którymi wożono znaczniejszych oficerów.

Z polskiej strony zginęło ponad 300 żołnierzy, a kilkuset kolejnych odniosło rany. Armia straciła również 400 koni. Historycy nigdy natomiast nie ustalili dokładnie strat armii rosyjsko-szwedzkiej. Żółkiewski w swoich pamiętnikach wspomina o 1200 zabitych, którzy polegli w bitwie, jednak ta liczba z pewnością nie obejmuje tych, którzy zginęli z polskich rąk podczas pościgu za uciekającymi Rosjanami, już po przejęciu warownego obozu. „Relacja o szczęśliwym powodzeniu oręża polskiego w Moskwie" podaje, że zginęło 700 cudzoziemców i około 2 tys. Rosjan, jednak inne źródła, także rosyjskie, szacują, że w drugiej fazie bitwy, podczas ucieczki z obozu, zginęło kilkanaście tysięcy żołnierzy. Co znamienne, wszyscy dowódcy przegranej armii uszli z życiem. Dymitr Szujski został schwytany i dostał się do polskiej niewoli. Generałowie de la Gardie i Horn próbowali się schronić w zamku w miejscowości Oczepow, ale tam uznano ich za winnych klęski, odarto z ubrań i kosztowności, obito kijami i wypędzono.

Wiktoria kłuszyńska

Bitwa pod Kłuszynem uchodzi dziś za jedno z największych zwycięstw polskiego oręża. Z tą opinią trudno się nie zgodzić. Po pierwsze, Żółkiewski odniósł druzgocące zwycięstwo nad siedmiokrotnie liczniejszym przeciwnikiem. Po drugie, rozbił główny trzon rosyjskiej armii, tracąc zaledwie 300 żołnierzy. Po trzecie – i najważniejsze – zrealizował wielki plan polityczny, jakim było osadzenie na rosyjskim tronie polskiego królewicza Władysława. Aby to wyjaśnić, trzeba cofnąć się o kilka lat.

W 1584 r. w Moskwie zmarł Iwan IV Groźny, znany z okrucieństwa władca Rosji. Na tron wstąpił jego syn Fiodor, który nie był przygotowany do sprawowania władzy. Chorowity car zmarł bezpotomnie w 1598 r. Przez cały czas w jego imieniu rządził Borys Godunow, główny doradca cara Iwana i prawny opiekun jego syna. W 1598 r. sobór ziemski wybrał Godunowa na cara Rosji, powierzając mu pełnię władzy. Nowy car rozpoczął rosyjską ekspansję na wschód, zapoczątkowując m.in. kolonizację Syberii. W 1602 r. Rosję dotknęła wielka susza, która spowodowała klęskę głodu, a później niepokoje społeczne. Dodatkowo pojawiła się wówczas plotka, że syn Iwana Groźnego, książę Dymitr, którego według oficjalnej wersji zamordowano, żyje i należy mu się rosyjski tron. Wsparty z polskiej inspiracji przez prawie 3 tys. żołnierzy Dymitr ruszył na Moskwę i w czerwcu 1605 r. opanował miasto. Dwa miesiące wcześniej zmarł Borys Godunow, co rozpoczęło okres tzw. wielkiej smuty, czyli chaosu wewnętrznego w Rosji. Syn Godunowa Fiodor II zginął z rąk żołnierzy Dymitra, a rzekomy syn Iwana IV objął władzę jako car. Dymitr Samozwaniec (taki przydomek nadała mu historia) rządził niemal rok przy wsparciu polskich żołnierzy i doradców. W maju 1606 r. jego główny oponent książę Wasyl Szujski zorganizował bunt możnowładców. Car Dymitr zginął, Wasyl przejął rządy, jednak nie był w stanie opanować ogromnego chaosu, zwłaszcza że pojawił się drugi Dymitr Samozwaniec, który chciał go zdetronizować.

10 marca 1609 r. Wasyl Szujski podpisał w Wyborgu pakt z królem Szwecji Karolem IX. Zobowiązywał on obu władców do wspólnych działań wojennych przeciwko Rzeczypospolitej. W odpowiedzi na ten pakt król Polski Zygmunt III Waza zdecydował się rozpocząć wojnę z Rosją. Polski monarcha liczył, że wojna pomoże mu zrealizować największe polityczne marzenie: osadzenie na rosyjskim tronie jego syna Władysława. Niemal natychmiast wojska polskie ruszyły na wschód i obległy Smoleńsk.

Sytuacja była o tyle skomplikowana, że rządy cara Wasyla IV stawały się coraz bardziej niepopularne. Rosyjscy bojarzy i dostojnicy zaczęli się przeciwko niemu otwarcie buntować. W ich imieniu 14 lutego 1610 r. do polskiego obozu pod Smoleńskiem przyjechał patriarcha Filaret i zawarł z królem Zygmuntem układ. Przewidywał on powołanie na tron moskiewski królewicza Władysława, ale w zamian Zygmunt III Waza zobowiązywał się zagwarantować wolność religijną wyznawcom prawosławia.

Zagrożony Wasyl Szujski zdecydował się wysłać przeciwko Polakom armię. Jej dowódcą uczynił swojego brata Dymitra. 30 tys. Rosjan wyruszyło w stronę Smoleńska, aby mieczem rozwiązać z Polakami spór o władzę. Nieudolny Dymitr Szujski popełniał jednak błąd za błędem. Najpoważniejszym było podzielenie armii. Oddał 8 tys. ludzi pod komendę Grigorija Wałujewa, dowódcy swojej straży przedniej, i kazał mu zbudować fortyfikacje, które miały zatrzymać Polaków w marszu na Moskwę. Z resztą sił Szujski podążył w stronę Smoleńska. 3 lipca 1610 r. rozbił obóz pod Kłuszynem i pozwolił swoim żołnierzom na rozluźnienie i hulanki. Nie mógł przewidzieć, że kilka godzin później hetman Żółkiewski wyjdzie mu naprzeciw. 4 lipca armia Szujskiego przestała istnieć, a Szwedzi zawarli rozejm z Polakami.

Marsz na Moskwę

Niezmordowany Żółkiewski jeszcze tego samego dnia ruszył do miejscowości Carowo Zajmiszcze. Tam stacjonowała przednia straż rosyjskiej armii, dowodzona przez Grigorija Wałujewa, który doskonale rozumiał, że jego wojsko – zdemoralizowane i słabo uzbrojone – nie ma szans w starciu z polskim hetmanem, który prowadził armię od zwycięstwa do zwycięstwa. Ale i to nie był koniec jego kłopotów. Wiadomość o klęsce pod Kłuszynem szybko dotarła do Moskwy i doprowadziła do tego, że moskiewscy bojarzy zawiązali spisek przeciwko carowi Wasylowi, pozbawili go władzy i uwięzili. Wałujew, naciskany przez coraz bardziej niechętnych Szujskiemu bojarów, skapitulował. Podpisał również układ z hetmanem Żółkiewskim o powołaniu na tron królewicza Władysława. Rozesłano uniwersały, aby powiadomić ludność, że nowym carem będzie polski królewicz Władysław, że powróci spokój i porządek, a wyznawcy prawosławia nie doznają żadnych przeszkód ze strony nowego władcy.

3 sierpnia hetman Żółkiewski stanął pod Moskwą, a później rozpoczął rozmowy z bojarami. Ich rezultatem był traktat podpisany 27 sierpnia. Przewidywał on objęcie tronu carów przez królewicza Władysława, który miał za to przyjąć prawosławie. Król Zygmunt III zobowiązał się przerwać oblężenie Smoleńska i zwrócić Rosjanom zamki, które zdobył podczas wojny. Następnego dnia tłumy mieszkańców Moskwy złożyły przysięgę na wierność Władysławowi. 12 września polskie wojska wkroczyły do serca Moskwy, a 8 października Żółkiewski zakwaterował się na Kremlu. Udało mu się to, co nigdy wcześniej ani później nie udało się żadnemu dowódcy: zajął zbrojnie stolicę rosyjskich carów. Co więcej, wziął w niewolę uwięzionego Wasyla Szujskiego, a potem zawiózł go do Warszawy. W 1611 r. na Zamku Królewskim odbył się hołd ruski. Zdetronizowany car i dwaj jego bracia bili pokłony przed Zygmuntem III Wazą. Później zostali uwięzieni i zmarli w jednym z polskich zamków.

Niespełnione marzenie

Królewicz Władysław niedługo jednak utrzymał się na rosyjskim tronie. Zygmunt III zmienił zdanie. Liczył, że sam zostanie carem Rosji, a następnie doprowadzi do wojny ze Szwecją, co pomoże mu odzyskać tron w Sztokholmie. Tak się nie stało. Ambicje króla, który zaczął też marzyć o nawróceniu Rosji na katolicyzm, szybko wywołały bunt tych samych bojarów, którzy wcześniej zawarli z nim porozumienie. W czerwcu 1611 r. król Zygmunt zdobył Smoleńsk. Natychmiast wykorzystali to Szwedzi, aby zgłosić własnego kandydata do carskiego tronu. W Niżnym Nowogrodzie wybuchło również antypolskie powstanie, którego celem miała być detronizacja Władysława Wazy i wygnanie polskiej załogi z Kremla. Rozpoczęło się najdziwniejsze oblężenie Moskwy. Jedyny raz w historii oblegali ją Rosjanie, a bronili jej Polacy. Na odsiecz Żółkiewskiemu wyruszył hetman wielki litewski Jan Karol Chodkiewicz, ale nie udało mu się dotrzeć do Moskwy. Również Zygmunt III Waza wraz z głównymi wojskami nie zdążył. 7 listopada 1612 r. hetman Żółkiewski opuścił Moskwę (od 2005 r. na pamiątkę tego wydarzenia Rosjanie obchodzą święto państwowe).

W 1613 r. sobór ziemski w Moskwie wybrał na nowego cara Michała Romanowa, który zapoczątkował dynastię Romanowów, rządzącą Rosją nieprzerwanie aż do 1917 r. 11 grudnia 1618 r. traktat pokojowy w Dywilinie zakończył wojnę polsko-rosyjską. Rzeczpospolita uzyskała ziemie czernichowską, smoleńską i siewierską. Dzięki temu państwo polsko-litewskie liczyło łącznie prawie milion kilometrów kwadratowych i miało największy zasięg terytorialny w swojej historii. Ten stan trwał trzy lata, aż do utraty Inflant na rzecz Szwecji w 1621 r.

Bitwa pod Kłuszynem była wielkim polskim sukcesem militarnym i politycznym, równym zwycięstwu pod Grunwaldem. A jednak została niemal zapomniana. Zarówno propaganda rosyjska w okresie zaborów, jak i późniejsza sowiecka starały się, aby ten triumf sarmackiej Polski wyrugować z pamięci Polaków, z legend i mitów. Podobnie jak hołd ruski, któremu przez lata przeciwstawiano słynny hołd pruski. Nic dziwnego – Rosjanie, którzy do dziś są dumni, że wygnali z Moskwy Napoleona (cesarz Francuzów spędził w tym mieście jedynie miesiąc), a Hitlera w ogóle tam nie wpuścili, nie mogą zapomnieć, że ponad cztery wieki temu garstka Polaków najpierw ośmieszyła głównego dowódcę ich wojsk, potem przyniosła im władcę, a później jeszcze przez dwa lata rządziła wielkim imperium. Tylko przez kaprys losu polski królewicz nie utrzymał tronu, a Moskwa nie znalazła się pod protektoratem Rzeczypospolitej. Czegoś takiego ani wcześniej, ani później nie dokonał nikt.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA