fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory w Niemczech

Niemcy: Imigranci - przemilczeć problem

Nielegalni imigranci z Turcji znów szturmują greckie wyspy. Na zdjęciu: port w Heraklionie na Krecie
AFP
W kampanii wyborczej są ważniejsze tematy od imigracji, ale od jej skutków nie da się uciec.

Na plażach greckich wysp w pobliżu brzegów Turcji od kilku lat lądują uchodźcy i imigranci. W szczycie kryzysu imigracyjnego były okresy, kiedy jednego dnia przybywało ich kilkanaście tysięcy. W ostatnich miesiącach liczba przybyszów sięgała najwyżej 120 osób dziennie. Od początku września jednak wzrosła o 50 proc.

Nikolaos Papamanolis, szef punktu imigracyjnego na wyspie Chios, tłumaczy mediom: „W Izmirze w odległości ośmiu kilometrów od nas czeka na przeprawę milion osób".  Nie ma wątpliwości, że od prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana zależy, czy znajdą się oni wkrótce w Europie. Turecka straż przybrzeżna uniemożliwia taki obrót rzeczy na podstawie porozumienia zawartego pomiędzy Turcją a UE wiosną ubiegłego roku. Wynegocjowała je kanclerz Angela Merkel.

Złe od dawna relacje Turcji z UE, a zwłaszcza z Berlinem, mogą doprowadzić do zerwania porozumienia. Jednak w Niemczech mało kto w to wierzy. Kanclerz Merkel przedstawia w kampanii wyborczej układ z Ankarą jako sukces. Panuje opinia wypowiedziana przez Wolfganga Ischingera, szefa Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, iż Turcji zależy na Europie do tego stopnia, że porozumienia nie wypowie. Nowej fali imigracji więc nie ma.

To jedna z przyczyn, dlaczego sprawa kryzysu imigracyjnego przebija się z trudem w kampanii wyborczej. Imigrantów jest mniej niż przed rokiem, nawet jeżeli  więcej trafia do Europy poprzez Morze Śródziemne z Libii.

W końcówce kampanii nie udało się jednak uniknąć sprawy przestępstw seksualnych popełnionych przez uchodźców i imigrantów. Zwróciła na to uwagę pani kanclerz Ilse Aigner, minister gospodarki Bawarii na jednym ze spotkań wyborczych. Podała przykład biegaczki z niewielkiej bawarskiej miejscowości Riedering, która stała się przedmiotem ataku. Zdołała się oswobodzić, a policja zatrzymała ukrywającego się w lesie napastnika. Był nim 34-letni imigrant z Nigerii.

Sprawa wróciła kilka dni temu w czasie telewizyjnego spotkania Merkel z wyborcami. Jedna z jego uczestniczek przywołała najnowsze statystyki bawarskiego MSW, z których wynika, że liczba przestępstw seksualnych w tym landzie z udziałem azylantów, uchodźców i osób posiadających specjalny status wzrosła od początku roku do lipca o 91 proc. w porównaniu z podobnym okresem roku ubiegłego. Oznacza to, że przybysze stanowiący 2 proc. mieszkańców, stanowią 18 proc. podejrzanych.

Podobne dane opublikowano w Nadrenii Północnej-Westfalii. Inne landy nie ujawniają danych zgodnie z wieloletnią praktyką. W studiu telewizyjnym pani kanclerz uciekła od tematu, zapewniając, że wie o problemie. Podobnie jak inni czołowi kandydaci w tych wyborach Angela Merkel jest za bezwarunkową deportacją imigrantów i uchodźców, którzy dopuścili się przestępstw kryminalnych. To się dzieje, jednak nie rozwiązuje problemu.

Christian Walburg, kryminolog z Uniwersytetu w Münster,  tłumaczy „Süddeutsche Zeitung", że wzrost przestępstw seksualnych jest naturalną konsekwencją obecności młodych przybyszów z innych kultur, w dodatku przyzwyczajonych do używania siły, której sami byli nierzadko ofiarami. To duży problem, tym bardziej że wzrost przestępstw tego rodzaju notuje się wyłącznie w grupie przybyszów.

Sprawa jest znana nie od dzisiaj i nabrała rozgłosu po atakach na kobiety w noc sylwestrową w Kolonii w roku ubiegłym. Za kradzieże i napaść seksualną skazano w sumie sześciu sprawców na kary od sześciu miesięcy do prawie dwu lat. Zgłoszeń o dokonaniu przestępstwa było ponad 1200. Sylwester w Kolonii jest dla mediów kłopotliwy i niemal zapomniany.

Nie oznacza to, że pozostało to bez wpływu na preferencje wyborców w sprawie imigracji. Jak wynika z ostatnich sondaży na ten temat, 82 proc. Niemców domaga się od kanclerz Merkel korekt w polityce imigracyjnej. 28 proc. jest zdania, że zmiany muszą mieć charakter zasadniczy. Jedynie 15 proc. uważa, że Merkel powinna kontynuować dotychczasową linię polityczną.

Co to oznacza, nie wiadomo, gdyż rząd wprowadził już regulacje ograniczające napływ imigrantów, a także uchodźców. – Taka sytuacja jak latem 2015 roku nie może się powtórzyć – podkreśla Angela Merkel. Jednocześnie twierdzi, że postąpiła słusznie, otwierając wtedy granice Niemiec dla uchodźców i towarzyszących im imigrantów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA