fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Gospodarka

Ile władzy rządów w TTIP

Bloomberg
Czy spory między prywatnymi inwestorami a rządami mogą rozstrzygać międzynarodowi arbitrzy? Parlament Europejski będzie nad tym głosował w środę.

Szczyt przywódców G7 w niemieckim Emlau zaapelował o szybkie zakończenia negocjacji nad TTIP, czyli porozumieniem o handlu i inwestycjach między UE i USA. We wspólnej deklaracji przywódcy mówią o końcu tego roku jako najlepszej dacie uzgodnienia najważniejszych punktów umowy. Na to, czy tak się stanie, wpływ ma Parlament Europejski, gdzie w środę dojdzie do najważniejszej jak dotąd rozgrywki o TTIP. Eurodeputowani przyjmą rezolucję, której zawartość wyznaczy ramy negocjacyjne dla Komisji Europejskiej, od dwóch lat ustalającej w imieniu UE szczegóły porozumienia z Amerykanami.

— Nie jest to głosowanie za lub przeciw TTIP. Nikt rozsądny nie może się dziś tak zadeklarować. Dopiero jak poznamy szczegóły porozumienia będziemy mogli powiedzieć, czy jesteśmy za, czy przeciw — mówił Gianni Pittella, lider socjalistów w PE.

To prawda, że dopiero gdy porozumienie zostanie wynegocjowane, PE będzie nad nim ostatecznie głosował. Ale żeby Komisja Europejska wiedziała, jakie zapisy będą akceptowane przez eurodeputowanych, potrzebne jej są wskazówki. I temu ma służyć środowa rezolucja.

Postawa socjalistów jest w tej rozgrywce kluczowa, bo największa frakcja — chadecy — popiera TTIP właściwie bez zastrzeżeń. Obecnie najbardziej kontrowersyjnym punktem porozumienia jest bowiem klauzula ISDS, czyli możliwość rozstrzygania sporów między inwestorami a państwami przed międzynarodowym arbitrażem.

— Socjaliści poprą TTIP tylko wtedy, gdy będzie zawierał gwarancje ochrony standardów socjalnych, ekologicznych, bezpieczeństwa żywności i będzie wynegocjowany z zachowaniem zasady przejrzystości. I nie będzie zawierał ISDS — mówił Pittella.

Gdyby rzeczywiście stanowisko socjalistów było tak jednoznaczne, byłby to koniec porozumienia. Bo bez nich, jako drugiej największej siły w PE, zgody TTIP nie uda się przyjąć. A wiadomo, że Amerykanie nie chcą porozumienia bez klauzuli ISDS. W rzeczywistości jednak stanowisko socjalistów jest bardziej zniuansowane. W poprzedzającym sesję plenarną głosowaniu na Komisji ds. Handlu PE socjaliści poparli ISDS, tyle że jego zreformowany model zaproponowany przez Komisję Europejską. Przewiduje on funkcję arbitrów publicznych, zamiast dobieranych dziś w niejasny sposób arbitrów prywatnych. UE i USA miałyby stworzyć wspólną listę takich sędziów i jasne zasady dostępu do dokumentów procesowych i odwoływania się od ich decyzji. Ponieważ jednak nawet taki zreformowany model nie podoba się największym krytykom ISDS, których część to wyborcy partii socjalistycznych, lewica zdecydowała się więc pójść krok dalej. I przed głosowaniem plenarnym proponuje poprawkę, która mówi, że arbitraż międzynarodowy byłby możliwy po wyczerpaniu krajowej drogi prawnej. Czyli jeśli np. amerykański koncern czułby się pokrzywdzony działaniami polskiego rządu i uznałby je za niezgodne z TTIP, to musiałby najpierw poskarżyć się polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Dopiero potem mógłby odwołać się do międzynarodowego arbitrażu.

Szczegóły takiego modelu są jednak zupełnie niejasne i wyglądają raczej jak próba socjalistów zachowania twarzy. Stanowią też zaprzeczenie idei ISDS, która ma chronić zagranicznych inwestorów w porozumieniach międzynarodowych przed dyskryminacyjnymi działaniami obcych rządów. Jeśli inwestor miałby się najpierw zgłosić do odpowiedniego sądu krajowego, to nie miałby żadnych gwarancji.

Do tej pory na świecie zostało podpisane około 3250 różnego rodzaju porozumień inwestycyjnych. I 93 proc. nich zawiera klauzulę ISDS, w tym również dwustronna umowa między USA i Polską. Inwestorzy odwołują się do ISDS niezwykle rzadko, zaledwie w 3 proc. zawartych umów.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA