fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

ERPO o skardze PiS: Tusk nie jest urzędnikiem

Donald Tusk
Fotorzepa/Jerzy Dudek
PiS oskarża Tuska, że bezprawnie angażował się w kampanię polityczną Bronisława Komorowskiego. Obecnemu szefowi Rady Europejskiej sankcje jednak za to nie grożą.

Donald Tusk mówiąc publicznie o Komorowskim, że "był, jest i mam nadzieję będzie bardzo dobrym prezydentem" naruszył zasady bezstronności unijnych instytucji — uważa PiS. Wypowiedź przewodniczącego Rady Europejskiej stała się podstawą do napisania skargi do Europejskiej Rzecznik Praw Obywatelskich Emily O'Reilly, którą sygnuje Ryszard Legutko, szef delegacji PiS w Parlamencie Europejskim.

Zdaniem europosła PiS Tusk naruszył zasady określonej w Europejskim Kodeksie Dobrej Administracji. Chodzi zwłaszcza o artykuły mówiące o konieczności zachowania bezstronności w relacjach z obywatelami UE, sprawiedliwego ich traktowania bez względu m.in. na poglądy polityczne oraz nie poddawania się presji politycznej.

W biurze ERPO potwierdziliśmy, że skarga Legutki wpłynęła i na początek musi być stwierdzone, czy jest ona dopuszczalna. Po jednym dniu trudno o oficjalną odpowiedź instytucji, ale pewne fakty już teraz można ustalić.

Po pierwsze kodeks nie jest prawnie obowiązujący. I choć wszystkie unijne instytucje zobowiązały się do jego przestrzegania, to za złamanie jego zasad nic nie grozi. Po drugie, i chyba najważniejsze, jest wysoce wątpliwe, czy Tusk pod niego podpada. Kodeks bowiem określa zasady postępowania urzędników, a Tusk jest przecież politykiem Zapytaliśmy zresztą biuro prasowe ERPO, czy przewodniczący Rady Europejskiej jest urzędnikiem. — Nie jest. Nie są nimi również komisarze i eurodeputowani — wyjaśniła nam rzeczniczka Gundi Gadessman. To dobra informacja również dla Ryszarda Legutki. Oznacza, że poprzez wsparcie udzielone Andrzejowi Dudzie nie złamał zasad Europejskiego Kodeksu Dobrej Administracji.

Poza oceną prawną istnieje jednak również ocena polityczna. Czy Tusk, który w swoim wolnym czasie wygłosił pochwałę jednego kandydata, przekroczył granice dobrych obyczajów? Raczej nie. Od lat w Brukseli panuje przekonanie, że osoby stojące na czele instytucji to politycy i jako tacy nie muszą wyrzekać się swoich poglądów, czy przynależności partyjnych. W swoim wolnym czasie uczestniczą w wiecach, wyrażają poparcie kandydatom określonych ugrupowań, biorą udział w spotkaniach partyjnych międzynarodówek. Jak Tusk, który bywa na spotkaniach Europejskiej Partii Ludowej, do której należą PO i PSL. W wewnętrzne belgijskie życie partyjne angażował się jego poprzednik Herman Van Rompuy. Wszystko jest tylko kwestią umiaru. Subiektywnej ocenie należy pozostawić to, czy były polski premier przekroczył granice popierając urzędującego prezydenta.

Otoczenie Tuska uważa, że tak się nie stało i traktuje skargę Legutki jako akt polityczny, a nie zarzut dotyczący złych praktyk administracyjnych. — Polityczne deklaracje przewodniczącego to nie akty administracyjne. Ponadto Donald Tusk wypowiadał się prywatnie, a nie jako przewodniczący rady Europejskiej — wyjaśnia Preben Aaman, rzecznik prasowy Tuska. Podkreśla też, że jego szef nie prowadził kampanii na rzecz żadnego z kandydatów, a odpowiedział jedynie na pytanie dziennikarza.

Zarzut PiS mógłby być znacznie poważniejszy, gdyby Tusk w swojej pracy przewodniczącego kierował się sympatiami partyjnymi. Na razie tego nie widać, ale sytuacja może się zmienić po ewentualnym dojściu PiS do władzy w październiku 2015 roku. Jeśli nowy polski rząd uznałby, że Tusk źle wypełnia swoją funkcję, zawsze mógłby zagłosować przeciwko niemu w czasie wyborów na kolejną, 2,5-letnią kadencję wiosną 2017 roku. Polska nie miałaby jednak prawa weta, bo szef Rady wybierany jest kwalifikowaną większością głosów. Do tej pory w krótkiej historii wyborów na to stanowisko (trzy razy) próbowano jednak zawsze osiągnąć konsensus.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA