fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Przecieki o naciskach

Czarne skrzynki z tupolewa wciąż znajdują się w Moskwie. Polscy biegli pracują na kopiach
PAP/EPA
Dziewiąta kopia z czarnych skrzynek rozbitego Tu-154M odsłania nieznany dotąd obraz sytuacji w kokpicie.

Tuż przed piątą rocznicą katastrofy smoleńskiej poznajemy czwartą wersję stenogramów z kabiny rozbitego w Smoleńsku tupolewa. To drugi odczyt sporządzony na potrzeby wojskowych prokuratorów. Kompletnie różni się od poprzedniej, ujawnionej w 2012 r. ekspertyzy, którą opracowali biegli z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych. Dwa pozostałe stenogramy sporządzono na potrzeby rosyjskiej komisji MAK i polskiej komisji Millera.

Nowe odczyty są elementem kompleksowej opinii biegłych zamówionej w sierpniu 2011 r. Sama kopia nagrania została jednak sporządzona z oryginału czarnej skrzynki znajdującej się w Moskwie dopiero w lutym zeszłego roku. To dziewiąta kopia będąca w dyspozycji prokuratury (komisja Millera jeździła do Moskwy wielokrotnie, bo w pierwszych wersjach brakowało części zapisu). Tym razem stenogramów nie ujawnili jednak prokuratorzy.

„Piwko, a ty nie pijesz?"

Jego fragmenty znalazły się we wtorek rano na stronie RMF FM. Wyłania się z nich obraz potwornego chaosu w kabinie. Przez ostatnie 20 minut lotu z pilotami miał przebywać gen. Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych, który czytał elementy karty podejścia, a także sugerował znalezienie sposobu wylądowania. Do ostatnich chwil słychać też głosy innych osób wchodzących do kokpitu. Co jakiś czas padają uciszające napominania, od „cicho tam" przez „wychodzić mi stąd" po „k...a, przestańcie proszę". Biegli prokuratury mieli też wychwycić dialog:

„– Co to jest? – Piwko, a ty nie pijesz?". Chwilę później stewardesa pyta kogoś: „Wypijesz?".

Prokuratura potwierdziła, że wypowiedzi pochodzą z nowych odczytów. Zarzuciła jednak dziennikarzom wiele nieścisłości dotyczących „treści wypowiadanych fraz, identyfikacji mówców" oraz dodanie komentarzy, które nie pochodzą od biegłych.

– Dla przykładu podam, że materiał ten zawiera przedstawienie dwóch wypowiedzi bezpośrednio po sobie, nadając im określony kontekst, w sytuacji gdy w stenogramie biegłych pomiędzy tymi wypowiedziami znajduje się dodatkowo kilka innych wypowiedzi – klarował mjr Marcin Maksjan, występujący w zastępstwie rzecznika Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Śledczy przypomnieli, że badania krwi gen. Błasika i załogi wykluczyły, że byli oni pod wpływem alkoholu w chwili śmierci. Potwierdzili, że dzięki nowej technice kopiowania taśmy stenogram zawiera o 30 proc. więcej odczytanych słów niż poprzednia analiza prokuratury. Według RMF FM biegli prokuratury ujawnili podczas wykonywania ostatniej kopii taśm, że „w zamontowanym w tupolewie recorderze użyto taśmy niezgodnej ze specyfikacją producenta". Przez to do tej pory dobierano pogarszającą jakość „częstotliwość próbkowania".

Po zarzutach prokuratury stacja radiowa opublikowała pełne stenogramy. Okazuje się, że biegli nie tylko odczytali więcej słów, ale również zmienili brzmienie niektórych kluczowych fragmentów. Komenda „odchodzimy na drugie", którą miał według biegłych IES wydać dowódca załogi, to w nowym odczycie słowa „dochodź wolniej" wypowiedziane przez drugiego pilota.

Wpis na blogu miesiąc przed kopią taśmy

Ten fragment dla polityków PiS stał się koronnym dowodem na zmanipulowanie ekspertyzy. Konferencji w tej sprawie nie zorganizował jednak wiceprezes PiS Antoni Macierewicz, ale rzecznik Marcin Mastalerek i poseł Bartosz Kownacki.

– Te stenogramy są pisane cyrylicą – przekonywał Kownacki. Zauważył, że informacja o naciskach wpisuje się w scenariusz katastrofy nakreślony przez rosyjski MAK. Wskazał, że w styczniu 2014 r., a więc na miesiąc przed dokonaniem nowej kopii taśm, na blogu „soundamatora" w serwisie Salon24 ukazał się wpis, w którym wskazywał on technikę odczytu, w której słowa interpretowane jako komenda o przerwaniu lądowania można zrozumieć jako „dochodź wolniej". – To świadczy o tym, że opinia biegłych była napisana pod pewną z góry założoną tezę – przekonywał polityk.

Zwracał też uwagę na informację o odkryciu przez biegłych taśmy niezgodnej ze specyfikacją. – Czy nie było tak, że ta taśma pojawiła się dużo później? – pytał Kownacki. Zauważył, że powinien to stwierdzić już pierwszy biegły badający taśmę.

W prokuraturze nie udało nam się uzyskać odpowiedzi na pytanie o sposób badania taśmy. Mjr Maksjan poinformował nas, że przygotuje odpowiedź w tej sprawie w późniejszym terminie. Podobnej odpowiedzi udzielił nam też emerytowany płk Antoni Milkiewicz, który kierował zespołem biegłych przygotowujących kompleksową opinię.

Swojej ekspertyzy nie chciał też komentować krakowski IES. Jak się dowiedzieliśmy, Instytut nie odniósł się do rozbieżności między stenogramami również w kontaktach z prokuraturą. – Nie dostaliśmy wniosku o zajęcie stanowiska w tej sprawie – poinformowała nas Edyta Rzeszuta z IES.

Bezpośrednia presja?

To właśnie odczyty krakowskich biegłych zanegowały wcześniejszą ekspertyzę, którą Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji przygotowało na potrzeby komisji Millera. Przypisywała ona, podobnie jak raport MAK, kilka wypowiedzi gen. Błasikowi (według IES kwestie, które CLKP przypisało Błasikowi, wypowiadał drugi pilot). Polska komisja, w przeciwieństwie do rosyjskiej, stwierdziła jednak, że obecność dowódcy w kabinie była jedynie elementem presji pośredniej i nie miała wpływu na katastrofę.

Prokuratura zastrzegła, że wciąż analizuje nową opinię biegłych i zakłada, że może ona wymagać uzupełnienia. Ale jeśli to ona zostałaby uznana za obowiązującą w śledztwie, to mogłoby się okazać, że naciski na lądowanie były bezpośrednie. Dowódca sił powietrznych miał pojawić się w kabinie o 8.22 (samolot rozbił się o 8.41). W opublikowanych stenogramach jego pierwsza pewna wypowiedź (zidentyfikowana bez znaku zapytania) pojawia się dopiero o 8.38. Wtedy to aż do samej katastrofy następuje ciąg urywanych wypowiedzi, z których jedyne pasujące do kontekstu to odczytanie wysokości 100 metrów i informacja o zakończeniu czytania karty podejścia do lądowania. Pozostałe to np.: „Nie ruszaj!", „Po–my–sły!".

Wcześniej mają jednak padać wypowiedzi, które sugerowałyby, że Błasikowi zależy na lądowaniu: „Faktem jest, że my musimy to robić do skutku". Tuż przed katastrofą na stwierdzenie jednego z członków załogi „nie musimy dokładnie", Błasik ma odpowiedzieć: „zmieścisz się śmiało".

Prokuratura poinformowała, że w odrębnym postępowaniu sprawdzi, jak doszło do przecieku z toczącego się śledztwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA