fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Obyczaje

Alfabet Pałkiewicza

Wodospady Iguazu
archiwum prywatne, Jacek Pałkiewicz
Lista 20 najwspanialszych klejnotów światowej przyrody według jednego z polskich podróżników, odkrywcy źródeł Amazonki
W dzieciństwie śniły mi się wypatrzone w atlasie zamorskie krainy: Birma, Wyspy Komandorskie, Kamerun, Indochiny. Przyszedł dzień, że Rangun, Timbuktu, Mandalay czy Jezioro Wiktorii, do niedawna odwiedzane tylko przez badaczy, misjonarzy bądź fotografów „National Geographic", stały się dostępne i dla mnie. Często docierałem do osobliwości natury, odległych w przestrzeni i czasie, które śmiało mogłyby pretendować do miana cudu natury.
Nie bez kłopotu jednak wybrałem listę 20 klejnotów światowej przyrody. Nie mogło zabraknąć tu Mazur, które przebojem weszły na listę 14 cudów natury. Chcę wierzyć, że na rynku turystycznym może nam wyrosnąć narodowa marka tak rozpoznawalna jak Wielki Mur Chiński, peruwiańskie Machu Picchu czy norweskie fiordy.
Oto mój subiektywny przewodnik po najwspanialszych miejscach na ziemi.
Amazonia. Legenda głosi, że Stwórca, powołując do życia Amazonię, był nieco roztargniony, coś zaabsorbowało i nie dokończył dzieła tworzenia. Wymknęło się ono spod boskiej kontroli i ten stan trwa do dziś.
Amazonia przekracza wszelkie wyobrażenia, trudno uświadomić sobie jej ogrom. Jakich nie użyłoby się superlatyw, nigdy nie będzie w tym przesady.
Wniosłem tu pewien wkład naukowy. Z inicjatywy Towarzystwa Geograficznego w Limie wzniesiono na górze Quehuisha w peruwiańskich Andach obelisk z pamiątkową tablicą: „Tu rodzi się Amazonka, największa rzeka świata. Ustaliła to w 1996 r. naukowa, polsko-włosko-rosyjsko-peruwiańska wyprawa kierowana przez Jacka Pałkiewicza".
Bajkał. Rosjanie mówią, że wielkie śródlądowe morze Bajkał, jest jednym z ich największych skarbów przyrody. Rzeczywiście, fascynuje pięknem o każdej porze roku. Wszystko jest tu bajeczne: zróżnicowane krajobrazy, subtelny urok nietkniętej przyrody, czyste powietrze, przejrzyste wody czy pokryte śniegiem szczyty otaczających łańcuchów górskich.
Dla nas Bajkał stanowi miejsce wyjątkowe, bo wiąże się z dziejami polskich zesłańców politycznych. Badacze Benedykt Dybowski, Aleksander Czekanowski i Jan Czerski stworzyli prawdziwą epokę w poznawaniu jeziora.
Chiny. Mityczną Jangcy, kolebkę chińskiej cywilizacji, poznałem z pokładu ostatniego tradycyjnego sampana. Kiedy, niczym burłacy, ciągnęliśmy łódź pod prąd, statki pasażerskie zmieniały kurs, aby ludzie na ich pokładzie z bliska mogły sfotografować „zjawę" z dawnych czasów. Harówkę wynagrodziły nam później przytłaczające, pełne majestatu Trzy Przełomy. Niczym naturalne wrota wyrosły przed nami z wody na wysokość kilkuset metrów dwie pionowe ściany odległe od siebie o rzut kamieniem.
Otulone delikatną złotawą poświatą miały nieuchwytny baśniowy czar. Wezbrane wody nie mieściły się w wąskim gardle i ciszę przerywał huk rozbijającego się o występy skalne gwałtownego nurtu. Nad rzeką wisiał obłok rozpylonej mgły wodnej, a ogromne kipiące wiry mieliły żółtobrunatną wodę.
Fudżi. Może nie wszyscy zgodzą się ze mną, ale góra uwiodła mnie już w dzieciństwie, kiedy z zapałem kolekcjonowałem widokówki. Wiele lat później doświadczyłem estetycznego przeżycia, podziwiając Fudżijamę z pełnego barw lasu nad brzegiem jeziora, w którego lustrze odbijały się idealnie symetrycznie nachylone stoki. Ciekawe, że z powietrza wyglądają jak niemal idealne koło.
Według wierzeń sintoistycznych góra ta jest domem bogów, symbolicznym pomostem między tajemnicami niebios, a życiem na ziemi. Nawet kiedy góra jest skryta zimowym deszczem i mgłą bije z niej radość.
Guilin. Idylliczny i – jak mówią niektórzy – najpiękniejszy obrazek na kuli ziemskiej ukazał mi się o zachodzie słońca, które nadało wiecznie spowitym mgiełką wzgórzom mnogość barw – różu, złota i fioletu. Zrezygnowałem z próby opisania uroku panoramy magicznego regionu, kiedy miejscowy nauczyciel opowiedział, jak to pewien poeta tak długo siedział siedział, próbując napisać odpowiedni wiersz, aż w końcu zamienił się w kamień.
Kwintesencją niezwykłej okolicy w chińskiej prowincji Guangxi są fantazyjne wzgórza ze skałami o zadziwiających kształtach, pokryte soczyście zieloną roślinnością. Fascynujący kompleks krasowych formacji jest tworem wypiętrzenia się z morza 180 mln lat temu osadów wapiennych, które poddane działaniu wody i powietrza uległy erozji, zbudowały te niezwykłe formy. Scenerię Guilin uzupełniają bambusowe łódki autochtonów, pola ryżowe, malownicze małe wioski czy sceny łowienia ryb za pomocą oswojonych kormoranów.
Ha Long. Metafizyczny nastrój i siła drzemiąca w zatoce Ha Long wzbudzają w duszy podróżnika poczucie zdumiewającego piękna. Nie mogąc wyjść z podziwu, gapiłem się na miriadę wysepek skąpanych w apokaliptycznych barwach zachodu niczym na typowe orientalne malowidło, z którego zdmuchnięto kurz czasu.
Zdążyłem jeszcze znaleźć jedną z ostatnich tradycyjnych dżonek, na której żeglowałem pośród trzech tysięcy niezamieszkałych wysp, z rzadka mających jakąś nazwę. Pokryte tropikalnymi roślinami są niczym niedostępne fortece, o idealnie pionowych ścianach, podziurawionych jaskiniami i ogromnymi grotami. Zdane na łaskę wiatru i wody ulegają nieustannej erozji, która nadaje im przeróżne nierealne kształty. Niestety, dziś ich kontemplację coraz bardziej utrudniają nieustanne pielgrzymki zwiedzających.
Iguazu. Najpotężniejszy i najbardziej imponujący wodospad świata, leżący na granicy argentyńsko-brazylijskiej, przytłacza potęgą i surową mocą grzmiącego żywiołu, wody spadającej w  80-metrową przepaść. Nieprawdopodobna liczba tęczy w wielkich oparach wody wisi nad każdą z 275 kaskad, a ogrom wszechobecnej zieleni atakującej ze wszystkich niemal stron zapewnia obserwatorom hipnotyzujący spektakl.
Podobno Eleanor Roosevelt, żona prezydenta USA, widząc kaskady, wyszeptała z nieukrywanym zachwytem: „Biedna ta nasza Niagara". To zdecydowanie jeden z najbardziej czarownych obrazów, jakie zarejestrowała moja pamięć. Z lotu ptaka całość wygląda jak ogromna podkowa. W tej urzekającej scenerii został nakręcony film „Misja".
Jeju Wyspa. Patrząc na listę Siedmiu Nowych Cudów Natury, powinienem ostudzić moje uniesienie, bo dwóch finalistów nie zasłużyło na takie wyróżnienie. To dominująca nad Przylądkiem Dobrej Nadziei Góra Stołowa w RPA i wulkaniczna wyspa Jeju (polska nazwa Czedżu).
Dla niektórych Jeju stanowi koreańską mekkę turystyczną, coś na kształt polskiego Sopotu otoczonego wilgotnym lasem, wodospadami i prymitywnymi plażami. Przyjeżdżają tu liczni nowożeńcy, chociaż nie czuć tej romantycznej atmosfery godnej miesiąca miodowego. Dla nich atrakcję stanowi park erotyczny z dziesiątkami rzeźb służących za instrukcję sztuki seksualnej. Jedyne, co przykuło moją uwagę, to zdumiewająco regularne, geometryczne kolumny bazaltowe o sześciokątnym przekroju, przylegające do siebie niczym w plastrze miodu, które uformowały się ponad 50 mln lat temu w wyniku powolnego zastygania lawy wulkanicznej.
Komodo. Park narodowy na wyspie Komodo zawdzięcza sławę waranowi monstrualnych rozmiarów, istniejącej od 60 mln lat największej współcześnie żyjącej jaszczurce świata. Osobników tego gatunku naliczono ponad 5500. Warany występują wyłącznie w tym regionie i są przedmiotem zainteresowania naukowców studiujących teorię ewolucji. Wyspa, objęta ochroną UNESCO i zaliczana dzisiaj do Siedmiu Cudów Natury, przyciąga rzesze turystów. Mnie rozczarowała, nie dopatrzyłem się bowiem zbytniej atrakcyjności w banalnym pagórkowatym krajobrazie, nawet jeśli udekorowanym sawanną porośniętą bujną roślinnością trawiastą silnie kontrastującą z szafirowym kolorem morza i białym piaskiem plaży. Mimo że miano cudu natury przyznano na wyrost, warto zobaczyć.
Łańcuch górski Karakorum. Licząca 44 tys. km2 strefa wydm olbrzymów Badain Jaran na pustyni Ałaszan w północnych Chinach z trzech powodów jest unikatem na świecie. Wysokość piaskowych gór przekracza często wysokość 350 m. Ponadto pośród gigantycznych diun kryje się ponad sto jezior. To właśnie one dają nazwę tej części pustyni, która w języku mongolskim znaczy Tajemnicze Jeziora. Skąd się one wzięły w tym suchym pustynnym krajobrazie, rzadko nawiedzanym przez opady deszczu? Ostatnio naukowcy odkryli, że są one zasilane wodą pochodzącą z rozpuszczonych śniegów w górach odległych o 100 km.
Mazury. Dwa lata temu, po selekcji 440 nominacji, nieznana w świecie Kraina Wielkich Jezior nieoczekiwanie znalazła się pośród 28 finalistów plebiscytu Siedem Nowych Cudów Natury. Jej niepowtarzalne walory przyrodnicze zafascynowały internautów na wszystkich kontynentach, którzy wybrali ją do chlubnego grona 14 cudów natury. Marka Mazur okazała się narodowym kapitałem, który zwrócił na nas oczy świata. Mój włoski przyjaciel dyplomata Maurizio Calissano twierdzi, że rządząca wciąż jeszcze na Mazurach przyroda „urzeka duszę i oczy". Bliski mi Thomas Pavan, lekarz z Kalifornii, opowiadał, że dostał oczopląsu na szlaku kajakowym rzeki Krutyni, meandrującej wśród sitowia, stromych wzgórz morenowych i imponujących dębów oraz wysokich sosen.
Nizina Pantanal. Kiedy mówimy o Brazylii, zwykle myślimy o Puszczy Amazońskiej lub o Mato Grosso. Mało kto wie, że w sercu kontynentu, na nizinie Pantanal graniczącej z Boliwią i Paragwajem, znajduje się skarbnica dzikiej przyrody, fascynujący ogród zoologiczny pod gołym niebem. Obserwowałem tam pancerniki, kapibary, mrówkojady, żółwie, delfiny rzeczne, kolibry, tukany czy wielkie anakondy. Nigdzie na ziemi nie ma tak różnorodnego środowiska przyrodniczego jak Pantanal. Zajmuje ona powierzchnię dwóch trzecich naszego kraju i tworzy plątaninę potoków, jeziorek i rzek, które w porze deszczowej występują z brzegów, zalewają całą okolicę, pozostawiając jedynie wysepki wyżej położonych terenów. Pojawiają się niekończące się połacie mokradeł, sadzawek, trzęsawisk, strumyków, które w porze suchej całkowicie zmieniają charakter i stają się ogromną sawanną.
Ostępy Puszczy Rominckiej. Wiele zupełnie dzikich terenów, pozostawionych roślinom i zwierzętom, ukrytych jest w głębi Mazur. Prawdziwym skarbem natury jest Puszcza Borecka, zaścielona nieprzebytymi chaszczami i zwalonymi, prastarymi, oślizgłymi drzewami porośniętymi mchami i grzybami. W odludnych czeluściach natknąłem się kiedyś na dzikie stado żubrów. Godne traperskich wędrówek są rozległe bagna zarośnięte świerczyną, wyludniony kompleks mokradeł nietlickich czy mało znane Lasy Skaliskie – matecznik jeleni, łosi, dzików i wilków. W mrocznej kniei rominckiej – tam, gdzie zbiegają się granice trzech państw: Polski, Litwy i Rosji – czułem się niczym w kanadyjskim lesie lub syberyjskiej tajdze. Pierwotny charakter zwartego kompleksu leśnego podkreślają niezmącony, wszechogarniający spokój i pełne tajemniczego piękna leśne stawy oraz strumienie zabudowane bobrowymi tamami.
Perito Moreno. Lodowiec położony w patagońskim Parku Narodowym Los Glaciares ma 30 km długości, jego gigantyczne, szerokie na kilka kilometrów czoło o wysokości 60 m niczym stopiona lawa ześlizguje się niezauważalnie z prędkością 2 m dziennie. Nieoczekiwanie, pośród absolutnej ciszy, wielka jak kamienica ściana lodu odrywa się z suchym trzaskiem i spada do pastelowej wody, tworząc spektakularny gejzer. Wtedy przetacza się nad okolicą huk przypominający gwałtowną burzę. Podczas gdy większość lodowców na świecie kurczy się pod wpływem globalnego ocieplenia, z Perito Moreno dzieje się dokładnie na odwrót. Biały kolos systematycznie zasilany padającym w górach śniegiem cały czas przyrasta w tempie kilkudziesięciu centymetrów dziennie.
Rzeka podziemna Puerto Princesa na Filipinach. Osobiście nie widziałem tego fenomenu przyrody, powstałego w wyniku procesów krasowych w wapiennych skałach. Ta kraina niewyobrażalnych dziwów i niepospolitej dekoracji oczarowała jednak niektórych moich znajomych. Inga Czapiewska: „Myślałam, że znalazłam się na innej planecie. Matka natura wykazała się tam prawdziwym artyzmem. Stworzyła cały system olbrzymich komnat, pełnych fantastycznych rzeźb skalnych o cudownej kompozycji i nieprzebranym bogactwie form oraz kształtów". Ośmiokilometrową trasę, w tym 400-metrową Boską Autostradę wypełnioną lasem ogromnych stalaktytów, turyści przepływają bez pośpiechu niewielkimi łodziami. Atrakcji dodają czarne chmury nietoperzy przelatujących z charakterystycznym świstem.
Sahara, pasmo górskie Hoggar. Dniem żar pustyni zniewala, ale nocą temperatura w masywie Hoggar spada do –10 stopni Celsjusza. Bezlitosna pustynia jest przedsionkiem piekła, jałowym pustkowiem z wiszącą groźbą śmierci z pragnienia, ale też istnieją na niej oazy pełne triumfu zieleni oraz życia. Są też miejsca olśniewające, jak niegościnny Hoggar, które podziwiałem podczas mojej pierwszej karawanowej wyprawy. Jego opis cytuję za pustelnikiem Charles'em de Foucauldem: „Nic nie jest w stanie oddać wizji lasu iglastych turni, postrzępionych szczytów wulkanicznych, filarów, głębokich ciemnych wąwozów, dziwacznych wieżyc skalnych, które rozściełają się u naszych stóp. Nie mogę oderwać wzroku od tego wzbudzającego zachwyt odludnego pejzażu, którego nieskończoność zbliża do Stwórcy".
Świątynie Angkor. Wprawdzie starożytna metropolia Imperium Khmerskiego Angkor jest pamiątką po przodkach, którzy stworzyli dzieło o wyjątkowej wartości, przerastające ich czasy, ale większe doznania estetyczne zapewnia tutaj natura, która przez wieki osłaniała pomnik dawnej epoki, zapewniając mu przetrwanie. Wracałem tam wielokrotnie zauroczony, a może nawet oszołomiony surrealistyczną atmosferą zaborczej dżungli. Za każdym razem nie mogłem nasycić oczu widokiem starcia drapieżnej przyrody z legendarnymi świątyniami, bardziej monumentalnymi niż egipskie piramidy i zabytki Majów. Liczące kilka setek metrów macki dzikiego figowca niczym monstrualna kałamarnica usztywniały przewracające się budowle lub spowijały w uścisku wizerunki Buddy.
Tepui. Tepui to niedostępne i nie do końca zbadane potężne masywy skalne o płaskich wierzchołkach, wznoszące się kilometrowymi ścianami ponad soczystą zieleń dziewiczego lasu tropikalnego. Jest ich ponad 50 i niczym archipelag rozciągają się na południu Wenezueli. Wykształciło się tam, podobnie jak na Galapagos, wiele niespotykanych gdzie indziej form świata roślinnego i zwierzęcego.
Powierzchnia często otulonych mgłą stołowych płaskowyżów przypomina posępną martwą planetę wypełnioną cyklopowymi figurami wymodelowanymi w skałach przez erozję. Niektóre z nich przywołują na myśl sylwetki ludzi, inne pełne ekspresji formy mają coś z monstrualnych potworów z zamierzchłych czasów.
Ussuryjski Kraj. Kilkakrotnie czytałem „Dersu Uzała", wzruszającą opowieść o przyjaźni jej autora z sędziwym myśliwym z plemienia Nanajów. Świat poznał tę postać dzięki filmowi Akira Kurosawy. Tutejsza tajga wywarła na mnie duże wrażenie. Monsunowy klimat i intensywne nasłonecznienie rozwinęły tu bogactwo flory i fauny. We wsi Krasnyj Jar nad rzeką Bikin poznałem sobowtóra Dersu Uzały, symbol krystalicznej dobroci uszlachetnionej wpływami przyrody. On także mierzył czas porami roku i wyznawał pełny magii animizm, przypisując rzekom, wiatrowi i minerałom dar posiadania duszy. Przyjazna tajga zawsze zapewnia egzystencję człowiekowi. Nic nie chce w zamian. Nie wydaje nakazów ani nie ustanawia granic dzielących ludzi. System wartości jest transparentny, łatwo się tam oddziela dobro od zła czy przyjaźń od nienawiści.
Wielki Kanion Kolorado. To w opinii internautów wielki przegrany w plebiscycie na Siedem Nowych Cudów Natury, obok takich pereł jak Malediwy, największy na świecie wodospad Angel czy Uluru, gigantyczna ognistoczerwona bryła w Australii. W klasyfikacji ogłoszonej niedawno przez szwajcarską fundację New7Wonders wszystkie one znalazły się za Krainą Wielkich Jezior, która – trzeba przypomnieć – okazała się jedynym przedstawicielem Starego Kontynentu.
PS Zachować dla potomności. Chciałbym wierzyć, że człowiek XXI w. znajdzie alternatywny model rozwoju i funkcjonowania turystyki przeciwstawiającej się masowemu ruchowi. Nie spełniły się nadzieje na etyczne propozycje ekoturystyki wpisującej się w nurt powrotu do natury. Pojawił się nurt podróży odpowiedzialnej, zapożyczony od sprzedawców turystyki ekologicznej. Ale i tym razem stało się wiadomym, że „rozważne i harmonijne podróżowanie po obszarach objętych ochroną środowiska i programami polepszenia warunków bytu mieszkańców" to tylko czcza fraza. Mając na uwadze dobro cudów natury i potrzebę ich zachowania dla potomności, trzeba myśleć o edukacji i profilaktyce, bo tylko odpowiednio ukształtowana świadomość może przełożyć się na szacunek dla przyrody. Trzeba zadbać o kulturę zrównoważonego rozwoju, o dostosowanie infrastruktury do liczby przyjezdnych, o zarządzanie ruchem turystycznym, o wprowadzenie inteligentnej kontroli i regulacji prawnych zmuszających do rozważnego oraz harmonijnego przebywania na łonie natury.
Źródło: Uważam Rze
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA