fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świętokrzyskie

Trabanty kontra porsche

Po kilku przeróbkach tor „Kielce” ma dziś 4160 m długości z tzw. dużą pętlą. Mała pętla liczy 1140 m, a wewnątrz jest tor kartingowy o długości 880 m.
Fotorzepa, Michał Walczak
Przed 40 laty powstał pierwszy w Polsce tor wyścigowy – w Miedzianej Górze. Istnieje nadal, choć czasy świetności dawno ma już za sobą.

Na otwarcie toru „Kielce", które odbyło się 26 czerwca 1977 roku, stawiła się cała partyjna wierchuszka z województwa (wówczas kieleckiego), szefowie Polskiego Związku Motorowego i kilkanaście tysięcy kibiców. Uroczystego przecięcia wstęgi dokonał sekretarz Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej Witold Gadomski i prezes PZMot Roman Pijanowski.

„Słychać szelest ciętego materiału, rozlegają się długie oklaski. Ksawery Frank, Zdzisław Kałuża i Adam Smorawiński – zasłużeni zawodnicy polskiego sportu samochodowego – podchodzą do masztu. Powoli, majestatycznie wznosi się flaga, która przykrywała pamiątkowy kamień, wszystkim obecnym serca biją szybciej. Za chwilę zgrupowane na miejscu samochody ruszają na pierwsze oficjalne okrążenie toru »KIELCE« – nadeszła chwila długo oczekiwana przez wielu działaczy i zawodników" – czytamy w relacji biuletynu Polskiego Związku Motorowego.

Klub dobrej roboty

Gdzieś w tle tego sprawozdania wymieniony został Włodzimierz Wójcikiewicz, ówczesny prezes Automobilklubu Kieleckiego. Najpierw trzeba było oddać pokłon władzy, a dopiero później docenić tych, którzy ciężko zapracowali na sukces nietypowej na tamte czasy inwestycji.

Ówczesne gazety określały Wójcikiewicza mianem upartego człowieka, który mimo wielu przeciwności losu chciał doprowadzić do powstania toru w okolicach Kielc. Bez niego Miedziana Góra pozostałaby tylko wsią pod Kielcami. Miesięcznik „Auto-Moto" kilka miesięcy przed oddaniem do użytku toru zamieścił reportaż o Automobilklubie pod znamiennym tytułem „Z wizytą w klubie dobrej roboty".

Przeszkód, by zbudować tor wyścigowy w czasach socjalizmu, było co niemiara. Sport motorowy był uważany za fanaberię.

To niechętne nastawienie zmieniło się nieco pod wpływem celebryckiej kariery w rajdach samochodowych „czerwonego księcia" Andrzeja Jaroszewicza, syna ówczesnego premiera Piotra. Komunistyczny delfin startował w rajdach, bił rekordy jazdy długodystansowej fiatem 125p FSO.

Z kolei pierwszy sekretarz PZPR Edward Gierek chciał z motoryzacji uczynić jedno z kół zamachowych polskiego przemysłu, także na swoim ukochanym Górnym Śląsku. Fabryka fiata w Tychach powstała w 1975 roku.

Ale w latach 70., jeśli coś budowano, to przede wszystkim fabryki, potem mieszkania, których i tak zawsze było mało. Inwestycja w tor wyścigowy? Po co? Za co? „Nie trzeba zbyt wielkiej wyobraźni, aby zdać sobie sprawę z rozmiarów kosztów i ilości materiałów, jakie są potrzebne do budowy toru wyścigowego. Przy stałym u nas deficycie tych materiałów w budownictwie mieszkaniowym byłoby niemoralne przeznaczać setki ton materiałów budowlanych na tor wyścigowy, zresztą nikt by o to nie zabiegał" – pisał dziennikarz „Motoru".

W czynie społecznym

W Polsce korzystano więc z torów na lotniskach lub przeprowadzano wyścigi na ulicach. Na nich często dochodziło do wypadków. Popularne były rajdy górskie, na mniej uczęszczanych trasach. Trudno było wtedy zgromadzić publiczność.

U sąsiadów tory z prawdziwego zdarzenia jednak istniały. W NRD – w Schleiz i Sachsenringu, w Czechosłowacji – pod Brnem i niedaleko Mostu, a w ZSRR – w Mińsku i Leningradzie (dzisiejszym Sankt Petersburgu). Automobiliści naciskali władze, najsilniej w Kielcach i w Poznaniu, gdzie też zbudowano tor.

Kielce wybrano ze względu na aktywność działaczy, położenie w centrum kraju, interesującą konfigurację terenu „umożliwiającą w przyszłości wydłużenie toru". I jeszcze jedna, najważniejsza rzecz. Tor można było zbudować w ciągu drogi krajowej i ograniczyć dzięki temu koszty. Dziś jest to przekleństwem tego obiektu i praktycznie wstrzymuje dalszy rozwój.

Tor „Kielce" w Miedzianej Górze budowano kilka miesięcy. Większość prac wykonano w czynie społecznym.

Za 20 godzin pracy nagrodą była pamiątkowa cegiełka. Drogowcy pracowali w ramach nadgodzin, dla nich premią była „świadomość uczestnictwa w wyjątkowym wydarzeniu".

Najciężej było z 1800-metrowym odcinkiem leśnym. Tam asfalt był w kiepskim stanie, trzeba było ten fragment stworzyć od podstaw, utwardzić pobocza, przebudować zakręty i nawroty. W newralgicznych miejscach powstały barierki ochronne.

Po zakończeniu prac tor miał 3 kilometry długości, różnica poziomów wynosiła 60 m. Uznawano go za wymagający technicznie, już podczas pierwszego wyścigu kilka samochodów wypadło z trasy i obiło się o barierki, ale bez większych konsekwencji.

Jako wadę motoryzacyjnej inwestycji uznano brak profesjonalnego parku maszyn. Dopiero kilka lat później powstał budynek, w którym znalazło się miejsce dla pomieszczeń serwisowych, administracji i motelu.

Pierwszym wyścigiem była II eliminacja wyścigowych samochodowych mistrzostw Polski. Rozgrywano ją w kilku kategoriach.

Najdziwniejszy był wyścig, w którym wystartowały jednocześnie porsche, fiaty 125 p i trabanty, którymi jeździli zaproszeni z NRD kierowcy z zespołu MC Gotha. Właśnie trabanty wyprzedziły fiaty. Nie dały natomiast rady pokonać porsche.

Krew na zakrętach

Przez lata tor w Miedzianej Górze służył kierowcom, motocyklistom i kolarzom. Zawodów motorowych przez 40 lat odbyło się bez liku. Kolarze mieli tu – organizowane przez Czesława Langa – mistrzostwa Polski i mistrzostwa Europy do lat 23. Motocykliści jeździli w prestiżowych zawodach sześciodniówki enduro.

Od zarania toru i zgodnie z pierwotnym założeniem na podkieleckim obiekcie zmotoryzowani amatorzy i profesjonaliści z całej Polski ćwiczą w Szkole Doskonalenia Techniki Jazdy.

Kolarze dawnej Korony Kielce wspominają, jak wcielali na tym torze w życie porady Stanisława Szozdy. Jeden z najlepszych polskich kolarzy w historii miał specyficzną technikę wchodzenia w zakręty. Nie składał się z rowerem, ale w momencie nachylenia wyginał ciało w drugą stronę. Dzięki temu wygrywał wiele etapów Wyścigu Pokoju, które kończyły się na stadionach i wymagały takich właśnie umiejętności.

Szozda, w latach 80. trener kadry młodzieżowej, uważał, że tak powinni jeździć jego wychowankowie. Przyjeżdżali do Miedzianej Góry i „łamali się" na zakrętach. Podobno po upadkach krew się lała, ale umiejętności zawodnikom Korony (Tomasz Brożyna, Zbigniew i Andrzej Piątkowie) zostały na całe życie.

Technikę jazdy szlifowali też na torze motocykliści Korony Zbigniew Banasik, Zenon Wieczorek i inni.

Mała nadzieja

Po kilku przeróbkach tor ma 4160 m długości z tzw. dużą pętlą. Mała pętla liczy 1140 m, a wewnątrz jest tor kartingowy o długości 880 m.

Duża pętla uwzględnia fragment drogi krajowej Kielce–Łódź. W latach 70. i 80. ruch był na tyle mały, że zamykanie jej i wytyczenie objazdów nie stanowiło problemu.

– Dziś ograniczenie ruchu przy takim natężeniu to czysta utopia. Nie możemy zamknąć tego odcinka, bo powodowałoby to zbyt wiele perturbacji – tłumaczy prezes kieleckiego Automobilklubu Krzysztof Tutak.

Tor działa w ograniczonym zakresie, ale działa. Prezes mówi, że telefony się urywają.

W Polsce nie ma praktycznie konkurencji. W porównaniu z Poznaniem ceniony jest ze względu na wymagania techniczne.

Odbywają się tu zawody rangi lokalnej, imprezy branżowe dla firm motoryzacyjnych, treningi dla zawodników. Automobilklub zarabia dzięki istniejącej od lat 80. giełdzie samochodowej, motelowi.

W pierwszej kolejności plany modernizacji dotyczą toru kartingowego. Wydłużenie go do tysiąca metrów pozwoliłyby na organizowanie bardziej prestiżowych imprez.

Powiększenie właściwego toru, uniezależnienie się od traktu prowadzącego przez drogę krajową, wymagałoby zbudowania nowego odcinka w lesie. Żadna partia nie da na to pieniędzy, a w czynie społecznym nikt tego nie zrobi. Pozostaje się cieszyć z tego, co wybudowano przed 40 laty.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA