Podlasie

Białystok sięga do poprzemysłowego dziedzictwa

Piotr Mazurkiewicz
Fotorzepa / Waniek Ryszard
W wielu miastach na wyścigi trwa rewitalizacja obiektów poprzemysłowych, które latami niszczały w ciszy. Włodarze często po cichu liczyli, żeby jak najszybciej kłopotliwe hale fabryczne się zawaliły, co oszczędziłoby im tylko kłopotu.

Nie od dzisiaj wiadomo, że odbudowa i przestawienie na nowe funkcje poprzemysłowego budynku kosztuje więcej niż postawienie w tym miejscu nowego obiektu. Najlepiej z małymi mieszkaniami, w których można poupychać poszukujących ofert najmu.

Całe szczęście widać odwrót takiego myślenia, jeszcze zanim wszystkie zapomniane perełki zostały zniszczone – siłami natury lub nie tylko.

Polakom trochę to zajęło, a przecież jednym z ważnych elementów klimatu i krajobrazu choćby Nowego Jorku jest właśnie szereg zrewitalizowanych obiektów, w których dzisiaj za grube miliony bogacze kupują lofty z kilkusetmetrowymi powierzchniami.

Białystok też przypomniał sobie o zapomnianych perełkach poprzemysłowych, a miasto przecież miało bardzo silne tradycyjne w tym zakresie. Szereg przedsiębiorców z Łodzi właśnie na Podlasie przeniosło – mniej czy bardziej chętnie – swoje biznesy, stad miasto miało silny przemysł włókienniczy, ale też browarnictwo czy innego rodzaju działalność wytwórcza. Miasto jednak o dziedzictwie przypomniało sobie dość późno, większość dziedzictwa tego rodzaju dawno został wyburzona i bezpowrotnie stracona. To, co pozostało, też nie jest tak realnie hołubione, ponieważ losy części pozostałych budynków wcale nie są takie pewne.

Na wszechobecnej fali powierzchownego patriotyzmu i umiłowania kwestii narodowych rewitalizacja zderza się z jeszcze jednym problemem. Aby skutecznie walczyć o przywrócenie pamięci o przemysłowym dziedzictwie miast, trzeba jasno powiedzieć, że wiele – o ile nie większość – fabryk powstało dzięki osobom o innych narodowościach. Fabryki w Polsce otwierali przecież zarówno Niemcy, Rosjanie, jak i Żydzi. Dla patriotów na pokaz przyznanie czegoś takiego może być dużym wyzwaniem.

Niemniej miasta nie mają zbytniego wyboru, ponieważ zapotrzebowanie na rewitalizowane i klimatyczne budynki rośnie. Nie tylko z myślą o wspomnianym budownictwie mieszkaniowym. Chodzi także o lokowanie w nich placówek handlowych, usługowych czy o przeznaczeniu kulturalnym.

Oklepane blaszaki i hale handlowe bez wyrazu powoli odchodzą w zapomnienie, dzisiaj szuka się autentyczności i możliwości przebywania w otoczeniu z historią. Za wszystkim musi stać jakaś odpowiedź, co prowadzi czasami do karykaturalnego dorabiania ideologii i historii gdzie się da. Jeśli nie trzeba na siłę szukać, bo miejsce ma faktyczną historię za sobą, to tym lepiej.

Pozwala dzięki temu uniknąć kompromitujących wpadek, a autentyczność jest teraz coraz bardziej w cenie. Zwłaszcza w oczach turystów.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL