Łódzkie

Spełniony sen wizjonera

Nowy stadion Widzewa ma zostać otwarty w połowie marca
materiały prasowe
Ludwik Sobolewski, legendarny prezes Widzewa, w drugiej połowie lat 70. mówił o pięknym stadionie, który miałby powstać w niedalekiej przyszłości w Łodzi. Jednak go nie doczekał. Nowy stadion Widzewa zostanie otwarty osiem lat po śmierci Sobolewskiego.

Dla działaczy klubowych jest oczywiste, że stadion spowoduje odrodzenie klubu, który w latach 70. i 80. odnosił sukcesy w międzynarodowej piłce. Już teraz wykupiono 5,5 tysiąca karnetów, a przecież są jeszcze trzy miesiące do rozpoczęcia rundy. Marcin Ferdzyn, były prezes klubu (obecnie nikt nie pełni tej funkcji), uważa, iż jest szansa, że podczas najlepszych meczów wiosennych frekwencja wyniesie nawet do 10 tysięcy widzów.

– Będzie to miejsce, gdzie nie wstyd kogoś zaprosić. Zwłaszcza ma to znaczenie dla przedsiębiorców. Spodziewamy się dochodów z tytułu sprzedaży lóż biznesowych – mówi Ferdzyn. W większości nowoczesnych stadionów loże są jedną z podstaw sukcesu finansowego. Zapraszanie partnerów biznesowych na mecze jest coraz modniejsze.

Spór o korzenie

Nowy stadion Widzewa, przypominający nieco obiekt Cracovii, jest dość nietypowy. Przede wszystkim jest otwarty. Nie został odgrodzony od miasta żadnym wysokim parkanem, wchodzi się prosto z ulicy, jak do budynku. Zresztą klub chce to wykorzystać. Część powierzchni będzie wynajmowana na biura, działalność komercyjną i prawdopodobnie, placówkę medyczną.

Z zewnątrz, od alei Piłsudskiego, stadion jest niepozorny, choć efektowny. Ojciec byłego prezesa, Jacek Ferdzyn, który jest architektem i projektantem obiektu, mówi, że ma on „charakter łódzki i widzewski". To dla niego istotne, jako że jest kibicem Widzewa od ponad 40 lat. Część elewacji zrobiona jest z czerwonej cegły. Ma ona nawiązywać do brytyjskich korzeni klubu.

Co do daty i okoliczności powstania Widzewa narosło wiele sporów. W ostatnich latach forsuje się tezę, że został założony jako klub przy zakładach Widzewskiej Manufaktury. Inna teoria, przewijająca się od kilkudziesięciu lat głosi, że wśród osób odpowiedzialnych za założenie TMRF Widzew (powstał w 1910 roku, istniał do 1915, zaś w 1922 roku powstał RTS, stąd rozbieżności) byli Anglicy oraz Szkoci. Dlatego jeśli ktoś będzie miał skojarzenia ze stadionem Ibrox Park, siedzibą Glasgow Rangers, nie będzie to przypadkowe. Podobnie z Old Trafford, siedzibą Manchesteru United, którego część jest wykończona właśnie w tym stylu. Przez lata w odniesieniu do Łodzi używano zresztą nazwy „polski Manchester", ze względu na dominację przemysłu włókienniczego w obu tych miastach. Jacek Ferdzyn nie ukrywa, że przez lata był zafascynowany brytyjskimi stadionami.

Nowy obiekt Widzewa jest dobrą wizytówką Łodzi. I to w sensie dosłownym. Każdy kto wjedzie do miasta od strony A1, będzie miał widok na stadion od prawej strony. Ten, kto zdecyduje się wjechać pociągiem, zobaczy go od strony lewej. To dobry wstęp dla turystów, którzy kilka minut później będą oglądali efektowny Dworzec Łódź Fabryczna i odnawiane centrum.

– Na pewno dworzec i jego okolice, rewitalizowane kamienice w centrum oraz stadion wpisują się w odnowę miasta – zaznacza Jacek Ferdzyn. Będzie jednym z symboli odrodzenia aglomeracji, która ma już nowoczesne połączenia z Warszawą i chce na tym w znacznym stopniu zbudować swój kapitał. I co ważne, zatrzymać stały odpływ mieszkańców.

Baza wiernych kibiców

Może dlatego nowy stadion, w przeciwieństwie do starego, nie jest odcięty od linii kolejowej drzewami, tylko dumnie prezentuje się przyjeżdżającym. Na życzenie władz miasta trybuna od strony torów (Północna) może być w części demontowana, na potrzeby koncertów.

Teraz tylko trzeba czekać, aż do stadionu dostosują się piłkarze, którzy grają zaledwie w III lidze (IV poziom rozgrywek) i ich szanse na awans są znikome. Muszą ustąpić pierwszeństwa lokalnemu rywalowi, Łódzkiemu KS. Wydaje się to jednak stanem przejściowym. Widzew jest jednym z tych kilku klubów, które mają największą bazę kibiców w kraju, obok Legii Warszawa i być może poznańskiego Lecha. Choć wszelkie badania w tym zakresie są dość umowne, zwłaszcza w czasach zorganizowanych akcji internetowych, które mocno fałszują rzeczywistość.

Widzew swoją popularność zawdzięcza wielkim sukcesom z przełomu lat 70. i 80. Drużyna w europejskich pucharach miała pecha w losowaniach, co potem okazało się jej wielkim szczęściem. Widzew wyeliminował takie firmy, jak Manchester City, Manchester United, Juventus Turyn, Rapid Wiedeń (wówczas bardzo mocny z Antoninem Panenką i Hansem Kranklem), najmocniejszy być może w Europie Liverpool FC czy Borussię Moenchengladbach. Większość tych historycznych spotkań rozgrywana była na stadionie ŁKS, który mógł pomieścić znacznie więcej kibiców.

Widzew, jako klub robotniczy, niepowiązany ściśle z żadnym resortem (jak choćby Legia czy Wisła), stał się klubem całej Polski, takim jak dekadę wcześniej Górnik Zabrze Włodzimierza Lubańskiego. Ówczesny prezes, Ludwik Sobolewski, w doskonały sposób wykorzystywał koniunkturę, wysyłając często za darmo pamiątki i tworząc tym samym nieformalną bazę fanów.

Krzysztof Kirpsza, nieżyjący już wiceprezes klubu, opowiadał, że Sobolewski snuł w rozmowach z zaufanymi ludźmi marzenia o wielkim, europejskim klubie, który mógłby dorównać potędze Dynama Kijów. Ten kontrowersyjny wizjoner był przekonany, że w odpowiednich warunkach polski klub może osiągnąć międzynarodową pozycję.

Jednym z warunków miał być oczywiście nowy stadion, na miarę rozwijającego się wzorcowego robotniczego osiedla okresu PRL, „Widzew Wschód". W zamyśle Sobolewskiego i jego współpracowników, stadion miał pomieścić 40 tysięcy widzów, mieć trzy płyty treningowe, halę sportową oraz całe zaplecze niezbędne do funkcjonowania klubu.

Spełnione marzenie

Realizacja marzenia nigdy nie doszła do skutku. Między ulicami Milionową i aleją Przyjaźni powstało osiedle Młodzieżowej Spółdzielni Mieszkaniowej, reszta zaś tego terenu przez lata służyła jako wysypisko śmieci i gruzu z okolicznych placów budów. W 2001 roku powstał tu park Widzewska Górka.

Stadion jedynie przerabiano. W połowie lat 90., tuż przed meczami eliminacji Ligi Mistrzów z Broendby, Andrzej Pawelec, współwłaściciel klubu, zamówił (zresztą u Jacka Ferdzyna) dostosowanie obiektu do norm europejskich. Dorobiono miejsca dla prasy, zbudowano przejście na trybunę VIP, zadaszono część trybun, jednak z biegiem czasu stadion marniał, szczególnie gdy zestawiało się go z obiektami wyrastającymi w niesamowitym tempie w kraju.

Dziś, od tamtego momentu, mija 20 lat i Łódź, jako jedno z ostatnich dużych polskich miast, będzie miało nowoczesny obiekt. W 2006 roku Ferdzyn stworzył projekt stadionu na prośbę Zbigniewa Bońka, był jednak raczej zbiór rysunków do folderu reklamowego dla potencjalnych sponsorów. Potem przez kilka lat o nowy stadion walczył Sylwester Cacek, wieloletni prezes klubu. Chciał obiektu mogącego pomieścić 35 tysięcy widzów. Tłumaczył, że jeśli nie zbuduje się takiego od razu, to potem będzie ciężko o powiększenie. Pewnie jest w tym dużo racji, jednak nowi szefowie klubu uznali, że 18-tysięczny obiekt zaspokaja ich wymagania.

– Proszę zobaczyć stadion we Wrocławiu. Wybudowano obiekt, który znacznie przekracza możliwości miasta i teraz świeci pustkami – mówi Marcin Ferdzyn.

Obiekt we Wrocławiu został zbudowany z okazji mistrzostw Europy i może pomieścić 42 tysiące kibiców. Ale średnia frekwencja nie przekracza 10 tysięcy. Dlatego kibice we Wrocławiu tęsknią za starym obiektem przy ulicy Oporowskiej, który był wypełniony po brzegi. Lechia Gdańsk, walcząca o tytuł, osiągnęła średnią 15 tysięcy, ale na stadionie mogącym pomieścić ponad 40 tysięcy osób nie wygląda to imponująco. Nawet stadion Legii Warszawa rzadko wypełnia się po brzegi, głównie wtedy, gdy klub gra hity ligowe albo spotkania w europejskich pucharach. Dlatego pomysł na 35-tysięczny stadion nie przekonał ani władz Łodzi, ani nowych szefów klubu.

Otwarcie stadionu nastąpi prawdopodobnie 18 lub 19 marca podczas meczu ligowego z Motorem Lubawa.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL