fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warmia i Mazury

Bociany wróciły do domu

Bociany szczególnie upodobały sobie dach kościoła w Lwowcu
Fotorzepa, Jakub Dobrzyński
Sympatia do bocianów jest czymś, co jednoczy nawet najbardziej skłóconych Polaków. W bocianich wioskach na Mazurach trwa już wiosenna gorączka.

Pierwsze bociany przyleciały w tym roku do Lwowca w mazurskiej gminie Sępopol w ostatnim tygodniu marca. Zofia Jędrach mówi, że to późno i dobrze wie, co mówi.

Bociany wita w Lwowcu od 70 lat. Sama ma 84 lata i na Mazurach zamieszkała jako dziecko zaraz po II wojnie światowej.

Ksiądz liczy ptaki

Wieś liczyła wtedy kilkadziesiąt solidnych gospodarstw, zebranych w czworoboki dom–stodoła–obora. Domy z czerwonej cegły, stodoły obszerne, drewniane. Wszystko kryte czerwoną dachówką. Domy i obory licowane pruskim murem. Już wtedy na gospodarstwach było po kilka bocianich gniazd.

– U nas są dwa na stodole i cztery na domu. W tym roku one późno przyleciały, ale teraz bardzo się śpieszą. Młodych będzie dużo, bo się strasznie depcą – opowiada z uśmiechem Zofia Jędrach. Od dzieciństwa największe wrażenie robiły na niej rozmiary bocianich gniazd. – Są wielkie, piętrowe, ważą setki kilogramów. Ale nasze dachy jakoś je utrzymują – zauważa.

Rzeczywiście gniazda w Lwowcu robią wrażenie, ale we wsi jest coś jeszcze bardziej niezwykłego – „bociani kościół". Ta gotycka świątynia zbudowana została w latach 1372–1374. Czyli dziesięć lat po założeniu Lwowca (niem. Löwenstein). Czy już wtedy przylatywały tam bociany?

Zapewne nie, bo tereny wokół wsi musiały porastać gęste bory. A bociany lubią to, co dziś otacza wszystkie bocianie wioski na Mazurach – rozległe przestrzenie podmokłych łąk z dziką roślinnością, bagienka, oczka wodne, ugory porośnięte samosiejkami i oddalone od siebie niewielkie skupiska ludzkie, gdzie ptaki znajdą dość dachów pod gniazda i dość pól uprawnych do polowania.

Bociany pojawiły się więc na Mazurach wtedy, kiedy człowiek tak właśnie ukształtował krajobraz. Neogotyckie szczyty oraz dach kościoła w Lwowcu pochodzą z 1860 r. We wnętrzu zachowały się późnogotycki tryptyk z ok. 1500 r. i bogato zdobiona ambona z 1608 r. Ale to nie one zachęciły bociany do zasiedlenia kościoła. Była to architektura budowli i górującej nad wsią kościelnej wieży, a dokładnie schodkowa fasada szczytów.

Na tych ceglanych schodach jakieś 100 lat temu zaczęły powstawać pierwsze gniazda. Dziś jest ich 11. Niektóre ważą pół i więcej tony. Dach wieży i kościoła bieleje od odchodów, ale jak opowiada Zofia Jędrach, ksiądz czeka na bociany tak samo niecierpliwie jak parafianie.

– Ksiądz cieszy się, kiedy w końcu przylatują i liczy je co roku – dodaje.

Lwowiec jeszcze czymś różni się od pozostałych wiosek bocianiego szlaku na Mazurach – leży najdalej od granicy z Rosją – ponad 10 kilometrów w linii prostej. Żywkowo, Lejdy, Duje, Brzeźnica dzieli od obwodu kaliningradzkiego kilkaset metrów. A Szczurkowo leży na samej granicy. To wieś, którą ołówek Stalina 72 lata temu przeciął na pół. To właśnie tam – w liczących po kilka–kilkanaście domów i po kilkadziesiąt bocianich gniazd wsiach zagubionych wśród łąk i mokradeł zaczyna się, ale i kończy Unia Europejska.

Smutek w Żywkowie

Szlak mazurskich bocianich wiosek pokonałam rowerem i każdego zachęcam do takiej wyprawy. Uroda i wyjątkowość nadgranicznych terenów Mazur nie ma sobie równych, a znajdujące się i tam gospodarstwa agroturystyczne, pozwolą rozłożyć zwiedzanie bocianich wiosek na dwa, trzy dni.

Dla najsłynniejszej z nich, Żywkowa, ten rok zapisze się w historii smutną nutą. Dzień po przylocie pierwszych bocianów do wsi – 25 marca, zmarł Władysław Andriejew – wielki tych ptaków przyjaciel. Na Mazury trafił z rodziną przesiedlony z Bieszczad w akcji „Wisła"; biało-czarne ptaki pokochał od razu i pozostał im wierny do końca.

Jako pierwszy dostrzegł wyjątkowość bocianów w wiosce. Jeszcze w Polsce Ludowej zaczął stawiać pierwsze platformy pod gniazda. Prowadził kroniki, oprowadzał gości. W jego gospodarstwie, które w 2005 r. odkupiło Podlaskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, są 24 gniazda. Stanęła tam też specjalna wieża do podglądania bocianiego życia.

Za 140 tys. zł otrzymanych z Programu Małych Dotacji Funduszu na rzecz Globalnego Środowiska Zarządzanego przez UNDP (Program Rozwoju ONZ) i z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Olsztynie wyremontowano w Żywkowie 13 dachów domów i stodół najbardziej ulubionych przez bociany.

W całym Żywkowie jest blisko pół setki gniazd, przy czym nie tylko na dachach, ale też, co wyjątkowe u boćków białych – na drzewach. Na jednym z jesionów ptaki zbudowały aż trzy. Wąziutka asfaltowa droga do wsi wiedzie na parking, na którym jest tablica z planem wsi i rozlokowaniem bocianich gniazd.

Bociany to ptaki drapieżne. Aby przypatrzeć się im na polowaniu warto powędrować wytyczoną specjalnie ścieżką edukacyjną między Żywkowem a Toprzynami (sąsiednią wsią, w której także jest kilkadziesiąt bocianich gniazd).

Podobne klimaty spotkamy w położonej 200 m od granicy z Rosją Brzeźnicy. Tutaj ptaki zawłaszczyły sobie stary folwark z XIX-wiecznym dworem rodu Totenhoefer.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA