fbTrack

Podkarpacie

Hokejowe miasto

W przyszłym roku minie dokładnie 60 lat od założenia sekcji hokejowej Stali Sanok.
Rzeczpospolita, Tomasz Sowa Tomasz Sowa
Hokej na lodzie jest w Sanoku równie popularny, jak w Nowym Targu, ale od pół roku w mieście nie ma drużyny ligowej.

Grupka zapaleńców od lata pracuje nad reaktywacją Sanockiego Towarzystwa Sportowego. Są na to duże szanse.

Hubert Paszkiewicz, rodowity sanoczanin, mówi o sobie, że chyba urodził się na lodowisku, a już na pewno pierwszy mecz hokeja widział, wychylając się z wózka. W szkole podstawowej równie często jak w ławce szkolnej siedział w szatni hali lodowej, często mecze oglądał z boksu wraz z zawodnikami. Zdarzało się, że jeździł na obozy z seniorami, choć był jeszcze brzdącem. Jest synem legendy sanockiego hokeja, Jana, najlepszego strzelca w historii klubu, zmarłego prawie sześć lat temu. Próbował jak ojciec grać w hokeja, ale sprawdził się na lodzie w innej roli. Dziś jest arbitrem.

Jakub Górski to również sanoczanin z krwi i kości. Był dziennikarzem, potem przerzucił się na działalność marketingową, głównie w sporcie. Był odpowiedzialny m.in. za kontakty z mediami w zespole siatkarskiego mistrza Anglii IBB Polonia Londyn. Był na stażach w europejskich klubach hokejowych lig KHL (europejska wersja NHL) i EBEL. Z bliska przygląda się dynamicznemu rozwojowi brytyjskiego hokeja, gdzie na mecze Cardiff przychodzi po trzy tysiące ludzi. Jak w Sanoku, gdy ten grał w lidze.

Jerzy Burtan, biznesmen, związany z Podkarpackim Bankiem Spółdzielczym w Sanoku, pochodzi z Rzeszowa, ale jak pozostała dwójka zakochał się w hokeju i STS Sanok.

Ta miłość została wystawiona w minionym roku na ciężką próbę. STS nie przystąpił do rozgrywek ligowych w sezonie 2016/2017. Pierwszy raz od lat 60. XX wieku mieszkańcy miasta nie mogą obejrzeć meczu hokejowego swojej drużyny seniorów. – Było raz lepiej, raz gorzej. Awansowaliśmy, spadaliśmy, znów awansowaliśmy, graliśmy o nic i o tytuł, ale mieliśmy swój klub w Sanoku. To było najważniejsze, cieszyliśmy się tym. Dziś każdy z nas i kilka tysięcy kibiców głęboko przeżywa to, że STS nie istnieje – mówi Hubert Paszkiewicz.

Jak hartowała się Stal i... STS

Hokej w Sanoku to blisko 60 lat tradycji. W przyszłym roku minie dokładnie 60 lat od założenia sekcji hokejowej Stali Sanok. W latach 40. i 50. na Podkarpaciu w hokeja grano namiętnie. Istniały zespoły w Jaśle, Krośnie, Przemyślu. Łatwiej było grać i założyć drużynę. I taniej. Zimą wystarczył kawałek równej ziemi, polanie takiej powierzchni wodą ze szlauchu i lodowisko gotowe. Do hokeja garnęło się każde dziecko. Nawet piłkarze traktowali tę grę jako zimowy element przygotowania do sezonu. Inicjatywa stworzenia sekcji hokeja w Stali wyszła od jednego z piłkarzy, Stefana Tarpackiego.

Sekcja przeżywała trudne momenty, jej działalność w latach 60. była zawieszana, ale też miała wiele szczęścia. W 1968 r. w Sanoku oddano do użytku pierwsze na Rzeszowszczyźnie sztuczne lodowisko – Torsan. To był impuls do rozwoju hokeja w Sanoku, a kilka lat później pojawił się sportowy. W połowie lat 70. do Stali przyszło kilku zawodników z najsilniejszego wówczas klubu w kraju – Podhala Nowy Targ (nie mieścili się w walczącej co rok o mistrzostwo drużynie). W połączeniu z wychowankami, szczególnie z Janem Paszkiewiczem, powstał zespół, który w 1976 roku pierwszy raz awansował do I ligi. Spadł z niej, by powrócić na początku lat 90. – Wiele dobrego zrobił dla klubu Jerzy Rożdżyński, którzy przyszedł do nas ze Stoczniowca Gdańsk, ale tak mu się spodobało, że został na stałe. Był trenerem i działaczem, dzięki któremu, gdy inne kluby w czasach transformacji padały jeden za drugim, STS Sanok wypłynął na powierzchnię. Wtedy też hokej stał się w mieście niemal religią. Piłkarze awansowali nawet na krótko do II ligi, ale i tak wszyscy chodzili na hokej – opowiada Jakub Górski.

W czasach III Rzeczypospolitej STS tylko raz spadł z I ligi. W drugiej dekadzie XXI wieku stał się czołową drużyną w Polsce. W 2012 i 2014 roku zdobył mistrzostwo. Ale jak się okazało, szczególnie ten drugi tytuł był sukcesem na wyrost. Sprowadzono za dużo zawodników z zewnątrz, w tym byłego gracza NHL Mike'a Dantona. Taka polityka transferowa rozdęła budżet. Z finansowym balastem udało się przetrwać dwa sezony. W czerwcu ubiegłego roku ówczesny zarząd STS wydał oświadczenie, że „z powodów organizacyjnych" drużyna nie przystąpi do rozgrywek.

Oddłużenie i dzika karta

– Zacząłem rozmawiać z udziałowcami naszego klubu miesiąc po ogłoszeniu tego komunikatu, po otrząśnięciu się z szoku – wspomina Górski. Zadanie było trudne, bo akcjonariusze sparzyli się na hokeju. STS zadłużył się na około 800 tys. zł. Ten dług stanowił główną zaporę w trakcie rozmów. – Wycofanie się z rozgrywek też ciążyło nam podczas negocjacji – dodaje Górski.

W listopadzie udało się powołać nowy zarząd. Prezesem został Jerzy Butran, wiceprezesem Hubert Paszkiewicz, a doradcą ds. marketingu Jakub Górski. We trójkę niemal codziennie prowadzą rozmowy w sprawie reaktywacji STS Sanok. Znaleźli się na ostatniej prostej. Jeszcze w lutym udziałowcy zdecydują, czy zredukują dług i zagwarantują środki na utrzymanie ligowej drużyny.

Jeśli STS miałby zagrać znów w Polskiej Hokej Lidze (PHL), potrzebowałby na to 2 mln zł. Takiego minimalnego budżetu wymaga Polski Związek Hokeja na Lodzie. W klubie wierzą, że daliby radę i z minimalnie mniejszymi środkami. Z punktu widzenia regulaminowego powrót do PHL jest możliwy dzięki zaproszeniu, tzw. dzikiej karcie. Takie przypadki już się zdarzały. Alternatywą dla STS jest występ w I lidze, ale wartość sportowa tych rozgrywek jest mizerna. Gra w niej obecnie tylko pięć zespołów, głównie młodzieżowych. – Po pierwsze, chcemy wystartować, po drugie, chcemy, żeby to była jednak ekstraklasa. O to proszą nas kibice – zapewnia Paszkiewicz.

Nowa drużyna miałaby się oprzeć, przynajmniej w pierwszym sezonie, na młodych zawodnikach. Jeszcze jednym dowodem na siłę oddziaływania hokejowej tradycji w Sanoku jest prężnie działająca sekcja młodzieżowa UKS Niedźwiadki MOSiR. W szkoleniu ciągłość została zachowana. Trzy lata temu KH Sanok zdobył pierwszy w swej historii tytuł mistrzów Polski juniorów. Zdolni złoci medaliści rozpierzchli się po Polsce, ale niektórzy z nich chcą teraz wrócić, by podnieść z ruin rodzimy klub. Animatorzy reaktywacji liczą też na wypożyczenia zawodników z innych zespołów i bardzo ostrożne transfery hokeistów z zagranicy. – W tym mieście panuje hokejowa atmosfera, mamy piękną halę Arena Sanok, na mecze nawet w słabszych momentach przychodzi 2–3 tysiące ludzi. Hokeiści z Polski, a nawet z zagranicy, oczywiście tacy u schyłku kariery, wiedzą o tym. Chcą u nas grać – tłumaczy Górski.

Doświadczeni przez los

Pod dachem oddanej do użytku w 2006 roku Areny Sanok wiszą dwa bannery z zastrzeżonymi numerami zawodników z Sanoka, Jana Paszkiewicza – nr 17, i Piotra Milana – nr 7. Paszkiewicz, najskuteczniejszy zawodnik w historii Stali, zmarł w 2011 roku. Milan, uważany za jeden z największych talentów w historii klubu, zginął w wypadku samochodowym w 1995 roku. Drużyna STS wracała z meczu ligowego w Sosnowcu. O trzeciej nad ranem silny podmuch wiatru zepchnął autokar z hokeistami do rowu w okolicach Gniewoszówki. Oprócz Milana zginęły dwie osoby, kilka zostało rannych. To był jeden z najtrudniejszych momentów w historii STS. Klub wyszedł z tej traumy, a miasto i kibice jeszcze silniej związali się z drużyną. Sanocki hokej potrafi radzić sobie w ciężkich chwilach. Zanosi się na to, że i teraz tak będzie, a polska liga bez STS będzie jednosezonowym epizodem.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL