fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Życie Regionów

Kiedy dron zapuka w okno

Wojciech Romański
Rzeczpospolita
Wyobraźmy sobie, że zamiast budzika rano do okna puka dron, który dostarcza świeżą kawę zamówioną przed chwilą w pobliskiej kawiarni.

Albo składa na balkonie paczkę z przesyłką kurierską czy pudełko z pachnącą pizzą. Jeszcze parę lat temu byłoby to bliższe wizjom futurystów, dziś możemy spokojnie zadać pytanie – kiedy u nas, bo za granicą takie rozwiązania już są testowane. Na razie z usług bezzałogowych statków powietrznych zaczynają korzystać samorządy – drony „wąchają" dym wydobywający się z kominów, sprawdzając, czy nie palimy smogotwórczym paliwem, poszukują dzikich wysypisk śmieci, zaczynają monitorować ruch w miastach – możliwości ich zastosowania są coraz większe. A bliska przyszłość to budowa autonomicznej sieci maszyn wykonujących zadania dla samorządów. W ten sposób miasta „wlatują w trzeci wymiar", w którym czeka na nie wiele fascynujących możliwości. Dlatego można sobie też wyobrazić, że czasem, w „wolnej chwili", samorządowe drony będą też dostarczać mieszkańcom kawę, np. jako prezent z okazji pierwszego dnia wiosny („Już czas wlecieć w trzeci wymiar").

Kiedyś za futurystyczny obrazek uznalibyśmy także wizję miast, po których kursują wyłącznie zeroemisyjne pojazdy, a w ich centrach można spotkać głównie samochody elektryczne. Świat się jednak zmienia tak szybko, że znów marzenia zyskują wymiar pragmatycznego pytania: kiedy? Do takiej cywilizacyjnej zmiany przymierzają się właśnie kolejne polskie miasta, które rozbudowują ekologiczne floty miejskiej komunikacji. Liderzy tego nurtu, np. Jaworzno czy Zielona Góra, w ciągu kilku najbliższych lat chcą mieć na ulicach prawie wyłącznie tabor napędzany prądem. Oczywiście wymiana starych autobusów zajmie dekady, ale to właśnie samorządy wykonują największych krok, posuwający nasz kraj w stronę czystego transportu („Elektromobilność bez samorządów nie zaiskrzy").

Ale myśląc o innowacjach, nie można też zapominać o tradycji, bez której nowoczesność jest tylko piękną błyskotką. Zwłaszcza tradycji kulinarnej, bo przecież Polak głodny, to zły. A że dobrej, regionalnej kuchni u nas dostatek, nie ma się co dziwić, że samorządy coraz częściej wykorzystują jej walory do kuszenia turystów, także tych, których mniej interesują zabytki czy piękno przyrody. Rolada wołowa z modrą kapustą, cytrynowa spajza, wodzionka, pyry z gzikiem, czernina, oscypki, zalewajki, półgęski – to nowe, smakowite słowa w marketingowym słowniku województw. Aby ułatwić złaknionym nowych wrażeń kulinarnych turystom orientację, od kilku lat tradycyjni wytwórcy i restauratorzy łączą siły, tworząc szlaki kulinarne cieszące się coraz większym powodzeniem. „Spajza to nie jest żaden gzik"to podróż po Polsce tradycyjnych smaków, z których udało się stworzyć innowacyjne produkty turystyczne.

Jeszcze chwila, a wprost na niedzielny stół dostarczy je nam ekologiczny, elektryczny dron. W sumie czemu nie?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA