fbTrack

Pomorze Zachodnie

Głód sukcesu

Rzeczpospolita, Bartosz Jankowski
O ambicjach i planach klubu, o zbyt szybkich zwolnieniach szkoleniowców i o tym, jak się zmienił – mówi Maciej Skorża, trener Pogoni.

Rz: Dlaczego akurat Pogoń? Po pracy z Lechem Poznań, Wisłą Kraków i Legią Warszawa był pan raczej kojarzony z klubami z topu i raczej do takich zespołów był pan przymierzany. A tu nagle Szczecin.

Maciej Skorża: Ujęła mnie wizja rozwoju klubu, długofalowy plan, zapowiadane powstanie nowego stadionu, budowa bazy treningowej. Spodobało mi się, że Pogoń ma ambicje i jest tuż przed wielkim skokiem. Że będę mógł brać udział w tworzeniu od podstaw czegoś dużego. Dodatkowo to już jest drużyna oparta na młodych zawodnikach, a w klubie jest bardzo dobra akademia, która wychowuje obiecujących piłkarzy. Pogoń więc może nie jest klubem z pierwszych stron gazet, ale to bardzo atrakcyjny projekt. Dlatego też tak chciałem być częścią tego, co tu powstaje.

Mówi pan o projekcie długofalowym. Tymczasem rozmawiamy dzień po tym, jak dwóch trenerów ligowych straciło pracę, a trzeci, Jacek Magiera z Legii, został zwolniony chwilę wcześniej. W tym zawodzie nie znasz dnia ani godziny.

Życie pokazuje, że trener odciska własne piętno na drużynie po dwóch okresach przygotowawczych. Wtedy może już mówić, że to jego zespół, według jego wizji. Sam fakt, że w Szczecinie podpisaliśmy umowę na dwa lata z możliwością przedłużenia kontraktu o kolejny sezon, pokazuje, że jesteśmy co do takiej koncepcji zgodni. Że efektów w Pogoni spodziewamy się po tych dwóch, a właściwie nawet trzech okresach przygotowawczych i dwóch oknach transferowych. Kiedy będziemy mogli dokooptować do zespołu nowych zawodników, którzy nas wzmocnią. W tej chwili znajdujemy się w momencie, gdy tak naprawdę przyglądam się drużynie. Gdy ją poznaję, oceniam, szacuję potencjał piłkarzy. Dopiero identyfikuję, gdzie potrzebujemy zmian i wzmocnień. I mam nadzieję, że już zimą uda nam się pierwsze takie transfery poprawiające jakość przeprowadzić.

I wierzy pan, że w Szczecinie nie zabraknie cierpliwości? Wiele już było takich klubów, gdzie mówiono o długofalowej polityce, ale zawsze na koniec liczą się tylko wyniki tu i teraz.

Jestem pierwszą osobą, która zdaje sobie sprawę, że obecnie wyniki Pogoni są poniżej możliwości i poniżej oczekiwań. Gdyby to był moment, że pracowałbym w tym zespole od dłuższego czasu, że byłaby to gotowa w moim mniemaniu drużyna i osiągałaby takie wyniki, miałbym ogromne zmartwienie i wielki ból głowy. Ale ten zespół jest w fazie przebudowy i w obliczu zmian. One już się dokonują. Proszę zwrócić uwagę, że już coraz ważniejsze role zaczynają odgrywać młodzi piłkarze, tacy jak 19-letni Jakub Piotrowski czy 22-letni Dawid Kort. Następuje zmiana warty w Pogoni.

Czyli nie boi się pan, że jednak w Szczecinie też komuś wyczerpie się cierpliwość?

To nie zależy ode mnie. Mam plan, zamierzam się go trzymać i według niego działać. Nie będę odstępował od swojej strategii. Jeśli coś się po drodze wydarzy i ktoś w klubie uzna, że sytuacja dojrzała do zmiany, to cóż... nie mam na to wpływu.

Nie przeraża pana to tempo zmian w naszej lidze?

Uważam, że jest to destrukcyjne, złe i jednoznacznie negatywne. Mariusza Rumaka zwolniono po tym, jak poprowadził zespół w dziewięciu meczach ligowych... W takim czasie nie da się nic wypracować. Ogromna krytyka spadła na kluby, które nie awansowały do europejskich pucharów. A proszę zwrócić uwagę, że żadnego z nich nie prowadził trener, który w zeszłym roku o tej porze byłby zatrudniony w tym klubie. Proszę popatrzeć na to, co się dzieje na dole tabeli. W większości znajdują się tam zespoły, które latem wymieniły szkoleniowców. Przecież ci nowi jeszcze nie zdążyli wdrożyć swojej wizji. Nie mieli na to czasu. Proszę popatrzeć na beniaminków – Górnika Zabrze i Sandecję Nowy Sącz. Tam trenerzy Marcin Brosz i Radosław Mroczkowski pracują już jakiś czas, po tych drużynach widać automatyzmy zachowań, schematy. Na obecnym etapie sezonu obaj beniaminkowie prezentują się lepiej niż wiele teoretycznie mocniejszych drużyn, właśnie dlatego, że trenerzy dostali tam czas. Piotr Stokowiec z Zagłębia Lubin zdążył z klubem spaść, awansować, zająć miejsce gwarantujące grę w pucharach, a w zeszłym sezonie walczył w grupie spadkowej. I dziś Zagłębie jest w czołówce. Jagiellonia Michała Probierza też przechodziła różne fazy, też bywało gorzej, a w zeszłym sezonie do ostatniej kolejki walczyła o mistrzostwo Polski.

W trakcie kadencji jednego selekcjonera reprezentacji, Adama Nawałki, Legia Warszawa miała sześciu albo siedmiu trenerów, zależy, czy liczyć Aleksandara Vukovicia.

Gdzieś mignął mi tytuł w internecie – o pięciu ostatnich trenerach Legii. Wszedłem więc w artykuł, żeby zobaczyć, jak wypadam na ich tle, i ze zdumieniem zobaczyłem, że mnie już nie ma wśród ostatnich pięciu trenerów Legii. A przecież od mojego odejścia z Warszawy minęło raptem pięć lat. W normalnych warunkach Legia miałaby w tym czasie jednego, góra dwóch szkoleniowców.

Tyle dobrego mówi się o akademii w Szczecinie. Faktycznie będzie ona produkować przyszłych reprezentantów Polski?

Akademia też jest tuż przed wielkim skokiem jakościowym. Jeszcze nie wydaje się na nią takich pieniędzy, jak chociażby to miało miejsce za mojego pobytu w Poznaniu. Wówczas budżet akademii Lecha to było około miliona euro rocznie. Ale już mamy wiele pociechy z młodzieży, a nasi zawodnicy grają w reprezentacjach juniorskich.

Jaki ma być profil zawodnika wyszkolonego przez Pogoń?

Akademia w Szczecinie ma tak ustawioną linię produkcyjną, że kładzie wielki nacisk na technikę i kreatywność młodych zawodników. Jestem przekonany, że efekty będą cieszyć nie tylko kibiców Pogoni.

A pan jak się zmienił przez te dwa lata, gdy nie było pana w lidze? Wciąż chce pan cierpliwie budującej ataki drużyny? Zorganizowanej i uporządkowanej?

Dyscyplina taktyczna jest oczywiście u mnie bardzo ważna i to się nie zmieniło. Ale futbol idzie naprzód, pojawiają się nowe trendy taktyczne, ja też się zmieniam. Chciałbym przede wszystkim, żeby moje zespoły były jeszcze bardziej ofensywne i efektowne. Chcę, żeby moi piłkarze tworzyli widowisko. To jest szczególnie ważne w obliczu tego, że Pogoń będzie miała nowy stadion, na który trzeba przyciągnąć publiczność. Najważniejszy jest jednak wynik, nie chcę uprawiać sztuki dla sztuki. Spotkałem w Szczecinie mnóstwo ludzi, po których widać, jak bardzo głodni są sukcesu. I ja bym chciał zdobyć trofea z tym klubem. Dlatego też tak bardzo mnie boli odpadnięcie z Pucharu Polski. To dla mnie gigantyczne rozczarowanie. Ale nie pozostaje mi nic innego, tylko ciężko pracować.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL