fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opolszczyzna

Od Jamesa Bonda po Eurowizję

Sprzęt firmy MovieBird był używany m.in. na planie filmu Starcie tytanów (Clash of the Titans, 2010).
materiały prasowe
Na naszych wysięgnikach kręci się hollywoodzkie megaprodukcje. Cały czas je ulepszamy, by do perfekcji doprowadzić jakość obrazu – mówi Piotr Adamiec, prezes firmy MovieBird International z Opola.

Rz: Wrócił pan do Polski, do rodzinnej Opolszczyzny, po 20 latach emigracji. Opłaciło się?

Piotr Adamiec: Dokładnie do Dobrzenia Wielkiego, skąd pochodzę i gdzie dziś mieszkam; to był rok 1999. Moja firma MovieBird International działa w Opolu. Ale urodziłem się w Czarnowąsach, gdzie w PRL mieściła się jedna z najlepszych porodówek na Opolszczyźnie.

Mam dziś z tego powodu niezłe zamieszanie.

Zamieszanie?

Z powodu poszerzenia granic Opola i przyłączenia Czarnowąsów do miasta. Proszę sobie wyobrazić, że musiałem w tym roku wyrobić sobie nowy paszport. Dużo podróżuję po świecie i choć termin ważności paszportu upływa dopiero w 2019 r., jest już „pełny".

Poszedłem do urzędu paszportowego, by wydano mi nowy dokument, a że urodziłem się w gminie Czarnowąsy, a nie Opolu, musiałem wystąpić o akt urodzenia. I doszło do kuriozalnej sytuacji, bo okazało się, że w nowym paszporcie powinienem mieć wpis, że urodziłem się w Opolu, a nie Czarnowąsach, a system nie chciał tego oczywiście zaakceptować. Nie chciano mi wydać nowego paszportu. Udało się dopiero po interwencji mojego prawnika. Ale to nie koniec problemów.

Nie?

W ambasadzie chińskiej, gdzie wystąpiłem po raz kolejny o wizę biznesową, muszę się gęsto tłumaczyć, dlaczego wcześniej twierdziłem, że urodziłem się w Czarnowąsach, a teraz, że w Opolu. Skąd ta zmiana i czy nie dopuściłem się jakiegoś fałszerstwa. To taka dygresja.

Ale pytała mnie pani, czy nie żałuję powrotu do Polski. Nie, nie żałuję. Sprzedałem firmę w USA, bo stwierdziłem, że przeniosę się do Europy i będę dalej kontynuował to, co robiłem w Stanach. Polska miała ogromny potencjał.

Firma MovieBird International jest znana na całym świecie. Specjalistyczny sprzęt dla producentów obrazu, głównie sterowanych elektronicznie teleskopowych dźwigów do kamer filmowych i telewizyjnych, powstaje w cementowni w Groszowicach.

Właśnie się rozbudowujemy o nową halę, która była nam bardzo potrzebna. Będzie to taka prototypownia, gdzie będziemy testować urządzenia, które mają po 22 metry długości. Dziś musimy to robić pod chmurką. Podniesiemy w ten sposób komfort pracy pracowników.

Nasz sprzęt pracuje we wszystkich warunkach pogodowych – od polarnych, morskich, nawet w kopalni tysiąc metrów pod ziemią. Taki sprzęt musi być odporny.

Jak trafił pan do tak niszowej branży, jaką jest produkcja topowych wysięgników do kamer?

Właściwie przez przypadek, w Niemczech. Mój sąsiad, z pochodzenia Polak, który wyjechał jako dziecko do Niemiec, był zapalonym kinomanem, pisał scenariusze i któregoś dnia dostał grant z Ministerstwa Kultury na zrobienie filmu, do którego scenariusz napisał. Grant wynosił 300 tys. marek niemieckich: dla nas strasznie dużo pieniędzy, ale na zrobienie filmu praktycznie grosze. W tamtym czasie wynajem kamery w Wielkiej Brytanii kosztował 2 tys. funtów dziennie. Musieliśmy zorganizować sprzęt sami, bo nie stać nas było na wynajem. Zaczęliśmy więc sami robić go od podstaw: oświetlenie, wysięgniki do kamer itd.

Stworzyliśmy spółkę, potem nasze drogi się rozeszły, ale ja już wszedłem w tę niszową branżę i jestem w niej do dziś. Jesteśmy jedyną firmą w Polsce, która tworzy i produkuje wysięgniki do kamer.

Pańska firma, już w Polsce, z kilku pracowników rozrosła się do dużej firmy. Wasze teleskopowe żurawie kamerowe przewyższają możliwościami i jakością konkurencyjne produkty pod względem stabilności, prędkości i kontroli ruchu. To wielki sukces.

Zatrudniam dziś ok. 40 pracowników. W jednej trzeciej to inżynierowie, informatycy, elektronicy, ale także technicy, mechanicy, w 90 proc. to absolwenci opolskich uczelni. Mamy własne centrum badawczo-rozwojowe, gdzie projektujemy nowe rzeczy, bo rynek filmowy dynamicznie się rozwija i musimy za nim nadążyć, a nawet wyprzedzać jego potrzeby.

Nad czym dziś pracujecie?

Na przykład teraz kończymy prace nad głowicą żyroskopową dla stabilizacji kamery. Taka kolumna do kamer pozwoli wyeliminować drgania, bo stabilizuje obraz w czasie rzeczywistym.

Wasze produkty podbijają nie tylko Hollywood.

Nasze wysięgniki wykorzystano na planach filmowych m.in. „Gwiezdnych wojen", odcinków Jamesa Bonda, praktycznie wszystkich produkcji tego filmu od 15 lat. Braliśmy udział w produkcji „Spidermana", „Godzilli" czy „Mission: Immposible", „Harry'ego Pottera". Ale też wykorzystano je na Festiwalu Piosenki w Opolu czy przy skokach narciarskich. Na co dzień nasz sprzęt mogą oglądać widzowie TVN24. To te maszyny, które przelatują nad dziennikarzami, są w ruchu.

Bierzecie także osobiście udział w takich megaprodukcjach?

Różnie. Często sami obsługujemy nasz sprzęt, ale na rynku są specjaliści, którzy wiedzą, jak się nim posługiwać. Są firmy, które zajmują się wynajmem takiego sprzętu, mają przeszkoloną przez nas obsługę. Nasz sprzęt znajduje się na całym świecie – od Japonii, przez Australię, Stany Zjednoczone, po Brazylię, Rosję i całą Europę Zachodnią. W Chinach mamy siedzibę firmy, gdzie również wynajmujemy nasze dźwigi. Na Filipinach jest taki kompleks studiów producenckich i filmowych, które robią Fashion TV, pokazy mody.

W tej chwili sprzedaliśmy 52-stopowy dźwig, który będzie pracować na Eurowizji. Ściągamy go właśnie z Chin.

CV

Piotr Adamiec ma 56 lat. Do Polski powrócił w 1999 r. Mieszkał w Wielkiej Brytanii, Niemczech, USA, Korei, Włoszech. Z wykształcenia jest specjalistą od telekomutacji, dziedziny telekomunikacji zajmującej się przesyłem danych między odbiornikami. Mieszka w Dobrzeniu Wielkim pod Opolem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA