fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opolszczyzna

Moszna, nerwice i nietoperze

Zamek zbudowany został na przełomie XIX i XX wieku w stylu eklektycznym.
materiały prasowe
Ten pałac jest jak z bajki. Ukochali go filmowcy, w zachwyt na jego widok wpadają turyści.

Kiedyś mówiło się, że mógłby być polskim Disneylandem teraz, że jego magia świetnie pasowałaby do przygód Harry'ego Pottera.

Nazwa podopolskiej miejscowości brzmi wprawdzie anatomicznie, choć z anatomią nie ma nic wspólnego. Moszna, gdzie znajduje się pałac pochodzi od nazwiska Moschin, rodziny przybyłej tu w XIV wieku. Wioska i pałac przechodziły burzliwe dzieje. Na przykład w średniowieczu miejscowość należała do zakonu templariuszy.

– Tę niezwykłą budowlę nazywa się zamkiem, choć nie pełniła ona nigdy funkcji obronnych, więc lepiej pasowałoby określenie pałac – mówi Tomasz Ganczarek, prezes Moszna Zamek spółka z o.o. - Najpierw pełnił funkcję pałacu myśliwskiego, a potem był rezydencją rodzinną. Jednym z wyróżników budowli jest 99 wieżyczek i 365 pomieszczeń. Liczba pomieszczeń jest oczywiście nawiązaniem do kalendarza, z liczbą wież sprawa jest bardziej skomplikowana. Wedle jednej teorii pomysłodawca i budowniczy zamku w obecnej formie, czyli Franz Hubert von Tiele-Winckler, przemysłowiec ze Śląska miał 99 majątków, druga mówiła, że miał ich więcej, ale gdyby pałac miał 100 wież właściciel musiałby dokładać się do utrzymania garnizonu wojska.

Diabelskie tempo

– Zamek zbudowany został na przełomie XIX i XX wieku na miejscu pałacyku barokowego, który spłonął w 1896 roku w niewyjaśnionych okolicznościach – opowiada Tomasz Ganczarek. – Wtedy to Franz Hubert von Tiele-Winckler podjął się jego rozbudowy. Wybrał styl eklektyczny. Mamy więc barokowe skrzydło wschodnie i renesansowe skrzydło zachodnie. Budowa tego ostatniego owiana jest mgłą tajemnicy, bo okazało się, że trwała zaledwie dwa lata. Legenda głosi, że takie szybkie tempo możliwe było jedynie dzięki paktowi z diabłem.

Franz von Tiele-Winckler zaprojektował niezwykłą budowlę w tak nowatorski sposób, że z wielu rozwiązań technologicznych korzysta się do dziś. Woda, z której zasilany jest zamek gromadzona jest w zbiorniku w najwyższej wieży tzw. wieży ciśnień i pompowana z własnych ujęć. Jeszcze w ubiegłym roku cały system odprowadzania nieczystości również odbywał się w taki sposób, jak za Wincklera.

Nietoperze i nerwice

Piękno zamku w Mosznej docenili polscy filmowcy, kręcąc tu m.in. zdjęcia do opowieści z dreszczykiem „Lubię nietoperze". Wtedy ta malownicza i tajemnicza budowla pełniła funkcję ekskluzywnej kliniki psychiatrycznej. Zamysł reżysera nie był daleki od prawdy, po wojnie bowiem właśnie tu ulokowano Centrum Badania Nerwic.

– Można powiedzieć, że ten ośrodek uratował zamek od ruiny – przyznaje Tomasz Ganczarek. – Po wojnie przez lata nie było pomysłu na jego wykorzystanie. Zlokalizowano tam ośrodek kolonijny, była placówka oświatowa prowadzona przez szkoły rolnicze, ale pod koniec lat 60. zaczęto prowadzić działalność medyczną. W 1972 roku powstało Centrum Terapii Nerwic, a potem także szpital terapii nerwic. Dopiero kilka lat temu zostały przeniesione do pomieszczeń obok zamku. Ceniona placówka medyczna sprawiła, że budowla zachowała się w świetnym stanie i w 2013 roku można ją było przejąć i niemal od ręki przekazać na potrzeby turystyki.

Gabinet Pana i Złoty Apartament

Największe wrażenie na turystach robi tzw. Gabinet Pana. Miejsce, gdzie Franz Hubert von Tiele-Winckler przyjmował gości dziś wykorzystywany jest jako sala koncertowa na 150–200 osób. Sal przyciągających uwagę jest oczywiście więcej. Malowniczo prezentuje się np. sala restauracyjna i sala kawiarniana. Kiedyś obie były salami balowymi hrabiego i jego rodziny. Wszystkie są znakomicie zachowane. Zamek wprawdzie nie ucierpiał w czasie wojny, niestety, większość jego wyposażenia została wywieziona przez dawnych właścicieli lub rozkradziona, zwłaszcza przez armię sowiecką. Historycznych przedmiotów i mebli pozostało niewiele.

Tomasz Ganczarek przyznaje, że prowadzi rozmowy z różnymi placówkami, by odzyskać przynajmniej część zamkowego majątku, który udało się zlokalizować.

Święto Kwitnącej Azalii

Poza salami reprezentacyjnymi jest 45 pokoi hotelowych. Od ekskluzywnych apartamentów po skromne, wykorzystane na pobyty kolonijne. Najbardziej ekskluzywny jest 150-metrowy Apartament Złoty. Był on sypialnią hrabiego Wincklera. Jest też nieco mniejszy Gabinet Czarny. Również świetnie zachowany. Jego historia związana jest z postacią Cesarza Wilhelma, który do Mosznej kilkakrotnie przybywał na polowania. I wtedy całe skrzydło zachodnie łącznie z apartamentem przygotowane było na jego potrzeby.

Zamek i Hotel w Mosznej jest własnością Skarbu Państwa. A ściślej od 2013 roku jego właścicielem jest województwo opolskie, które użyczyło obiekt należącej do województwa Moszna zamek spółce z o.o.

Zamek w Mosznej ma bogaty program artystyczny. W obiekcie odbywa się doroczne Święto Kwitnącej Azalii – w maju i czerwcu rozbrzmiewa muzyka kompozytorów polskich i niemieckich, w czasie święta galeria prezentuje wystawy plastyczne, odbywają się tu również plenery malarskie.

W pałacowym ogrodzie na początku XX wieku odkryto fragmenty piwnic, które H. Barthel w 1929 roku utożsamił z zamkiem templariuszy, miał on łączyć się podziemiami z zamkiem w Chrzelicach. Po II wojnie światowej podczas prac budowlanych natknięto się na ślady średniowiecznej palisady.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: j.boncza@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA