Mazowsze

Magdalena Król: Dokładam cegiełkę do lepszego poznania nowotworów, a czas pokaże, czy uda mi się znaleźć skuteczną metodę walki z rakiem

L`Oreal Polska/Andrzej Kamierski
Poprzez prowadzenie badań dokładam cegiełkę do lepszego poznania nowotworów, a czas pokaże, czy uda mi się znaleźć skuteczną metodę walki z rakiem – mówi profesor ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie.

Rzeczpospolita: Ktoś z pani bliskich, czy znajomych chorował na raka?

Magdalena Król: Nie chcę zapeszać, ale szczęśliwie rak omija moich bliskich szerokim łukiem, choć oczywiście było kilka przypadków nowotworów w dalszej rodzinie. Niestety, niemal codziennie słyszę od znajomych, że ktoś bliski zachorował. Rak co roku zbiera żniwo wielkości populacji mieszkańców Londynu, a według prognoz w 2030 roku, co roku na raka będzie umierała populacja Pekinu. Nowotwór wkrótce będzie rozpoznawany u co drugiej osoby.

Skąd się wzięło się zainteresowanie nowotworami?

Podczas studiów bardzo frapowało mnie, jak to się dzieje, że w naszym organizmie rozwija się twór, który wywodzi się z jego własnych komórek, szkodzi, ale nie jest rozpoznawany przez własny układ odpornościowy. Po studiach, kiedy pracowałam w lecznicy jako lekarz weterynarii, stykałam się z tym na co dzień i zobaczyłam, jak wiele zwierząt cierpi z powodu nowotworów. Najgorsza jest bezradność, bo w przypadku guzów nieoperacyjnych obecnie nie jesteśmy w stanie zaproponować żadnej rozsądnej metody leczenia. Podczas doktoratu rozpoczęłam pracę nad nowotworami gruczołu sutkowego u suk – początkowo badałam geny, które są związane ze złośliwością i przerzutowaniem. Potem zaczęłam badać mechanizmy lekooporności nowotworów u psów i szukać sposobów, aby je przełamać. Wyjechałam na staż po doktorski do jednej z czołowych instytucji naukowych świata – Netherlands Cancer Institute w Amsterdamie i zaczęłam pracę nad nowotworami ludzi. Tam poznałam mojego przyszłego mentora z Nowego Jorku prof. Jeffa Pollarda, dzięki któremu zajęłam się badaniem interakcji pomiędzy komórkami układu odpornościowego i komórkami nowotworowymi..

Co się pani udało dowiedzieć o raku do tej pory?

Wydaje mi się, że z jednej strony wiem o raku już bardzo dużo, a z drugiej strony wciąż za mało. Ciągle czytam, a każdego dnia ukazują się setki nowych publikacji z dziedziny onkologii. Na pewno poprzez prowadzenie badań dokładam cegiełkę do lepszego poznania nowotworów, a czas pokaże, czy uda mi się znaleźć skuteczną metodę walki z nowotworem. Od 2011 roku, kiedy to odbyłam staż w Nowym Jorku u mojego mentora, badam interakcje pomiędzy różnymi komórkami znajdującymi się na terenie guza nowotworowego. Guz to nie są tylko komórki nowotworowe, ale znajdują się tam komórki układu odpornościowego, komórki naczyń krwionośnych, tkanki łącznej, tłuszczowej itp. One wszystkie żyją ze sobą jak organizmy w takiej małej społeczności i poznanie interakcji i zależności pomiędzy nimi jest niesłychanie ciekawe i ekscytujące. Ostatnio wykorzystuję te interakcje do zniszczenia nowotworu.

Właśnie, pani dużym odkryciem było, że komórki układu odpornościowego przekazują komórkom nowotworowym pewien rodzaj białek.

Przyszedł mi do głowy pomysł, aby wykorzystać jedne z komórek odpornościowych jako dostarczycieli leków antynowotworowych. Komórki te mają specjalne właściwości – fizjologicznie wędrują do guza, potrafią wydostawać się poza naczynia krwionośne i wchodzić w miejsca nieukrwione guza, niedostępne dla żadnej innej terapii. Jednak zapakowanie leków w czystej postaci do żywych komórek wydawało się dość karkołomne. Zrobiłam naradę z kolegami naukowcami z Rzymu, którzy udoskonalają różne metody dostarczania leków i wybrałam jedno z białek, w które postanowiłam zapakować leki i podać moim komórkom. Białko to wydało się ciekawe, ponieważ ma budowę klatki, w której można „uwięzić" leki antynowotworowe, po drugie jego metabolizm jest dobrze poznany w pojedynczej komórce, a po trzecie wykazuje duże powinowactwo do stosowanych przeze mnie komórek odpornościowych. Założenie jednak było takie, że „nafaszeruję" komórki odpornościowe białkiem załadowanym cytostatykami i wyślę do guza bez względu na to, co się potem z tym białkiem stanie – prędzej czy później lek zostałby uwolniony. Jednak ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że komórki odpornościowe w sposób aktywny i wybiórczy przekazują te białka komórkom nowotworowym, ale już nie przekazują innym komórkom. To było bardzo dużym zaskoczeniem, bo nikt wcześniej tego mechanizmu nie opisał i nie wiadomo, jaki jest jego cel. Odkrycie to może nam powiedzieć wiele nowego na temat funkcji komórek odpornościowych w rozwoju nowotworu.

Czy i do czego to odkrycie można będzie wykorzystać?

Odkrycie to będzie można wykorzystać w praktyce do stworzenia swego rodzaju „konia trojańskiego" do walki z guzami litymi. Guzy te są szczególnie trudne w terapii, gdyż posiadają miejsca nieunaczynione, gdzie nie docierają żadne terapie. W związku z tym komórki znajdujące się w tych miejscach nie są poddawane leczeniu i to z nich powstaje wznowa lub przerzut po terapii. Wykorzystanie komórek odpornościowych wędrujących fizjologicznie do tych obszarów, załadowanych białkami z lekiem, które są fizjologicznie przekazywane do komórek nowotworowych, jest piękne w swoje prostocie. Mam nadzieję, że będzie można wykorzystać w przyszłości tego konia trojańskiego jako dostarczyciela leków.

Jak pani myślisz, kiedy może to nastąpić?

To jest jeszcze długa perspektywa, na pewno minimum 10 lat. Już teraz pisze do mnie bardzo wielu ludzi, którzy chcą się poddać terapii, ale procedury i decyzje regulatora są bezlitosne. Trzeba przeprowadzić jeszcze dużą sekwencję badań, aby móc leczyć pierwszych pacjentów. Obecnie prowadzimy badania na pojedynczych komórkach oraz na myszach. Do ludzi to jeszcze długa droga. Pozytywne jest to, że w mojej metodzie stosowane będą leki powszechnie występujące na rynku tylko w o wiele mniejszych dawkach, dzięki czemu być może uda się tę drogę trochę skrócić. To będą te same leki tylko dostarczane w inny sposób. Stworzę taki „żywy lek".

W czym pomoże Ci grant Europejskiej Rady ds. Badań (European Research Council – ERC), który otrzymała pani w sierpniu? Na jakie badania będzie przeznaczony?

Pieniądze z tego grantu zostaną przeznaczone przede wszystkim na stworzenie zespołu badawczego oraz poznanie odkrytego przeze mnie mechanizmu przekazywania białek z komórki do komórki i zastosowaniu tej metody do leczenia przerzutów nowotworowych. Europejska Rada ds. Badań finansuje przede wszystkim badania podstawowe prowadzące do nowych, przełomowych odkryć. Statystyki pokazują, że wyniki aż co piątego projektu finansowanego przez ERC doprowadza do przełomu w nauce. To jest niesłychanie wiele w porównaniu do statystyk mówiących, że co 1000 badana substancja trafia na rynek farmaceutyczny albo że tylko 1 na 100 start-upów jest w stanie utrzymać się na rynku.

Przyznana kwota to 1,4 mln euro- wygląda imponująco, ale czy wystarczy na badania?

Kwota tylko wygląda na dużą. Oczywiście, jeśli mowa o badaniach podstawowych to jest to grant wystarczającej wielkości. Jednak, aby wprowadzić lek czy nową metodę terapeutyczną na rynek to jest kropla w morzu potrzeb, bo potrzeba na to setek milionów dolarów. Dlatego będę aplikować i zdobywać kolejne fundusze z Unii Europejskiej i agencji krajowych, ale oczywiście bardzo ważne jest łączenie nauki z biznesem. Bez wsparcia funduszy prywatnych nie ma szans na komercjalizację wyników badań naukowych.

—rozmawiała Janina Blikowska

Prof. Magdalena Król jest laureatką licznych nagród, m.in. stypendium MNiSW dla wybitnych młodych naukowców, Young Investigator Scholarship in Veterinary Medicine ufundowanej przez Pfizer Animal Health, stypendium habilitacyjnego L'Oreal i Unesco dla kobiet nauki. W 2014 została laureatką plebiscytu „Polacy z werwą" w kategorii „Nauka".

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL