fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kujawy i Pomorze

Na torach, miejskich ulicach i w powietrzu

Premiera pociągu Dart produkcji Pesy na dworcu w Bydgoszczy. Mimo problemów z realizacją kontraktu dla InterCity zamówione składy już wożą pasażerów
Fotorzepa
Każdy pasażer komunikacji publicznej wcześniej czy później zetknie się z produktami kujawsko-pomorskich fabryk. Wyjeżdżają z nich pociągi, tramwaje, autobusy, a wkrótce będą tu także malowane cywilne samoloty.

Położone wśród lasów województwo kujawsko-pomorskie jest rodzimą potęgą, jeśli chodzi o produkcję środków transportu. Ma w nim siedzibę producent pociągów Pesa, producent autobusów Solbus i remontujące samoloty Wojskowe Zakłady Lotnicze Nr 2.

Sukces na torach

Bydgoska Pesa jest największym polskim producentem pociągów. Spółka zatrudnia blisko 4 tys. osób i w 2015 roku wypracowała 3,5 mld zł przychodów, dwa razy więcej od bolechowskiego producenta autobusów i tramwajów Solaris i ponad trzy razy więcej od nowosądeckiego Newagu, który również produkuje pojazdy szynowe. Wagony, lokomotywy, szynobusy, elektryczne zespoły trakcyjne i tramwaje Pesy można spotkać nie tylko w Polsce, ale i w Rosji, na Ukrainie, Litwie, Niemczech, Węgrzech i we Włoszech. Bydgoski producent kooperuje z 1800 dostawcami – to głównie małe i średnie polskie przedsiębiorstwa, które – jak szacuje Pesa – tworzą 80 tys. miejsc pracy.

Od 2001 roku firma wyprodukowała tysiąc pojazdów szynowych, w tym 140 elektrycznych zespołów trakcyjnych. To najbardziej zaawansowane technicznie pojazdy szynowe skonstruowane w Polsce z wykorzystaniem rodzimej myśli technicznej i z zastosowaniem własnych systemów informatycznych. Nad kolejnymi pracuje ekipa 300 konstruktorów, technologów i projektantów, dla których już niebawem firma zbuduje nowoczesne laboratoria i biura. W centrum będzie pracować sześć zespołów badawczych: sterowania i uruchamiania pojazdów, systemów informacyjnych, wzornictwa przemysłowego, napędów elektrycznych, technologii spajania, układów pneumatyki i klimatyzacji. Inżynierowie zajmą się także tworzeniem nowych pociągów metra, elektrycznych zespołów trakcyjnych i tramwajów. Koszt projektu szacowany jest na 6,3 mln zł.

To niejedyny przykład innowacyjnego myślenia firmy, która wydaje rocznie ok. 30 mln zł na działalność badawczo-rozwojową. W 2014 roku Pesa wspólnie z Uniwersytetem Techniczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy otworzyła laboratorium badawcze, które zajmuje się badaniami struktur wielkogabarytowych, czyli nadwozi pojazdów oraz wózków jezdnych. Projekt powstał dzięki wsparciu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. W marcu 2016 r. NCBR przyznało firmie kolejny grant – 24 mln zł na przygotowanie projektu energooszczędnego metra. Całkowita wartość prac jest szacowana na 60 mln zł.

Na wodór i na gaz

Innowacyjne pomysły rodzą się także w firmie Lider Trading, który w halach dawnego zakładu napraw ciężarówek w Solcu Kujawskim produkuje autobusy marki Solbus. Spółka zaliczyła już bankructwo, jednak odrodziła się, i to w pięknym stylu. Jako pierwsza w Europie zaprojektowała i zbudowała w 2010 roku dla Olsztyna autobusy napędzane ciekłym gazem. W 2015 roku dla Częstochowy przygotowała serię 25 hybrydowych pojazdów z napędem gazowym. Niestety, zdarzyła się wpadka, testowy autobus spłonął, a seryjne wymagały poprawy, jednak sukcesywnie wszystkie zostały szybko naprawione i znów są na częstochowskich ulicach. Solbus dostarczył nawet autobus napędzany ogniwem paliwowym. Spalający wodór pojazd trafił do jednego z holenderskich miast. Natomiast odbiorca niemiecki testuje model całkowicie elektryczny.

W 2015 roku przychody firmy doszły do 100 mln zł, a z hal wyjechało 100 autobusów. – Przy niewielkich inwestycjach możemy podwoić produkcję – uważa dyr. marketingu Lider Trading Michał Śliżak.

Kujawski Solbus z Solca Kujawskiego na 200 pracowników zatrudnia 30 inżynierów. Śliżak zauważa, że rosnące wydatki na autobusy napędzane alternatywnymi paliwami zmuszają do rozbudowy działów badawczych. – Inwestujemy przede wszystkim w ludzi, w ich wiedzę i doświadczenie, bo integrujemy rozwiązania specjalistycznych poddostawców – tłumaczy.

Kolorowe samoloty

Ambicje kujawsko-pomorskich firm sięgają także nieba. W Bydgoszczy znajdują się Wojskowe Zakłady Lotnicze Nr 2, które do tej pory specjalizowały się w remontach m.in. myśliwców MiG-29 i Su-22 oraz legendarnych polskich Iskier. Teraz firma, która zatrudnia sześciuset fachowców, chce rozwinąć nowy biznes – usługi dla lotnictwa cywilnego. Będzie malować samoloty pasażerskie.

Katarzyna Stefanowicz z biura rzecznika prasowego spółki informuje, że będzie to drugie ważne źródło przychodów WZL nr 2. Malowanie jednego samolotu to koszt od 50 tys. do 120 tys. dol. Cena zależy od skomplikowania grafiki, liczby kolorów oraz zakresu prac (sam kadłub lub cała maszyna, łącznie ze skrzydłami). Firma będzie w stanie malować dwa–trzy samoloty miesięcznie. – Pierwsze zlecenie zaczniemy realizować już w czerwcu, ale jeszcze nie mogę zdradzić od kogo – zastrzega Stefanowicz. Prace lakiernicze firma będzie prowadzić w nowej hali. – To jedyna tego typu malarnia w Polsce i jedna z najnowocześniejszych w Europie. – WZL nr 2 ma atrakcyjną ofertę także z uwagi na niskie koszty pracy. Jego największym konkurentem będzie zakład w Czechach – uważa dziennikarz Lotnictwa Aviation International Łukasz Pacholski.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora, r.przybylski@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA