Kujawy i Pomorze

Toruń jak Twin Peaks

Marcel Woźniak na miejsce akcji powieści wybrał Toruń, w którym mieszka od 15 lat
Czwarta strona/Łukasz Piecyk
Leon Brodzki z powieści kryminalnych Marcela Woźniaka ma szansę stać się bohaterem na miarę Mocka czy Szackiego z książek Krajewskiego i Miłoszewskiego.

Zaczyna się jak u Davida Lyncha, od martwej nastolatki. Na dodatek o imieniu Laura, ale nie Palmer, tylko Laura Mostowicz. Zamordowana w okrutny sposób bezdomna dziewczyna, która dorastała w domu dziecka, a po opuszczeniu jego murów trafiła na ulicę i szybko zaczęła się staczać. Na dodatek zabita dziewczyna była w zaawansowanej ciąży. Dziecko zdążono jednak uratować, przyszło na świat całe i zdrowe. Gdzie jest ojciec dziecka? Kim jest zabójca Laury Mostowicz i dlaczego prowadzi grę z pięćdziesięcioletnim detektywem Leonem Brodzkim, który w noc uprowadzenia i zabójstwa nastolatki świętował przejście na emeryturę po 30 latach służby w policji kryminalnej. Kto i dlaczego nie pozwala Brodzkiemu cieszyć się spokojną emeryturą?

Z czasem okazuje się, że zabójca domaga się kary za błędy i zaniedbania w sprawie, która była pierwszym śledztwem w karierze Brodzkiego, a która dla sprawcy zakończyła się karą śmierci – ostatnią, jaką wykonano w Polsce w 1988 r.

Od tej pory zaczyna się gra w kotka i myszkę, której stawką jest życie wielu ludzi, bo morderca się nie patyczkuje i bezwzględnie pozbywa się kolejnych świadków i przeszkadzających mu ludzi. Wszystkie zdarzenia zostały precyzyjnie wkomponowane w mapę Torunia przez autora powieściowego dyptyku (a docelowo trylogii) „Powtórka" i „Mgnienie", obydwu wydanych w 2017 r.

Miasto pierników i zbrodni

Dla ścisłości – książki 34-letniego Marcela Woźniaka nie są pierwszymi kryminałami z akcją osadzoną w mieście, z którego wywodził się Mikołaj Kopernik. W 2016 r. Toruń stał się miejscem akcji cyklu powieści sensacyjno-kryminalnych Roberta Małeckiego, który otwiera książka „Najgorsze dopiero nadejdzie". Głównym bohaterem jest dziennikarz lokalnej „Gazety Miejskiej" o imieniu Marek Bener i możemy śledzić jego przygody w kolejnych częściach, druga pod tytułem „Porzuć swój strach" ukazała się w ubiegłym roku.

Małecki z Woźniakiem rywalizują o tytuł najlepszego powieściopisarza toruńskiego, a jednocześnie przyjaźnią się i na kartach swych powieści puszczają do siebie oko, jak choćby wtedy, gdy detektyw Brodzki w „Powtórce" mija się na konferencji prasowej z pismakiem Benerem. Obydwaj pisarze biorą także udział we wspólnych spotkaniach autorskich, jak choćby w listopadzie w domu kultury na zabytkowym toruńskim Dworze Artusa.

Zanim jednak Marcel Woźniak został powieściopisarzem, debiutował jako biograf. W 2016 r. opublikował książkę poświęconą Leopoldowi Tyrmandowi opatrzoną podtytułem „Moja śmierć będzie taka, jak moje życie". Chwilę później sam poszedł w ślady swojego bohatera, słynnego pisarza, felietonisty, a przede wszystkim autora „Złego", i wydał swój pierwszy kryminał.

I chociaż Marcel Woźniak pochodzi z Kwidzyna, gdzie dorastał i chodził do szkoły średniej, to na miejsce akcji swojej fabuły wybrał Toruń, w którym mieszka od 15 lat, a o którym powieściowy Leon Brodzki mówi „miasto pierników, Kopernika i Radia Maryja". Gdzie indziej narrator zwie je także „perłą gotyku" z uwagi na architekturę oraz „miastem aniołów" od skrzydlatej postaci w herbie, która strzeże miejskich bram od XV w., a dokładnie od zakończenia wojny trzynastoletniej z zakonem krzyżackim, którą zamykał drugi pokój toruński w 1466 r. postanawiający o przyłączeniu na powrót m.in. ziemi chełmińskiej z Toruniem do Korony Królestwa Polskiego.

Na miejskim bruku

Detektyw Leon Brodzki zna Toruń na wylot. Nie tylko ten zabytkowy oraz nowoczesny, ale również ten mniej spektakularny, zwłaszcza lewobrzeżną część miasta nazywaną dawniej Podgórzem. Mniej zadbaną, ze słabo rozwiniętą komunikacją i infrastrukturą. Mieszkania tam są tańsze, bo brakuje nadzwyczajnych atrakcji. Nie brak za to korków. Śledczy Brodzki, któremu nie będzie dane odejść na emeryturę, mieszka na Bydgoskim Przedmieściu, w miejscu, gdzie ulica Marii Konopnickiej przechodzi w park Bydgoski. Z kolei jego córka Sara mieszka niecały kilometr dalej na północ w stronę Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, na osiedlu Sztuk Pięknych. Jest na drugim roku grafiki i podobnie jak jej matka Dagmara, która zostawiła policjanta i wyprowadziła się do Darłowa, chce zajmować się w życiu sztuką.

Jak w wielu klasycznych kryminałach życie prywatne Brodzkiego będzie przeplatało się z zawodowym. Zabójca kryjący się pod pseudonimem Heraklit wciągnie w swój zbrodniczy plan nie tylko córkę detektywa, ale też jego ojca – chorującego na demencję Franka Brodzkiego – jakżeby inaczej – również emerytowanego policjanta.

Pięćdziesięcioletni Leon prowadzi śledztwo z pomocą barwnych kolegów: komendanta Halickiego, który musi gasić kolejne pożary wywoływane przez jego podkomendnych, doświadczonego i skorego do bójki sierżanta Jacka Nowaka, któremu młodszy brat – zapalony kibic trzecioligowej Elany Toruń – przysparza nieustannych kłopotów, skrupulatnego żółtodzioba aspiranta Tomasza Żółtki, któremu wpadła w oko córka Leona Brodzkiego, a koniec końców także Henia „Złotówy" – wiekowego taksówkarza, który niczym w serialu „Zmiennicy" każdego wieczora pucuje na błysk swojego – dziś już zabytkowego – fiata 125p. To zresztą postać wzorowana na autentycznym kierowcy taryfy z Torunia, który zmarł kilka lat temu, a o którym powstał film dokumentalny „Taksówkarz".

Śledzimy przygody tej wybuchowej kompanii, która szuka zabójcy po całym Toruniu, a ich interwencje często kończą się awanturami i jeszcze większymi komplikacjami. Zresztą główny bohater, mimo wieku emerytalnego, również miewa gorsze dni. Pomimo pięćdziesiątki na karku Brodzkiemu zdarza się przenocować na toruńskim bruku. Zamiast ciepłego domowego obiadu częściej je zapiekanki z przydworcowych budek i tylko czasem zajrzy do baru mlecznego Małgośka przy ulicy Szczytnej. W jego życiu niewiele jest rzeczy trwałych i pewnych.

Brodzki jak Mock

Marcel Woźniak nie skąpi nam historycznych, kulturowych i architektonicznych szczegółów na temat Torunia. Nigdy jednak nie przesadza z ich ilością, tak że „Powtórka" i „Mgnienie" nie stają się przewodnikami miejskimi z dopisaną na siłę banalną intrygą. Proporcje zostały zachowane. Kiedy narrator opisuje kamienne mury i płynącą wzdłuż nabrzeża Wisłę, w której odbija się czerwona cegła, to wprowadza czytelnika w odpowiedni nastrój gotyckiej starówki.

Stałym punktem orientacyjnym podczas niekończących się eskapad Brodzkiego przez miasto jest wieża Ratusza Staromiejskiego. Górująca nad miastem jak latarnia morska. Jest w opisach miejsce dla zabytkowej architektury, ale też i dla architektonicznych koszmarków, jak na przykład byle jak pobudowanych domków czy może raczej baraków, na Dębowej Górze zwanej przez lokalnych „Ohio".

Jak na początkującego powieściopisarza Marcel Woźniak umiejętnie dobiera gatunkowe składniki. Jest w tym odpowiednia dawka konwencji – choćby w postaci samego Leona Brodzkiego – sporo też nastrojowego klimatu noir, który przenika opisy Torunia. Atutem z pewnością jest też nienachalne poczucie humoru i przemycane gdzieniegdzie społeczno-psychologiczne obserwacje. Jeśli szukalibyśmy porównań z literaturą światową, to w podobnej stylistyce i konwencji utrzymane są najnowsze powieści sensacyjno-kryminalne Stephena Kinga o emerytowanym detektywie Billu Hodgesie. Takie porównanie to komplement dla młodego pisarza, ale zasłużony, bo na tle polskiego powieściopisarstwa gatunkowego dwie książki Marcela Woźniaka prezentują się bardzo przyzwoicie.

Jest w jego prozie sporo świeżości, która objawia się w sarkastycznych komentarzach, zręcznie poprowadzonych dialogach oraz nawiązaniach do popkultury. Trudno na przykład się nie uśmiechnąć, kiedy podczas skandalu w trakcie wernisażu wystawy sztuk pięknych dyrektor placówki jęczy: „No to teraz na pewno odetną nam dotację". Albo gdy policjant zaczyna dyskutować z przesłuchiwanym świadkiem na temat zasadności programu 500+.

Intrygująco zarysowany jest także wątek kibiców i nieustannej wojny pomiędzy Elaną Toruń a Zawiszą Bydgoszcz. Albo też innej wojny kibolskiej w konfiguracji interdyscyplinarnej: piłka nożna kontra żużel, czyli Elana przeciwko Apatorowi Toruń.

Dosyć oryginalny jest także fakt, że Marcel Woźniak nie boi się uśmiercać istotnych postaci drugiego planu. Zwroty akcji i zaskoczenia są autentyczne i nieprzewidywalne. Można to przypisać scenariopisarskiej pasji Woźniaka, która się objawiła jeszcze wcześniej niż pisarska.

„Mgnienie" stanowi bezpośrednią kontynuację „Powtórki" i przedsmak ostatniej części trylogii, która będzie nosić tytuł „Otchłań". Kolejne części są jeszcze bardziej mroczne niż pierwsza. Leon Brodzki coraz mocniej zagłębia się w swój niepokojący wewnętrzny świat. Odzywają się jego lęki, demony, powracają słabości i niezamknięte etapy z przeszłości. Tym bardziej że sprawa coraz silniej dotyczy jego rodziny. Jeśli Marcel Woźniak utrzyma w kolejnych książkach dotychczasowy poziom, to będzie można powiedzieć, że Toruń doczekał się wreszcie bohatera kulturowego na miarę Teodora Szackiego z cyklu kryminalnego Zygmunta Miłoszewskiego czy wykreowanego przez Marka Krajewskiego komisarza Eberharda Mocka z przedwojennego Wrocławia. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL