Małopolska

Przedsionek Tatr

Maciej Nowak
Fotorzepa / Gardziński Robert
W Małopolsce praktycznie w każdej miejscowości można znaleźć jakieś miejsce wyjątkowe, z tradycją, historią i niepowtarzalnym klimatem. Żeby nie szukać daleko – zwróćmy uwagę na Dworzec Autobusowy w Zakopanem.

Parafrazując jedną z piosenek, można stwierdzić: „na pozór nic nie było w nim". Ot, kilka budynków, rondo, zgiełk podróżny i dużo ludzi. Ale jednak jest inaczej.

Po pierwsze, zwłaszcza w godzinach porannych, w miejscu tym aż roi się od turystów wybierających się na dłuższe tatrzańskie wędrówki. Tych „prawdziwych" turystów, z plecakami, ubraniami na każdą pogodę i przynajmniej podstawową znajomością gór. W różnym wieku, ale o wspólnych cechach. Wystarczy jeden rzut oka, żeby stwierdzić, kto jak ambitne wyprawy danego dnia planuje. Im późniejsza godzina, tym bardziej teren zajmują turyści niedzielni, lubujący się w pytaniach w rodzaju, czy daleko nad Morskie Oko i czy jest tam jakaś restauracja. Ale w godzinach porannych jest zupełnie inaczej. Po drugie, mekką tychże turystów jest bar Fis – prawie żywcem wyjęty z PRL. Zdaje się, że wciąż można tam dostać kawę w szklance. I w żadnym razie nie piszę tego złośliwie. Czasami różne knajpy specjalnie stylizują się na PRL-owskie, a inne poprzez zaniechania i bałaganiarstwo budzą skojarzenia ze starymi czasami. Tak nie jest z barem Fis. Tutaj wszystko działa sprawnie, aczkolwiek turyści przed wyjazdem w góry mogą się dostosować do specyficznego klimatu, takiej zapowiedzi surowości gór.

Po wypiciu kawy i konsumpcji upolowanej przed barem drożdżówki (a kolejki do drożdżówek bywają w okolicach dworca bardzo długie, można w nich stać ładne pół godziny), gdy wyjdziemy z baru, od razu usłyszymy typowy góralski krzyk: „Morskie Oko – Łysa Polana, Dolina Chochołowska, Kościeliska – Kiry"... To kierowcy busów naganiają swoich klientów. I to naganianie też można polubić, przywyknąć do niego, traktując jako naturalny zakopiański element. Dworzec to główny punkt wypadowy do każdego ważniejszego tatrzańskiego miejsca. Więcej: można znaleźć również bus wyjeżdżający w różne inne miejsca, na Słowację czy na tatrzańskie baseny. To zresztą jest plusem Podhala: odnajdą się w nim nie tylko prawdziwi górscy turyści, o których była mowa powyżej, ale wszyscy, nawet ci nieszczęśnicy, którzy prawie nigdy w wyższych partiach nad poziomem morza nie byli. Można wybierać w nieskończoność. A centrum owego wyboru stanowi właśnie autobusowy dworzec.

Słowem, nie ma żadnych wątpliwości: ten, kto kocha Tatry, pokocha też pewien chaos, gwar i specyfikę przedstawionego wyżej miejsca. Bez zakopiańskiego dworca Tatry są jakieś niepełne...

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL