fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Sieć szpitali - lekarze stracą pracę a kolejki na zabiegi będą dłuższe

Fotolia.com
Leczący się w szpitalach i oddziałach, które nie weszły do sieci szpitali, poczekają na zabieg jeszcze dłużej. Część medyków pozostanie bez zatrudnienia.

Choć sieć objęła niemal wszystkie placówki publiczne, wiele z nich straci finansowanie kluczowych oddziałów.

Dla załogi oznacza to zwolnienia, a dla pacjentów – utratę miejsca w kolejce do planowego zabiegu. A ponieważ z sieci wypadają głównie oddziały specjalistyczne – ortopedyczne czy okulistyczne, może to wydłużyć kolejki, które już dziś są rekordowe – do operacji zaćmy i endoprotezoplastyki stawu biodrowego.

Płońsk się odwoła

Zgodnie z listami, które wczoraj opublikowały oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ), do sieci nie zakwalifikowało się 319 spośród wszystkich 912 szpitali, które dotychczas miały kontrakt z NFZ. Łącznie blisko 7,9 tys. łóżek z ponad 153 tys. wszystkich. Jednak wbrew zapewnieniom urzędników z sieci wypadły nie tylko łóżka w prywatnych szpitalach jednodniowych i oddziałach szpitali publicznych nieistotnych z punktu widzenia potrzeb zdrowotnych mieszkańców. Wiele z nich to jedyne w promieniu wielu kilometrów oddziały ortopedyczne, okulistyczne czy kardiologiczne.

Na Mazowszu Samodzielny Publiczny Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej (SPZZOZ) w Płońsku zakwalifikowano do I poziomu sieci. Ten gwarantuje placówce środki publiczne dla trzech oddziałów – chorób wewnętrznych, chirurgii ogólnej, anestezjologii i intensywnej terapii i chorób wewnętrznych, który może także wykonywać świadczenia z zakresu reumatologii i kardiologii. – Tyle że dziś funkcjonują u nas jako odrębne oddziały – mówi Paweł Obermeyer, dyrektor naczelny szpitala w Płońsku. I zapowiada odwołanie się od decyzji dyrektora mazowieckiego NFZ. Liczy, że szef Funduszu zakwalifikuje placówkę na II poziom, tym bardziej że już dziś częściowo spełnia kryteria – ma trzy oddziały specjalistyczne wymagane w ustawie (reumatologię, kardiologię oraz ortopedię i traumatologię, ale kontrakt, który miał na nie podpisany z NFZ, jest za mały). Paweł Obermeyer nie chce być grabarzem oddziałów, które kilkanaście lat temu sam otwierał. – Reumatologia i kardiologia mogłyby funkcjonować jako pododdziały interny, ale każdy z nich ma ordynatora, oddziałową i osobny personel. Część osób musiałaby stracić pracę – dodaje Paweł Obermeyer. Obawia się też, że trzech warszawskich kardiologów, których ściągnął do pracy pół roku temu, może nie zechcieć pracować na oddziale wewnętrznym. Przyjmowali się przecież na kardiologię.

Pomorze już odpuszcza

Jeszcze większe kłopoty mają placówki prywatne, które w większości z sieci wypadły w całości. W województwie pomorskim na liście zabrakło dwóch placówek Pomorskich Centrów Kardiologicznych (PCK), z których każde rocznie ma po 1500 pacjentów i kontrakt na 10 mln zł. Prezes spółki, dr Radosław Targoński, przyznaje, że nie zamierza odwoływać się od decyzji. Nie wie też, czy możliwy będzie start w lipcowym konkursie dla szpitali spoza sieci. – Istnieje ryzyko, że wkrótce stracimy rację bytu na Pomorzu. Wojewódzki oddział NFZ wywiera nieformalne naciski na szpitale wynajmujące nam pomieszczenia, aby wypowiedziały umowy i starały się przejąć naszą działalność. Zapewne liczą też na przejęcie pracowników, których po odcięciu finansowania będziemy musieli zwolnić, oraz odkupienie sprzętu po okazyjnych cenach – mówi Radosław Targoński.

Dodaje, że uznaniowość decyzji urzędników sprawia, że prywatne placówki istniejące na rynku od wielu lat mogą przestać działać praktycznie z dnia na dzień. Podobnie jak wielu szefów szpitali uważa, że kryteria kwalifikacji do sieci nie są do końca jasne. – Jesteśmy co prawda jednostką monoprofilową, co znacznie utrudnia spełnienie wymagań, ale jednocześnie wiele podobnie wyspecjalizowanych podmiotów dostało się do sieci na podstawie decyzji indywidualnych – mówi.

Mariusz Szymański, rzecznik pomorskiego NFZ, zapewnia, że podczas prac nad tworzeniem sieci szpitali NFZ działał zgodnie z przepisami.

Szansą dla placówek takich jak PCK są konkursy, które oddziały wojewódzkie ogłoszą do połowy lipca. Szpitale – również te, które już zostały zakwalifikowane do sieci – powalczą w nich o 7 proc. dotychczasowego budżetu NFZ na hospitalizację. Jednak z nieoficjalnych informacji wynika, że bez zwiększenia planu finansowego NFZ może nie wystarczyć pieniędzy na dodatkowe kontraktowanie. Efekt? Wydłużanie się kolejek do zabiegów planowych, szczególnie tych, które już dziś są długie. Eksperci nie podejmują się prognozowania, o ile dłużej poczekamy na operację zaćmy (dziś 22 miesiące) i endoprotezoplastykę stawu biodrowego (obecnie 43 miesiące).

8 tys. łóżek szpitalnych nie zakwalifikowało się do sieci

OPINIA

Marcin Pakulski, były prezes Narodowego Funduszu Zdrowia

Błędem jest, że do sieci nie weszły autonomiczne, supernowoczesne oddziały kardiologii inwazyjnej prowadzone przez prywatne podmioty. JTylko dlatego, że nie miały kontraktu z NFZ na izbę przyjęć. Leczenie interwencyjne w zawałach, zwłaszcza w ośrodkach peryferyjnych, oparte było na placówkach niepublicznych, które leczą około 60 proc. ostrych zespołów wieńcowych. Tymczasem skuteczność leczenia zawału zależy od maksymalnego skrócenia czasu od zawału do interwencji kardiologicznej. Ministerstwo wylewa dziecko z kąpielą – robi na złość przedsiębiorcom, zwiększając ryzyko ograniczenia świadczeń ratujących życie.

Adam Twarowski, radca prawny, były dyrektor mazowieckiego oddziału NFZ, ekspert Uczelni Łazarskiego

NFZ stanie przed trudnym zadaniem, a będzie nim zapewnienie dostępności świadczeń dla tych pacjentów, którzy stracą miejsca w kolejkach do zabiegów w szpitalach, które nie weszły do sieci. Będą więc musieli szukać pomocy w placówkach z sieci, mających gwarancję finansowania. To sprawi, że kolejki szpitali z sieci się wydłużą, bo placówki te nie mogą liczyć na dodatkowe środki publiczne. Finansowane będą ryczałtem, nie większym niż zawarty w rozporządzeniu określającym ryczałt na pierwszy okres rozliczeniowy, obliczony na podstawie finansowania świadczeń z 2015 r.

Marek Wójcik, ekspert Związku Miast Polskich

Najważniejsze będzie, jakie placówki dostaną kontrakty w konkursach, które NFZ ma rozpisać do połowy lipca na 7 proc. środków przeznaczonych na hospitalizację. Rozporządzenia do ustawy o sieci szpitali pozwalają bowiem dyrektorom wojewódzkich oddziałów NFZ decydować o zasięgu terytorialnym konkursów. Mogą je ogłosić na powiat, grupę powiatów i całe województwo. Oczywiste jest, że większe szanse małe szpitale będą miały w konkursie obejmującym powiat, zwłaszcza że często są jedynym szpitalem. Mam nadzieję, że najbliższe trzy miesiące do czasu wejścia sieci rządzący wykorzystają na korektę wysokości ryczałtów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA