fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Brakuje ludzi do szczepień na koronawirusa obłożnie chorych w domach

Szczepienie
Szczepienie
AdobeStock
Nie opłaca się organizować mobilnych ekip szczepiących tych, którzy nie mogą opuścić domu.

Od ponad tygodnia pan Jan próbuje umówić szczepienie w domu dla swojej 91-letniej matki:

– Mama jest słaba. Zejście po schodach jest ponad jej siły. Dlatego postanowiłem wezwać lekarzy do domu, a przy okazji do pięciorga innych seniorów mieszkających w jej warszawskiej kamienicy. Wszędzie słyszałem, że przychodnie nie dojeżdżają do domu. A przecież Narodowy Program Szczepień zakładał, że każdy punkt szczepień będzie dysponował zespołem mobilnym, który dojedzie do niepełnosprawnych – denerwuje się pan Jan.

Dojazdy na miejsce to fikcja

Podobne problemy zgłaszają rodziny z całej Polski. Na infolinii słyszą, że kolejne punkty nie dysponują zespołami mobilnymi albo że zespoły są zajęte. I że mogą zwrócić się do jednostek samorządowych, które, zgodnie z uzasadnieniem zarządzenia prezesa NFZ z 21 stycznia 2021 r., „mogą realizować i rozliczać transport osób mających trudności w samodzielnym dotarciu do punktów szczepień".

Pomoc w dowiezieniu na szczepienie oferują m.in. władze Warszawy, Gdańska czy Krakowa. W Warszawie seniorzy mogą dojechać do punktu w Szpitalu Narodowym specjalną linią autobusową 902. Osoby niepełnosprawne mogą zaś skorzystać z transportu specjalistycznego.

Jest kłopot, bo wielu obłożnie chorych i niepełnosprawnych nie może opuścić własnego lokum ze względu na konieczność podłączenia np. do aparatów tlenowych czy całkowite unieruchomienie. Ci są skazani na zespoły mobilne, których brakuje.

Dlaczego? Małe przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) już przy podpisywaniu umów zastrzegły, że nie są w stanie jednocześnie dojeżdżać do chorych. Dlatego 21 stycznia zmieniono w zarządzeniu wymóg takich dojazdów na możliwość. Z tej alternatywy skorzystały jednak także duże szpitale.

– Podpisując umowę na wykonywanie szczepień, od razu zaznaczyliśmy, że nie udostępnimy zespołów mobilnych. W czasie gdy zespół wymazowy dojedzie na drugi koniec miasta, w szpitalu jesteśmy w stanie zaszczepić 50 osób. Przećwiczyliśmy to na przykładzie mobilnych punktów wymazowych – mówi Marcin Jędrychowski, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Dodaje, że racjonalizuje zasoby szpitala i nie może dysponować personelu do szczepienia osób, które i tak nie wychodzą z domów, przez co są znacznie mniej narażone na zakażenie. – W interesie nas wszystkich jest, by zaszczepić jak najwięcej seniorów, którzy są aktywni zawodowo lub na co dzień opiekują się wnukami – tłumaczy Marcin Jędrychowski.

Zarządzany przez niego szpital w dwóch punktach szczepi 4 tys. osób tygodniowo.

Dyrektor szpitala powiatowego na Mazowszu, w którym znajduje się punkt szczepień, zauważa, że powodów niechęci do organizacji punktów mobilnych jest znacznie więcej:

– Przede wszystkim nie wiemy, ile osób wymagałoby szczepienia w domu. Takie dane powinni mieć lekarze POZ, ale z jakichś powodów ich nam nie udostępniają. Oni też powinni wystawić zaświadczenie o braku możliwości samodzielnego dotarcia do punktu szczepień. A jeśli mamy szczepić w domach na zasadzie: o godz. 16.30 w Mławie, a o godz. 18.30 w Ciechanowie, to nam się to kompletnie nie opłaca. Nie tylko jako szpitalowi, ale jako państwu – zauważa dyrektor.

Radzą zgłaszać

Dlatego NFZ postanowił rozpisać drugi konkurs ofert na szczepienia mobilne. Termin ich zgłaszania upłynął w środę. Tym razem chętnych miało być więcej.

Rzecznik NFZ Sylwia Wąddrzyk zapewnia, że za szczepienie w domu odpowiedzialne są punkty szczepień.

– W razie odmowy prosimy o kontakt z oddziałem wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia, w każdym wypadku wyjaśnimy taką sytuację – zapewnia.

OPINIA

Marek Wójcik , ekspert Związku Miast Polskich, członek Rady Małopolskiego Oddziału

Gdy w pierwszym naborze mobilny zespół był warunkiem zgody na utworzenie punktu szczepień, zgłosiło się tylko tysiąc chętnych w całej Polsce. W drugim naborze ten wymóg zniknął i chętnych było siedem tysięcy. W praktyce zespołów mobilnych nie ma w ogóle. W kilku województwach punkty mobilne utworzyli w sami wojewodowie, m.in. pomorski, ale dwa czy nawet trzy zespoły mobilne na województwo nie zmieniają wiele w sytuacji osób obłożnie chorych i niepełnosprawnych. Dlatego, na prośbę strony samorządowej, NFZ rozpisał osobny konkurs na mobilny zespół szczepień. Zależało nam na tym, by w każdym powiecie był przynajmniej jeden taki zespół, a w mieście jeden zespół przypadał na trzy dzielnice, co zagwarantuje dostępność dla pacjentów. Z naszych analiz wynika, że w dużych miastach takich osób jest po kilkaset.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA