fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

Pierwszym objawem cukrzycy może być zawał

Adobe Stock
Pół miliona Polaków nie wie, że ma cukrzycę, a znacznie więcej nie jest świadomych, że choroba niszczy ich serce. Dowiadują się o tym często dopiero na oddziale kardiologii.

Pan Paweł ma 58 lat, a czuje się tak, jakby miał 90. Nie może przejść stu metrów bez zadyszki i zatrzymywania się. - Mój wnuk nie rozumie, dlaczego nie mogę pograć z nim w piłkę. Tłumaczę mu, że mam słabe serce, które nie pracuje tak, jak powinno, i nie mam siły biegać – opowiada.  Rok temu przeszedł zwał, kolejny, i od tego momentu choruje na niewydolność serca. O tym, że do tak poważnych problemów doprowadziła cukrzyca, dowiedział się cztery lata wcześniej, kiedy znalazł się w szpitalu po pierwszym zawale. 

To, że u osób chorych na cukrzycę choroby sercowo-naczyniowe pojawiają się częściej i wcześniej niż u ludzi zdrowych, jest wiadome lekarzom od dawna, ale wśród pacjentów nie jest to wiedza powszechna. Pani Krystyna, która wie, że choruje, i od 13 lat leczy cukrzycę, o ryzyku powikłań kardiologicznych przekonała się dopiero wtedy, gdy sama ich doświadczyła.

- U diabetologa byłam mniej więcej raz w roku. Wydawało mi się, że sytuacja jest opanowana. Kiedy z powodu ostrego bólu w klatce piersiowej  trafiłam do szpitala, powiedziano mi, że to był atak dusznicy bolesnej, że mam miażdżycę,  moje tętnice wieńcowe są częściowo zatkane,  grozi mi zawał i udar – relacjonuje emerytowana nauczycielka. Ona również dopiero od  kardiologa dowiedziała się, że wysoki poziom cukru uszkadza naczynia, przez co szybciej rozwija się miażdżyca i tak naprawdę to już w momencie rozpoznania cukrzycy powinna być traktowana jak pacjentka kardiologiczna.

- W Polsce około pół miliona osób nie wie, że jest chorych na cukrzycę. Mamy zarejestrowanych 2,5 miliona pacjentów, którzy są leczeni.  Reszta nie jest świadoma choroby, głównie dlatego, że mają niewiele podwyższony poziom cukru we krwi i w żaden sposób tego nie odczuwają. Tymczasem nawet niewielkie przekroczenie dopuszczalnych wartości już wpływa destrukcyjnie na organizm, powoduje uszkodzenie narządowe, m.in. miażdżycę i zawał – mówi  prof. Krzysztof Strojek, konsultant krajowy w dziedzinie diabetologii, kierownik Oddziału Klinicznego Chorób Wewnętrznych, Diabetologii i Schorzeń Kardiometabolicznych Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

W Polsce nawet do 30 proc chorych ostrym zespołem wieńcowym, dopiero w chwili zawału dowiaduje się, że ma cukrzycę. 

To choroba naczyń

-  Cukrzyca typu 2 oznacza nie tylko podwyższony poziom cukru we krwi, ale  złożone zaburzenia przemiany materii, które prowadzą przede wszystkim do rozwoju miażdżycy. Poza poziomem cukru,  pogarszają się parametry gospodarki lipidowej, rośnie poziom cholesterolu i ciśnienie tętnicze krwi – wyjaśnia prof. Krzysztof Strojek.

Nadmiar glukozy we krwi nasila w organizmie procesy zapalne, w wyniku których narasta blaszka miażdżycowa. To prowadzi do stopniowego zwężania się średnicy naczyń krwionośnych. Przepływ krwi wraz z tlenem i substancjami odżywczymi jest utrudniony, co z czasem prowadzi do choroby niedokrwiennej serca. Sytuacja jest tym bardziej niebezpieczna, że jak zwracają uwagę specjaliści, blaszki miażdżycowe u diabetyków są niestabilne, łatwo się łamią i odrywają. Oznacza to, że spośród dwóch chorych dotkniętych miażdżycą zagrożenie zawałem lub udarem jest większe u osoby, która ma również cukrzycę.

Skala ryzyka

Problem kardiologicznych powikłań cukrzycy dotyczy nawet 6 mln Polaków. Wśród nich są 3 miliony osób z już rozwinięta cukrzycą – świadomych i nieświadomych choroby,  a kolejne 3 miliony ma tzw. stan przedcukrzycowy, który nie tylko szybko może przejść w pełnoobjawową chorobę, ale też sam w sobie stanowi zagrożenie dla serca.

– Zarówno w przypadku diabetyków, jak i osób bez cukrzycy można, zaobserwować trend obniżania się śmiertelności z powodu chorób sercowo naczyniowych -  mówi prof. Krzysztof Strojek.  Chociaż te krzywe przebiegają równolegle, to  - jak podkreśla – chorzy na cukrzycę  „górują” pod względem ilości powikłań sercowo-naczyniowych nad osobami bez cukrzycy.

Szacuje się, że z powodu chorób krążenia umiera nawet 80 proc. cukrzyków, a sześćdziesięciolatek z cukrzycą i po zawale żyje o 12 lat krócej od zdrowego rówieśnika. To o sześć lat mniej niż cukrzyk, który zawału jeszcze nie przeszedł. Prawdopodobieństwo, że go dostanie jest jednak aż pięciokrotnie większe niż u człowieka zdrowego.

– Po dziesięciu latach cukrzycy typu 2 ok. 19 proc. pacjentów, czyli co siódmy, rozwija świeży zawał serca. A wśród chorych, którzy trafiają do szpitala z powodu ostrego zespołu wieńcowego, dwie trzecie ma zaburzenia tolerancji glukozy – czy to cukrzycę, czy stan przedcukrzycowy. To w obydwu przypadkach bardzo znaczący odsetek – podkreśla prof. Krzysztof Strojek.

 

 

 

Diabetyk: pacjent kardiologiczny

Diabetolodzy i kardiolodzy coraz głośniej mówią  o konieczności zmiany podejścia do leczenia cukrzycy.  Podczas listopadowego Diabetes CEE Expert Forum (Forum Ekspertów Diabetologicznych Europy Środkowo-Wschodniej) podkreślali, że musi być ona traktowana jako wyzwanie interdyscyplinarne, łączące wiedzę i doświadczenia z diabetologii, kardiologii i interny, a głównym celem terapii powinno być zapobieganie groźnym powikłaniom.

Utrzymywanie poziomu cukru we krwi na odpowiednim poziomie to bardzo istotny ale nie jedyny element terapii. Równie ważne zdaniem ekspertów jest skuteczne leczenie dyslipidemii, uzyskanie prawidłowych wartości ciśnienia krwi i  nowoczesne leczenie o działaniu kardioprotekcyjnym, czyli chroniącym serce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA