fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Dominik Wolski. Szef Bolta w Polsce: Za rok chcemy wyprzedzić Ubera

mat. pras.
Musimy dostosować się m.in. do wymogów związanych z odpowiednim wyposażeniem aut, obowiązku posiadania taksometrów i kas fiskalnych w formie aplikacji czy z licencjami dla kierowców. Przez nowe przepisy może odejść część kierowców – przyznaje Dominik Wolski, country manager na Polskę w firmie Bolt.

W styczniu wejdzie w życie ustawa o transporcie, która z jednej strony sprawi, że aplikacje przewozowe staną się legalne, a z drugiej, że model biznesowy takich firm jak Bolt czy Uber legnie w gruzach. Kierowcy w praktyce staną się bowiem taksówkarzami. To duży problem dla waszej firmy?

Nie ma co ukrywać, że nowa ustawa jest dla nas wyzwaniem. Musimy dostosować się m.in. do wymogów związanych z odpowiednim wyposażeniem aut, obowiązku posiadania taksometrów i kas fiskalnych w formie aplikacji czy z licencjami dla kierowców. Jak łatwo sobie wyobrazić, w skali 29 miast w całej Polsce, w których działamy, i kilkudziesięciu tysięcy kierowców, którzy z nami współpracują, nie jest to proste zadanie.

Obecnie skupiamy się na współpracy z poszczególnymi miastami. Rozmawiamy z wydziałami odpowiedzialnymi za wydawanie nowych licencji, bo chcemy mieć jasność, czy urzędy mają przygotowane procedury pod nowe wymogi, a także jak im pomóc i jakie informacje przekazać kierowcom, by cały proces przebiegał w możliwie prosty i szybki sposób. Teraz każdy ze współpracujących z nami kierowców będzie musiał być licencjonowanym taksówkarzem. Zmiany dotyczą wszystkich stron i nie mam poczucia, że wiedzą, co to oznacza. Musimy się do tego dobrze przygotować.

Czy te regulacje sprawią, że spora część kierowców zrezygnuje ze współpracy?

Spodziewamy się tego. Dla niektórych jazda z aplikacją według nowych zasad przestanie być atrakcyjna. Mam tu na myśli przede wszystkim tych, dla których współpraca z aplikacją była formą dodatkowego zarobku i nie traktowali świadczenia usług przewozowych jako głównego źródła dochodu. Muszę jednak wyraźnie zaznaczyć, że współpracującym z nami kierowcom oferujemy pełne wsparcie w procesie dostosowania się do nowych wymogów. Chcemy, by nasze auta w standardzie były oznakowane. Zdajemy sobie sprawę, że oklejenie pojazdu naszego partnera, który na co dzień wykorzystuje samochód do celów prywatnych, nie jest najlepszym pomysłem. Dlatego chcemy korzystać z oznakowania magnetycznego, łatwego w demontażu.

Polska jest dla nas rynkiem numer 1 w Europie, żadna inna aplikacja nie operuje w naszym kraju na taką skalę

Czyli cały ciężar finansowy zmiany przepisów bierzecie na siebie?

Jesteśmy najszybciej rozwijającą się europejską aplikacją ride-hailingową. Polska jest dla nas rynkiem numer 1 w Europie, żadna inna aplikacja nie operuje w naszym kraju na taką skalę. Naszą misją jest zapewnienie jak najszerszej grupie osób dostępu do nowych technologii i sprawnego, bezpiecznego transportu. Taka rola zobowiązuje, liczymy się zatem z kosztami i inwestycjami – zależy nam na tym, by przejście przez nowe procedury było dla kierowców i urzędów jak najprostsze. A w praktyce chodzi o to, aby finalnie użytkownik, który korzysta z naszej aplikacji i przejazdów, po Nowym Roku nie odczuł żadnej różnicy. Przede wszystkim, by nie musiał dłużej niż dotąd czekać na zamówiony samochód. Dla nas to jeden z kluczowych wskaźników. Usługa musi być nie tylko atrakcyjna cenowo, ale również przystępna i dostępna. W Warszawie czas oczekiwania to dziś średnio poniżej trzech minut.

Sądzi pan, że ustawa zakończy wojnę z taksówkarzami?

Tak, na to liczę. My tej wojny nigdy nie chcieliśmy. Od dawna wyciągamy rękę do taksówkarzy. Jesteśmy otwarci na współpracę z nimi. Rynek przewozu osób zmienia się, chcielibyśmy, aby taksówkarze zmieniali go we współpracy z nami. Już widzimy zresztą, że część taksówkarzy zaczyna korzystać z naszej aplikacji. To rozwiązanie jest wygodne i korzystne dla kierowców, bo stanowi dla nich dodatkowe źródło zleceń.

Kilka miesięcy temu poprzedni country manager firmy Bolt zapowiadał, że już niedługo wyprzedzicie swojego największego konkurenta
– Ubera. To realne?

Oczywiście, do tego dążymy. Zawsze chcemy być numerem 1. Zapewne nie stanie się to jeszcze w tym roku, ale chciałbym, żeby stało się to realne do końca przyszłego roku. Zresztą pod względem liczby miast, w których działamy, już jesteśmy liderem. Jeśli chodzi zaś o liczbę pasażerów, których obsługujemy, już dawno przekroczyliśmy magiczną liczbę 1 mln. Dynamicznie się rozwijamy, choć proszę pamiętać, że za naszymi rywalami, jak Uber czy FreeNow, stoją o wiele większe pieniądze. Patrzymy daleko w przód, o czym może świadczyć fakt, że wspólnie z uniwersytetem w Tartu rozpoczynamy prace nad autonomicznym samochodem. Nie ma wątpliwości, że tego typu pojazdy będą przyszłością transportu.

Czy Bolt w Polsce jest rentowny?

Nad Wisłą wciąż inwestujemy i to mocno. Widzimy tu duży potencjał wzrostu.

To może zapytam inaczej: kiedy spodziewacie się, że biznes będzie rentowny?

Na razie nie planujemy tego w ten sposób. W Warszawie jesteśmy już na plusie, natomiast wszystkie pozostałe miasta wymagają od nas dodatkowych nakładów. Rozwijamy się bardzo szybko. Tylko w I połowie br. nasze usługi uruchomiliśmy w 20 nowych lokalizacjach. Teraz jesteśmy w każdym mieście powyżej 100 tys. mieszkańców. Ale na tym nie poprzestajemy. Uważamy, że jest sens, by wejść do mniejszych miejscowości. Mamy już zmapowanych około 30–50 kolejnych lokalizacji, w których widzimy perspektywy rozwoju. Na razie nie chcę mówić, kiedy Bolt pojawi się w kolejnych miastach. Skupiamy się w tej chwili na rozwinięciu usług tam, gdzie weszliśmy w tym roku. Poza tym mamy bardzo ambitne plany rozwoju kolejnych usług.

Chodzi o dostawy jedzenia?

Tak, choć nie tylko. Zamierzamy też uruchomić sieć wynajmu elektrycznych hulajnóg na minuty. Testy usługi dostawy posiłków ruszyły już w Estonii. Na razie nie wiem, kiedy pojawi się ona w Polsce. Chciałbym, aby stało się to w przyszłym roku, jednakże na jakiekolwiek deklaracje w tym względzie jest zbyt wcześnie. Dostawca będzie miał swobodę w zakresie środka lokomocji, tzn. dowiezie klientowi zamówiony posiłek zarówno samochodem, rowerem czy skuterem, jak i nawet na hulajnodze.

W Polsce mamy już grubo ponad 7 tys. e-hulajnóg wypożyczanych na minuty i w sumie kilkunastu operatorów sieci ich najmu. Czy rynek nie jest już nasycony?

Jeszcze nie, choć dynamicznie się nasyca. Bardzo uważnie analizujemy, jak to wygląda w poszczególnych miastach. Plan jest taki, by w kilku już na wiosnę 2020 r. uruchomić taką usługę. Nie mamy jeszcze konkretnych liczb i lokalizacji. Z pewnością interesuje nas Warszawa. W tak dużym mieście moglibyśmy zaoferować kilka tysięcy hulajnóg, zaś w tych mniejszych miejscowościach – kilkaset. Zamierzamy stać się jednym z wiodących graczy na tym rynku.

Po co wam hulajnogi?

Z badań UFG z lipca tego roku wynika, że już w tej chwili z tej formy transportu osobistego korzysta 10 proc. Polaków. Pokochaliśmy hulajnogi jako środek transportu. Poza tym spodziewamy się efektu synergii naszych usług, z którym mieliśmy do czynienia już w Tallinie.

To znaczy?

W Estonii, z której wywodzi się nasz startup, z poziomu jednej aplikacji Bolt można zamówić i hulajnogę, i samochód. Gdy uruchomiliśmy usługę najmu jednośladów, dotarliśmy w Tallinie do zupełnie nowej grupy użytkowników, którzy wcześniej nie korzystali z naszych przewozów samochodami. Teraz zaczęli to jednak robić. Efekt synergii przyniósł więc wymierne korzyści.

Hulajnogi napędziły nowych klientów do podstawowego biznesu. Tak samo będzie w Polsce?

Chcielibyśmy tu uzyskać podobny efekt.

CV

Dominik Wolski od paru tygodni kieruje firmą Bolt w Polsce. Spółka wcześniej funkcjonowała pod nazwą Taxify. Wolski dotąd był dyrektorem ds. operacyjnych w tej estońskiej aplikacji pośredniczącej w przewozie osób. Ukończył business management na Uniwersytecie Łódzkim. Doświadczenie zdobywał m.in w branży finansowej, współpracując z Cypryjskimi Firmami Inwestycyjnymi (CIF).
Źródło: cyfrowa.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA