fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Transgraniczny e-handel trafia na wiele barier

Fotorzepa, Robert Gardziński
Kupujemy przede wszystkim w krajowych sklepach. Ledwie 10 proc. zakupów dokonujemy za granicą – mówi prezes Instytutu Pocztowego Krzysztof Piskorski.

Rz: Mówi się, że e-handel transgraniczny będzie motorem napędowym rynku KEP. W którym miejscu rozwoju tego sektora, tzw. cross-border, jesteśmy?

Krzysztof Piskorski: Biorąc pod uwagę stosunkowo niewielką skalę zakupów oraz dominację kilku firm, które obsługują największe zagraniczne sklepy internetowe, wpływ handlu cross-border na cały rynek jest bardzo ograniczony. Dziś największe korzyści czerpie z tego tytułu DHL, który obsługuje przesyłki Amazon.de oraz Zalando. Jedynie 7 proc. polskich sklepów sprzedaje swoje produkty za granicę, co nie dziwi, zważywszy że przytłaczająca większość z nich zajmuje się dystrybucją produktów sprowadzanych z zagranicy. To niewątpliwie szansa dla polskich producentów, którzy mogą w ten sposób coraz łatwiej sprzedawać swoje towary zagranicznym konsumentom.

Ile i gdzie Polacy kupują online za granicą?

Kupujemy przede wszystkim w krajowych sklepach. Ledwie 10 proc. zakupów dokonujemy za granicą. Aliexpress jest obecnie najchętniej odwiedzanym przez Polaków zagranicznym e-sklepem. Co miesiąc zagląda do niego 4–5 mln z nas.

Co hamuje rozwój sektora cross-border?

Kupując za granicą, musimy mieć świadomość konieczności uiszczenia dodatkowych opłat. Pierwszą jest cło. Robiąc zakupy w dowolnym sklepie internetowym w UE, czy to będzie Amazon.de, czy Zalando, jesteśmy z niego zwolnieni, ponieważ Unia stanowi jednolity obszar celny. Zamawiając produkty z Chin, od towarów o wartości powyżej 150 euro naliczane jest cło. Nie dotyczy to perfum i wód toaletowych, napojów alkoholowych czy tytoniu, które muszą być oclone w każdym wypadku. VAT to kolejna opłata, jaką przyjdzie nam uiścić, robiąc zakupy za granicą. Kupując w sklepie w UE, płacimy tylko różnicę w wysokości VAT między krajem sprzedaży a Polską. Na przykład elektronika w Niemczech obłożona jest 19-proc. podatkiem, a w Polsce 23 proc. Z zakupami w Azji sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jeżeli kupujemy produkty o wartości nieprzekraczającej 22 euro, przesyłki pochodzące z Chin są zwolnione z VAT. Jeżeli sprzedający na deklaracji celnej oznaczy taką paczkę jako „gift", jej wartość zwolniona z podatku VAT wzrasta do 45 euro.

Ale barier dla rozwoju cross-border w Polsce jest więcej, jak choćby brak wystarczającej znajomości języka obcego, niechęć przed płaceniem kartą kredytową przez internet (korzysta z nich tylko 21 proc. polskich internautów – red.), wysokie koszty dostawy czy problem ze zwrotem towaru i koszt przewalutowania transakcji przez operatora karty.

Jakie znaczenie dla polskiego rynku będzie mieć w tym kontekście Jedwabny Szlak?

Odcinek lądowy szlaku stanowią połączenia kolejowe, które biegną przez Kazachstan, Rosję, Białoruś i Polskę. Transport tą trasą nie jest łatwy ze względu na ogromną odległość, konieczność przekraczania granic kilku państw i różne systemy kolejowe, wymagające przeładunku kontenerów. Zaletą jest jednak znaczne skrócenie czasu transportu, który wynosi 12–16 dni względem 50–60 dni drogą morską. Transport kolejowy nigdy nie będzie tańszy od morskiego, ale jest już sporo tańszy od lotniczego cargo. To sprawia, że będzie atrakcyjny dla grupy towarów, gdzie czas dostawy ma istotne znaczenie. Nasz region Europy, a szczególnie Polska, może odegrać w tym wypadku ważną rolę bramy prowadzącej do Europy Zachodniej. Tylko Poczta Polska podawała, że w ostatnich miesiącach 2017 r. przesyłek z Chin było ponad 0,5 mln, a dynamika wzrostu sięgała 200 proc. A narodowy operator nie jest ich jedynym dostawcą. Do kraju trafiają one m.in. za pośrednictwem Poczty Holenderskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA