fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Witold Bańka: Nie możemy zamknąć oczu

EAST NEWS
Mirosław Żukowski
Stefan Szczepłek
Prezydent Światowej Agencji Antydopingowej (WADA) Witold Bańka o sankcjach wobec Rosji, coraz większej władzy organizacji, którą będzie kierował, jej finansowaniu i biurze w Warszawie.

1 stycznia zostaje pan szefem organizacji, na którą w roku olimpijskim będzie patrzył nie tylko sportowy świat. Jak się pan z tym czuje?

Mam świadomość, że to trudne wyzwanie, ale i wielki zaszczyt. W momencie wyboru czułem dumę, ale też wdzięczność dla zespołu, który na to pracował w kampanii. Zdaję sobie sprawę, że WADA to organizacja o znaczeniu nie tylko sportowym, lecz także geopolitycznym, mająca w swoich rękach narzędzia oddziaływania nie tylko na sport, ale również na światową politykę, więc do swojej misji podchodzę z pokorą.

Przybywa głosów, że walka z dopingiem jest nie do wygrania. Oszust został niedawno mistrzem świata w biegu na 100 metrów, bo się wywinął za pomocą prawnych kruczków, Rosjanie broniąc się przed zarzutami wynajmują grupę hakerów, którzy jednak rzucają nowe światło na zachodni sport. Okazuje się, że po drugiej stronie też są ciężkie przewinienia.

Oczywiście, nie wygramy całkowicie walki z dopingiem. Tak jak nie jesteśmy w stanie wyeliminować przestępstw z życia codziennego, tak nie wyeliminujemy definitywnie dopingu ze sportu. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie oszukiwał. Ale możemy sprawić, żeby system kontroli był skuteczniejszy i żeby – paradoksalnie – tych afer wybuchało więcej. To smutne, kiedy przyłapujemy oszusta na stosowaniu dopingu, zwłaszcza jeśli ma znane nazwisko. Ale to też dowód, że ten system działa, bo ktoś go złapał, ktoś mu udowodnił winę. Choćby po latach.

Jakiej reakcji Rosjan po wykluczeniu ich reprezentacji z igrzysk olimpijskich i mundialu pan się spodziewa?

Decyzja Komitetu Wykonawczego, która zapadła w Lozannie, to są najtwardsze sankcje w historii światowego sportu...

... ale nie brak głosów, że to jeszcze za mało. Pan je zapewne też słyszy.

Tak, ale wszyscy znamy reguły gry. Kiedy we wrześniu 2018 Rosyjska Agencja Antydopingowa RUSADA została przywrócona, Rosjanie mieli dostarczyć dane z systemu informatycznego, łącznie z próbkami. Zgodzili się, z pełnymi konsekwencjami tego, co będzie, jeśli nie dostarczą prawdziwych danych. Z punktu widzenia prawa decyzja Komitetu Wykonawczego WADA nie jest niespodzianką. Rosjanie zostali złapani za rękę i konsekwencje nie mogły być inne. Decyzja jest jednomyślna. Ale rozumiem tych, którzy mają poczucie, że sankcje powinny być jeszcze bardziej surowe, jednak zbiorowa odpowiedzialność jest z punktu widzenia przepisów prawa trudna do obronienia.

Na przykład przed Trybunałem Arbitrażowym ds. Sportu w Lozannie?

Tak, całkowite wykluczenie Rosji mogłoby się nie obronić, mogłoby dojść do znacznego złagodzenia sankcji albo w ogóle ich odrzucenia. Trzeba też pamiętać, że jedną z głównych misji WADA, oprócz ścigania dopingowiczów, jest chronienie czystych sportowców. Jak wytłumaczyć 15-letniej gimnastyczce, że nie może być olimpijką, nie może spełnić swoich marzeń tylko dlatego, że urodziła się w Rosji i jej starsi koledzy byli zamieszani w system dopingowy?

Nie boi się pan, że prezydent Władimir Putin zadzwoni do szefa MKOl Thomasa Bacha i powie: „Słuchaj, może byśmy się dogadali, żeby jakoś Rosję w miarę suchą stopą przeprowadzić przez to wszystko"?

WADA nie jest ostateczną instancją. Dopiero od decyzji Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, nie ma odwołania. Może zachować sankcje, zaostrzyć je lub w jakiś sposób złagodzić. Natomiast dowody są tak oczywiste, że nie wyobrażam sobie decyzji Trybunału rozmywającej sprawę, bo to byłby koniec światowego sportu na tym poziomie i kompletny brak zaufania do środowiska sportowego.

Sami Rosjanie mówią, że zgrzeszyli i nie ma co do tego wątpliwości, ale potem zaczyna się polityka...

Dlatego trzeba bardzo mocno zwrócić uwagę na wprowadzanie tych sankcji w życie. Mówimy o niesamowitej skali. To jest około stu dyscyplin sportu, w których nie będzie możliwości występu w zawodach rangi mistrzostw świata i igrzysk pod flagą rosyjską. Należy zadbać, by nie dochodziło do prób obejścia tego zakazu. Według rekomendacji WADA nie powinno być już „neutral athletes from Russia", tylko „neutral athletes".

W Pjongczangu hokeiści rosyjscy grali bez flagi, bez hymnu, jednak ich mecze były jeszcze większą manifestacją rosyjskiego patriotyzmu niż wówczas, gdy na koszulkach mieli napis „Russia"...

Nie wyobrażam sobie zakazu wnoszenia przez widzów jakiejkolwiek flagi, to jest niemożliwe do skontrolowania.

Jak działa organizacja, którą będzie pan od 1 stycznia kierował, kto ją finansuje?

Światowa Agencja Antydopingowa to unikalna konstrukcja. Została ustanowiona w 1999 r., kiedy nie było globalnego antydopingowego regulatora. Jest w połowie finansowana przez MKOl i w drugiej połowie przez rządy. 188 krajów należy do WADA, płaci składki, podlega jurysdykcji agencji. Generalnie jest ponad 600 sygnatariuszy Światowego Kodeksu Antydopingowego – federacji sportowych i rządów. WADA reguluje cały system, czyli m.in. listę środków zakazanych, prowadzi śledztwa, sprawuje nadzór nad systemem antydopingowym, natomiast pracownicy WADA to nie typowi kontrolerzy, którzy jeżdżą, pobierają próbki od sportowców. Tym zajmują się narodowe agencje antydopingowe i federacje.

Ale nie w każdym kraju są takie agencje...

To bardzo ważny problem. Są wciąż kraje, które nie mają narodowych agencji antydopingowych. Istnieją – WADA też to finansuje – regionalne agencje antydopingowe, które zrzeszają kilka, kilkanaście krajów, szczególnie w takich regionach jak np. Karaiby. Naszym zadaniem będzie doprowadzenie do powstawania jak największej liczby agencji narodowych finansowanych z budżetów poszczególnych krajów. W 2016 r., podczas igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, około dziesięć procent medalistów pochodziło z krajów bez narodowych agencji antydopingowych lub też z bardzo słabym systemem antydopingowym. Na kontynencie afrykańskim działa tylko jedno laboratorium antydopingowe, w RPA. W Kenii, w Egipcie istnieje jedynie możliwość pobierania próbek krwi, natomiast nie ma pełnej akredytacji.

Budżet WADA to około 40 mln dolarów?

Między 36 a 40 i stale się zwiększa.

Wspominał pan zaraz po wyborze, że to o wiele za mało.

To śmieszna kwota, biorąc pod uwagę, jakie narzędzia ma WADA i jakie są wobec niej oczekiwania. Sam koszt śledztwa rosyjskiego tylko w tym roku wyniósł ponad 1 mln dol.

Ale to Rosjanie mają za to zapłacić.

Taki jest warunek ich powrotu do systemu antydopingowego, to jeden z elementów sankcji. Natomiast, ile jeszcze takich kosztownych śledztw przed nami? Trzeba też wziąć pod uwagę, jak sportowcy bronią się przed sankcjami indywidualnymi. To są pojedynki prawników na szable.

Kiedyś o wykluczeniu z igrzysk decydował MKOl, teraz decydujecie wy. Każdy, kto podpisał Światowy Kodeks Antydopingowy, poddaje się waszej jurysdykcji. Władza WADA bardzo wzrosła.

I wszyscy sygnatariusze kodeksu muszą się z tym godzić. Jeśli ktoś te zasady naruszy, cała federacja, cała dyscyplina sportu może się narazić na wykluczenie, więc żaden z działaczy nie weźmie na siebie takiego ryzyka, bo byłaby to kompromitacja i w ogóle koniec danej federacji.

Przez lata koronnym dowodem przeciwko podejrzanemu sportowcowi był pozytywny wynik kontroli antydopingowej. Dzisiaj można zdyskwalifikować bez tego. Są przesłuchania, jest normalne śledztwo, jak przy każdym innym przestępstwie.

To przyszłość polityki antydopingowej. Na podstawie poszlak, zeznań świadków sportowiec czy ten, który podawał mu środki dopingujące, może ponieść konsekwencje. W Polsce podawanie dopingu sportowcom bez ich wiedzy i handel nielegalnymi substancjami zagrożony jest karą grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności do lat trzech. Trener, lekarz, który podaje środki zawodnikowi bez jego wiedzy albo osobie małoletniej, może wylądować w więzieniu. Wiem, że na podstawie tych nowych regulacji prawnych toczą się już postępowania.

Mówimy o Rosji, o dopingu w skali globalnej, ale w Polsce też miewaliśmy swój wstyd, np. braci Zielińskich w Rio...

Konsekwencje były takie, że Polska Agencja Antydopingowa orzekła karę czterech lat dyskwalifikacji dla pana Tomasza, pana Adriana również. Pan Adrian się odwołał do Trybunału Arbitrażowego w Lozannie i przyznał on rację Agencji, cztery lata dyskwalifikacji zostało podtrzymane, co w mojej ocenie jest de facto dożywociem.

Złoty medal olimpijski Adriana Zielińskiego z Londynu jest dla pana nadal złotym medalem czy troszkę zszarzał? Jest pan z niego dumny?

Nie, oczywiście nie jestem dumny, dlatego że historia tego zawodnika skończyła się tak, jak się skończyła. Generalnie nie mam poczucia dumy z niektórych medalistów przyłapanych na dopingu. Z naszej inicjatywy zasady przyznawania tzw. świadczenia olimpijskiego dla medalistów zostały zmienione. Ukaranym za doping powyżej dwóch lat i recydywistom tzw.emerytura nie przysługuje.

Za kilka miesięcy igrzyska w Tokio, oby Polska Agencja Antydopingowa POLADA nie miała w związku z tym zbyt wiele pracy...

Będzie miała, dlatego że podarowaliśmy jej dodatkowe narzędzia, dzięki zmianom legislacyjnym może ona być dużo efektywniejsza. Kiedy obejmowałem urząd ministra sportu, nasze przepisy antydopingowe były niedostosowane do międzynarodowych. List, który otrzymałem od WADA na samym początku urzędowania, był jedną z nieprzyjemnych niespodzianek. Było w nim z grubsza to: „Macie do sierpnia czas, by zmienić regulacje prawne, bo jeśli nie, to m.in. waszemu laboratorium zostanie odebrana akredytacja". Mielibyśmy status wykluczonych z systemu. Ale udało się pokonać trudności i jednocześnie zmienić prawo antydopingowe w Polsce.

Antydopingowi kontrolerzy będą mieli dużo pracy także dlatego, że wśród sportowców jest przekonanie, że nawet jak ja przestanę brać, to ten, który stoi na torze obok mnie, nie przestał. Czy pan jako były sportowiec może powiedzieć, że nigdy nie zetknął się z ludźmi, co do których miał podejrzenia? Nikt panu niczego nie proponował?

Jako zawodnik nie spotkałem się z tym i nigdy nie podejrzewałem moich polskich kolegów z bieżni, że stosują środki dopingujące. Byliśmy często badani przy okazji imprez międzynarodowych, podczas zgrupowań. Funkcjonowałem w przeświadczeniu, że muszę ciężką pracą osiągnąć to, co chcę osiągnąć. Wierzę w czysty sport, mam przekonanie, że idea olimpijska, idea sportu jest chyba jedną z nielicznych, na których można budować coś pięknego i wartościowego. Jeśli zamkniemy oczy i stwierdzimy, że sport jest całkowicie zatruty i nie warto walczyć o jego czystość, to co tak naprawdę nam zostanie? Nic.

Siedzibą WADA jest Montreal. Przenosi się pan do Kanady?

Nie będę tam przebywał na stałe, dlatego że z punktu widzenia przepisów nie jestem stricte pracownikiem WADA, tylko prezydentem zarządu. Centrala znajduje się w Montrealu, europejskie biuro w Lozannie, są biura kontynentalne w Johannesburgu, Montevideo i Tokio. Będzie też małe, operacyjne biuro, tzw. presidential office, u nas w Warszawie, w którym będę pracował. Uważam, że to bardzo dobrze z punktu widzenia prestiżu naszego kraju, że w Polsce będzie jedno z biur WADA.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA