fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i opinie

Michał Fiszer: Dobrze, że caracale odleciały

Michał Fiszer
Rzeczpospolita, Danuta Matloch
Mimo opóźnienia modernizacji wojskowej floty śmigłowców, dobrze się stało, że polskie władze zerwały negocjacje z firmą Airbus Helicopters.

Zacznijmy od tego, że caracale, które miały zostać dostarczone przez Airbus Helicopters, były piekielnie drogie. Kontrakt na dostawę 50 śmigłowców miał być wart 13,3 mld zł, czyli ok. 266 mln zł za sztukę (ok. 69,3 mln dol.). To pieniądze porównywalne z wydanymi na F-16. Śmigłowiec z reguły nie kosztuje tyle co wielozadaniowy samolot bojowy.

Caracal to wersja rozwojowa maszyny SA 330 Puma, która weszła do produkcji w 1968 r. Od 1978 r. produkowano jej wydłużoną wersję Super Puma, a wojskowe wersje Super Pumy nazwano później cougar. Kiedy cougar otrzymał nowoczesną awionikę, a niektóre jego metalowe elementy zastąpiono kompozytowymi, zmienił nazwę na caracal.

Polska potrzebuje śmigłowców w kilku różnych celach. Najważniejsze są zadania w ramach 25. Brygady Kawalerii Powietrznej. To elitarna piechota transportowana śmigłowcami, dzięki czemu można ją desantować na tyłach wroga, by blokować jego manewry bądź dostawy zaopatrzenia.

Aby brygada mogła tak działać, musi posiadać moździerze, samochody osobowo-terenowe przewożące wyrzutnie przeciwpancerne, działka przeciwlotnicze itd. Obecnie sprzęt ten jest transportowany śmigłowcami Mi-8 i nowszymi Mi-17 (mniej więcej rówieśników Pumy i Super Pumy). Mają one obszerną kabinę ładunkową, a co najważniejsze – tylną rampę, po której sprzęt można do środka wtoczyć. Caracal ma wąską kabinę i nie ma tylnej rampy, a jedynie szerokie boczne drzwi. Czy żołnierze mają wtaszczyć tędy do śmigłowca samochód terenowy? I tak się nie zmieści. Czy w tej sytuacji mamy zostawić brygadę na tyłach wroga bez wsparcia, na pewną rzeź?

Nadaje się zaś bardziej do transportu sił specjalnych i do zadań poszukiwawczo-ratowniczych, tak nad lądem, jak i nad morzem. Szczególnie Marynarka Wojenna pilnie potrzebuje nowego śmigłowca ratowniczego na miejsce wycofywanych Mi-14. Ale potrzebuje też śmigłowca bojowego: do zwalczania okrętów podwodnych i nawodnych oraz do rozpoznania nad morzem. A takiej wersji caracala nie ma, musiałaby zostać dopiero opracowana.

Zresztą, co do zadań ratowniczych też mam wątpliwości: śmigłowce rodziny Super Puma są dość awaryjne. Z ok. 700 wyprodukowanych rozbiło się 80. Były pożary silników, awarie przekładni głównej, wibracje i utraty sterowności. Część wypadków spowodowali piloci, nie radząc sobie z tym helikopterem. Super Puma (a także wywodzący się z niej Caracal) jest śmigłowcem wysokim, z wąsko rozstawionym podwoziem. Niemal każde przymusowe lądowanie kończy się wywróceniem na bok. Używane przez nas Mi-8 i Mi-17 są dość niskie i mają szerzej rozstawione podwozie, które nawet w razie bardzo twardego lądowania rozjeżdża się na boki, ale wciąż trzyma maszynę w pozycji pionowej, zmniejszając ryzyko wybuchu pożaru.

Swego czasu śmigłowce rodziny Puma/Super Puma/Cougar/Caracal konkurowały z radzieckimi Mi-8 i Mi-17, ale systematycznie z nimi przegrywały. Maszyn francuskich (obecnie francusko-niemieckich) zbudowano łącznie 1400, a radzieckich (obecnie rosyjskich) Mi-8/17 – ponad 17 tys. Kupowało je wiele krajów spoza bloku wschodniego: Argentyna, Ekwador, Indie, Meksyk, Pakistan, Peru czy Wenezuela. A my mieliśmy teraz zastąpić te udane śmigłowce mniej udanymi, choć nafaszerowanymi nowoczesną elektroniką. Na rynku można znaleźć konstrukcje lepiej spełniające nasze potrzeby.

Mówi się, że Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 w Łodzi stracą szansę na rozwój. A jaki to byłby rozwój, gdyby otworzono tam linię montażu kilkudziesięciu śmigłowców, którą później trzeba by zamknąć? Bo trzeci zakład śmigłowcowy w Polsce się nie utrzyma. Mamy już wytwórnie w Świdniku i w Mielcu. Brytyjczycy, Włosi, Niemcy, Francuzi i Rumuni mają po jednym zakładzie produkującym śmigłowce.

A co do miejsc pracy w Łodzi... Miało w Łodzi powstać ich około 1000. Ale dla wykwalifikowanych techników bądź inżynierów. A tacy tam i tak łatwo znajdą zatrudnienie. Bezrobocie dotyczy w większości ludzi z wykształceniem na poziomie Ferdynanda Kiepskiego, których WZL 1 by nie przyjęły. Łódzki zakład i tak ma huk roboty z remontami śmigłowców już w wojsku używanych, więc likwidacja mu nie grozi.

Autor jest majorem rezerwy, byłym pilotem wojskowym. Obecnie jest publicystą i wykładowcą Collegium Civitas

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA