Prezydent USA

Scott Pruitt w ekipie Donalda Trumpa: USA kończą walkę z ociepleniem klimatu

Scott Pruitt (pierwszy z lewej) zgadza się z Donaldem Trumpem: ocieplenie klimatu to mistyfikacja.
PAP/EPA
Waszyngton porzuca walkę z ociepleniem globu. To właśnie oznacza najnowsza nominacja Trumpa.

Scott Pruitt, dotychczasowy prokurator generalny Oklahomy, będzie nowym szefem Agencji Ochrony Środowiska (EPA). To kluczowa instytucja federalna odpowiedzialna za wdrożenie norm czystości wody i powietrza. Od niej zależy, czy USA ograniczą emisję gazów powodujących efekt cieplarniany.

W kampanii wyborczej Trump nazwał ocieplenie klimatu „mistyfikacją" forsowaną przez Chińczyków, aby sparaliżować rozwój Ameryki. Zapowiedział też, że USA wycofają się z zeszłorocznej umowy z Paryża o powstrzymaniu zmian klimatycznych. I doprowadzi do radykalnego ograniczenia kompetencji EPA.

Na początku tego tygodnia Trump spotkał się z byłym wiceprezydentem Alem Gore'em, od wielu lat bardzo zaangażowanym działaczem na rzecz środowiska. Także najstarsza córka prezydenta elekta Ivanka, która uczestniczyła w rozmowie z Gore'em, obiecała, że będzie działać na rzecz ograniczenia emisji szkodliwych dla środowiska gazów. To mogło wskazywać, że i w sprawie ekologii Trump zapomni o wyborczych obietnicach.

Jednak nominacja Pruitta na szefa EPA kładzie kres tym nadziejom. To on był inicjatorem pozwu 28 stanów przeciwko ustawie o czystej energii (Clean Power Act) administracji Baracka Obamy, kluczowej inicjatywy na rzecz ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Jako prokurator generalny Oklahomy Pruitt wysyłał także petycje do Białego Domu przeciwko zaostrzeniu norm czystości wody i powietrza, które były przygotowane przez lobby koncernów węglowych i petrochemicznych.

– W czasach, gdy zmiana klimatu jest największym zagrożeniem dla całej planety, nominacja Pruitta jest czymś smutnym i groźnym. Będę się jej stanowczo sprzeciwiał – zapowiedział Bernie Sanders, senator z Vermontu.

Jednak zatwierdzenie przez Senat nominacji Pruitta wydaje się przesądzone, bo republikanie mają tu większość.

– Porozumienie z Paryża poprzedziło wiele lat negocjacji i stało się możliwe tylko dlatego, że uprzednio Ameryka i Chiny doszły do porozumienia w sprawie ograniczenia emisji CO2. Jeśli teraz Trump się z tego wycofa, wracamy do punktu wyjścia, czyli każdy kraj będzie robił w tej sprawie, co chce – mówi „Rzeczpospolitej" Gregory Arrowsmith, doradca brukselskiego stowarzyszenia Eurec, które promuje energię odnawialną. – W Europie normy ochrony środowiska są o wiele surowsze, emisja szkodliwych gazów o wiele mniejsza. Z tego powodu amerykańskie firmy ponosiły mniejsze koszty, ale Bruksela się temu nie sprzeciwiała, bo Obama zaangażował się w ochronę środowiska. Teraz reakcja Unii może być odmienna.

Porozumienie z Paryża, które ma ograniczyć zmianę klimatu do 2 stopni Celsjusza, choć dobrowolne, wejdzie w życie, gdy ratyfikuje je przynajmniej 55 państw odpowiedzialnych za 55 proc. globalnej emisji CO2. Jednak same USA, największy truciciel na Ziemi, emitują 15 proc. globalnych zanieczyszczeń.

– Jeśli Ameryka nie przyłączy się do tego porozumienia, jak przywódcy innych krajów mają przekonać swoich obywateli, że ten wysiłek jest konieczny? – pyta Arrowsmith.

Już teraz ochrona środowiska w Ameryce jest w złej kondycji. Mogłem się o tym przekonać, nawet odwiedzając czołowe parki narodowe kraju, miejsca, w których ekologia powinna być na pierwszym miejscu. W Yellowstone przynajmniej 1/3 lasów jest martwa z powodów kwaśnych deszczy. Drugiego brzegu Wielkiego Kanionu Kolorado w wiele dni nie widać z powodu zanieczyszczenia powietrza, głównie przez aglomarację Los Angeles i San Diego. A ze słynnego Parku Narodowego Everglades na Florydzie wynosi się coraz więcej krokodyli, bo bagna wysychają: wody gruntowe wysysa inna wielka aglomeracja: Miami. Taki jest skutek działalności wielu lobby przemysłowych, które są w stanie obejść przepisy o ochronie środowiska. Z tego samego powodu, o ile w Unii emisja dwutlenku węgla na mieszkańca wynosi 6,7 tony rocznie (7,8 w Polsce), o tyle w Ameryce jest to aż 14,95 tony.

Pruitt nie będzie mógł co prawda zmienić ustaw wprowadzonych przez Kongres, ale może w praktyce wstrzymać ich wdrażanie, co prowadzi do podobnego rezultatu.

W środę, kilka godzin po nominacji Pruitta, z Trumpem spotkał się w jego wieżowcu Leonardo DiCaprio, którego fundacja jest mocno zaangażowana w rozwój odnawialnych źródeł energii. Prezydent elekt, jak w czasie spotkanie z Gore'em, podobno uważnie słuchał swojego gościa. Ale niewielu jeszcze ma nadzieję, że to coś naprawdę zmieni.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL