fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory parlamentarne 2019

Kampanijne wyciskacze łez, czyli emocje w służbie polityków

„Trzeba pochwalić postawę tego Pana który przed przyjazdem straży pożarnej udzielił pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach na Dk 50 w miejscowości Tabor” - napisali na Facebooku strażacy, przy zdjęciu z Robertem Biedroniem
Facebook/OSP REGUT
W każdym starciu wyborczym i tak pojawiają się emocje, nawet jeśli te kreowane przez partie polityczne są co najmniej letnie.

Na ostatniej prostej, dosłownie na kilkadziesiąt godzin przed ciszą wyborczą, kampanię do Sejmu mocno ożywiła informacja, że Robert Biedroń pomógł uratować dwie osoby z płonącego samochodu w okolicach miejscowości Tabor, na drodze DK50. Taki wpis i zdjęcie lidera Wiosny pojawiły się pierwotnie na profilu lokalnej OSP. I chociaż później pojawiło się kilka wersji zdarzenia, mocno zmieniających rolę Biedronia, to historia i tak obiegła media społecznościowe oraz największe portale internetowe. Nawet mimo tego, że policja stwierdziła w ciągu dnia, że to młoda kobieta ratowała pasażerów auta, to sytuacje, w których politycy pokazują empatię czy szlachetne zachowanie, zawsze przyciągają uwagę. Tak było w 2011 roku, gdy Donald Tusk w trakcie jednego ze spotkań wyborczych na trasie Tuskobusa otarł łzę płaczącej kobiecie – wszystko transmitowane na żywo przez stacje informacyjne.

W ostatnich godzinach do kampanii parlamentarnej powoli wracają emocje. Mimo tego, że główna formacja opozycyjna, Koalicja Obywatelska – i jej kandydatka na premiera, Małgorzata Kidawa-Błońska – postawiła na przesłanie dotyczące wyciszenia kłótni i sporów oraz „detoksu” polskiej polityki.

Jednak to przede wszystkim emocje ogniskują uwagę wyborców i umożliwiają przełom. W niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Grzegorz Schetyna wspomniał, że w 2007 roku przełomem była sprawa Beaty Sawickiej.

Emocje są też wywoływane przez debaty. We wspomnianym 2007 roku przyniosło je starcie Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim i sukces Tuska, który otworzył Platformie szanse na zwycięstwo. W obecnej kampanii nie doszło do starcia między liderami. Nic nie wskazuje na to, by w ostatnich kilkudziesięciu godzinach politycznego meczu o parlament na debatę zdecydowali się Jarosław Kaczyński lub premier Mateusz Morawiecki. PiS już wiele tygodni temu zdecydowało, że polityczne koszty potencjalnego słabszego występu w debacie byłyby znacznie większe dla przebiegu kampanii niż konieczność tłumaczenia, dlaczego do takich debat nie dojdzie. We wtorkowej debacie TVN24 – jedynymi lideremi partyjnymi byli Adrian Zandberg i Władysław Kosiniak-Kamysz.

Ale i poprzednia debata sprawiła, że do kampanii wyborczej zaczęły wracać emocje. Zwłaszcza chwila, gdy wiceszef PO Borys Budka zaprezentował tzw. paragon hańby, pokazujący cenę leku Valcyte. We wtorek Budka wygrał proces w trybie wyborczym wobec TVP, która zarzucała mu, że mówił nieprawdę w sprawie ceny leku. Sąd uznał, że Budka pokazał autentyczny paragon. TVP zapowiada zażalenie na postanowienie sądu.

Dla kogo emocje zagrają w ostatnich godzinach kampanii? Wszyscy stawiają na mobilizację. Ale poza codziennym kampanijnym przesłaniem dwa wydarzenia – słowa Lecha Wałęsy o śp. Kornelu Morawieckim na konwencji KO w niedzielę oraz publikacja taśm ze słowami Sławomira Neumanna – zepchnęły Koalicję Obywatelską do defensywy. Ich ostateczny efekt może być jednak znany dopiero w dniu wyborów, już za kilkadziesiąt godzin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA