fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wojna w Syrii

Syria w objęciach Rosji

Kreml, 20 października. Baszar Asad i Władimir Putin
Rzeczpospolita
Kreml próbuje zmusić prezydenta Baszara Asada, by porozumiał się z częścią opozycji.

Po raz pierwszy od czterech lat, od chwili wybuchu antyrządowego buntu w Syrii, który szybko zamienił się w krwawą wojnę domową, przywódca wyjechał z kraju – do Moskwy. Do złożenia niespodziewanej wizyty w trakcie ciężkich walk w Syrii zaprosił go Putin. O przebiegu wtorkowego spotkania prezydent Rosji poinformował w środę telefonicznie przywódców krajów odgrywających główne role w regionie – króla Arabii Saudyjskiej i prezydenta Turcji. W piątek w Wiedniu o przyszłości Syrii mają zaś rozmawiać szefowie dyplomacji tych trzech krajów oraz Stanów Zjednoczonych.

Pojednanie na rozkaz

„ Rosyjski prezydent chciał podkreślić, że to on wezwał Asada; że ma do syryjskiego kolegi pytania, a być może nawet ma dla niego propozycje" – napisał o tym nagłym zaproszeniu moskiewski dziennik „Kommiersant".

Oficjalnie nie poinformowano jednak, jakie to pytania czy propozycje. Po trzygodzinnych rozmowach obu prezydentów wydano tylko krótki oficjalny komunikat. Jednak „Kommiersant" twierdzi, że jedną z tych propozycji było przeprowadzenie w Syrii przedterminowych wyborów prezydenckich.

Poprzednie odbyły się w czerwcu 2014 r., a Asad oficjalnie dostał w nich 88 proc. głosów. Wszyscy uznali jednak za farsę głosowanie w kraju pogrążonym w wojnie domowej.

– Moskwa rozumie, że w tym konflikcie nie może być wojskowego zwycięstwa. Dlatego stawia na jego polityczne uregulowanie, wciągnięcie umiarkowanej opozycji do rządzenia krajem – powiedział „Rz" rosyjski ekspert wojskowy Igor Korotczenko. Z „umiarkowanymi" Damaszek mógłby stworzyć sojusz przeciw fundamentalistom z Państwa Islamskiego.

Jak Jaruzelski

– Próbujemy wyciągnąć wnioski z porażek Amerykanów, którzy w Afganistanie i Iraku zaniedbali postkonfliktowych uregulowań politycznych – dodał Korotczenko.

Rosyjskim warunkiem takiego uregulowania miałoby być jednak pozostawienie Asada na stanowisku prezydenta, gdy tymczasem cała opozycja domaga się jego ustąpienia jako człowieka winnego straszliwych zbrodni popełnianych przez jego armię. – Zobaczymy, co ta opozycja powie, gdy dostanie propozycję objęcia jakichś ministerstw w rządzie. Sądzimy, że je przyjmie – wyjaśnił nieco cynicznie Korotczenko.

– Chcemy doprowadzić do tego, by Asad rozmawiał z opozycją jak Jaruzelski u was. Ale by nie odchodził jak Jaruzelski, lecz został – dodał, odrzucając sugestie „Kommiersanta", by syryjski przywódca dobrowolnie ustąpił. Rosyjscy eksperci wskazują, że już nawet część zachodnich państw godzi się na pozostanie Asada – choć jedynie na „okres przejściowy". Takie stanowisko zajmują Niemcy. Również Turcja je popiera. Przeciw są USA, Arabia Saudyjska, Francja.

Ochotnicy, awanturnicy

Obecnie głównym problemem pozostaje jednak wojna, której Damaszek nie umie wygrać. Po trzech tygodniach ataków rosyjskiego lotnictwa syryjska armia ruszyła do natarcia. Jak przyznają Rosjanie, „ofensywa nie idzie zbyt dobrze".

W okolicach Homs wojska Asada zaatakowały stanowiska właśnie „umiarkowanej" opozycji. Ku swojemu zaskoczeniu oddziały rządowe odkryły, że partyzanci uzbrojeni są w amerykańskie pociski przeciwpancerne, które zniwelowały przewagę w czołgach, jaką miała armia Asada.

Na razie jednak USA odrzucają natarczywe prośby partyzantów o uzbrojenie ich w ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze, które mogłyby zagrozić z kolei rosyjskiemu lotnictwu wspierającemu Asada. Rosja zaś „planuje nadal okazywać pomoc legalnym syryjskim władzom" (jak powiedział rosyjski minister obrony Siergiej Szojgu), lecz nie chce zwiększać pomocy wojskowej dla Damaszku. Nie chce też wysyłać dodatkowych żołnierzy mimo słabości okazywanej przez syryjską armię na polu walki. „Całkowicie wykluczone", „po prostu niemożliwe" – odpowiadali rosyjscy eksperci, pytani przez „Rz" o ewentualne zaangażowanie w Syrii rosyjskich wojsk lądowych. – Mamy tam zgrupowanie lotnicze (ok. 50 samolotów) i oddziały osłony, i tak pozostanie – mówił Korotczenko.

Jednocześnie w Moskwie zapewniają, że na terenie Syrii nie są formowane żadne rosyjskie „oddziały ochotnicze", podobne do tych, które atakowały Ukrainę. – Nie ma tam żadnych ochotników zarządzanych – nazwijmy to – na szczeblu państwowym. Jeśli są, to jacyś awanturnicy – mówi jeden z ekspertów.

Ale sami rosyjscy politycy nie wykluczają pojawienia się w Syrii takich formacji. „Komsomolcy-dobrowolcy, jak w znanej pieśni, ich nie można zatrzymać" – mówił na początku października szef komitetu obrony Dumy admirał Władimir Komojedow. „W syryjskiej armii na pewno pojawi się oddział rosyjskich ochotników" – dodał. Nie wykluczył też, że będzie on sformowany z „ludzi, którzy wojskowe doświadczenie zdobyli w Donbasie".

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA