fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wioślarstwo

Wioślarstwo z miłości

Czwórka podwójna kobiet zdobywa regularnie medale na największych imprezach
EAST NEWS, Bartłomiej Zborowski
Życie wioślarzy upływa w ciszy, nawet po największych sukcesach. Media przypominają sobie o mistrzach i mistrzyniach raz na cztery lata.

Rok temu kobieca czwórka podwójna zdobyła złoty medal mistrzostw świata w bułgarskim Płowdiw. W tym roku, pod koniec sierpnia, wywalczyła w Austrii srebrny medal. Takich sportowców, którzy rok po roku zdobywaliby medale i mieli pewne miejsce w światowej czołówce, nie ma w Polsce zbyt wielu. Dziewczyny przecież przywiozły też brąz z igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro – jeden z ledwie 11 krążków, wywalczonych przez polskich sportowców.

A jednak wystarczyło kilkanaście dni, by o ich najnowszym sukcesie zrobiło się cicho. Są dyscypliny, w których każdy, nawet najdrobniejszy sukces jest długo fetowany, a zawodnicy odbywają tournée po telewizjach śniadaniowych, spoglądają z billboardów i okładek czasopism. Są jednak też sporty, które regularnie dostarczają powodów do radości, ale kibice i media przypominają sobie o nich raz na cztery lata. Tak jest właśnie z wioślarstwem.

– Było nam przykro, kiedy w poprzednim roku zdobyłyśmy mistrzostwo świata i Europy, a zatem osiągnęłyśmy maksimum, więcej w naszej dyscyplinie nie dało się zrobić, a i tak nie znalazłyśmy się w dziesiątce najlepszych polskich sportowców w plebiscycie „Przeglądu Sportowego". Widać bez złota na igrzyskach nie przebijemy się do świadomości kibiców – mówi „Rz" Agnieszka Kobus-Zawojska i dodaje. – Mistrzostwo świata w naszej dyscyplinie powinno być bardziej doceniane. Może gdyby interesowały się nami media, gdybyśmy były częściej w telewizji, więcej pisałaby o nas prasa, to kibice zauważaliby nasze sukcesy. Staram się tym jednak nie przejmować. Jest wiele niszowych dyscyplin i wioślarstwo jest jedną z nich. Jeśli miałabym trenować tylko po to, żeby ludzie się interesowali moimi osiągnięciami, to zajęłabym się inną dyscypliną. Wioślarstwo daje mi jednak olbrzymią satysfakcję – dodaje Kobus-Zawojska.

Sukcesy świętuje grupka

Podobne zdanie ma Maria Springwald, która podkreśla, że dobrze się czuje, będąc „zwykłym człowiekiem", i nie ciągnie jej do tego, by walczyć o popularność w mediach tradycyjnych i społecznościowych. – Bywa, że w sportowych programach informacyjnych zamiast o naszych sukcesach międzynarodowych mówi się o mistrzostwach Polski w dyscyplinie, która jest po prostu bardziej popularna. Wioślarstwo jest zapomniane, chociaż od dwóch lat sytuacja się polepsza. W TVP Sport pojawiają się relacje z zawodów – mówi.

Wioślarki podkreślają, że godzą się z tym, jak jest urządzony świat sportowo-medialny, i wiosłują, bo sprawia im to przyjemność. Zimno, deszcz czy skwar – nieważne, trzeba zejść na wodę w Wałczu albo w Portugalii, zależy od pory roku i od tego, gdzie odbywa się zgrupowanie.

Ich sukcesy świętuje grupka zapaleńców i rodzina. Samą miłością do sportu ciężko jednak żyć. Jeśli dyscyplina nie pojawia się w mediach i nie przyciąga na trybuny kibiców, to trudno liczyć na pieniądze. W 2018 roku rozgorzała dyskusja o zarobkach polskich lekkoatletów i piłkarzy. – Nie podobała mi się ta dyskusja. Piłkarze zarabiają dużo więcej, ale wynika to przecież z popularności futbolu. Sama oglądam mecze. Jeśli któryś z wioślarzy wypomina piłkarzom zarobki, pytam, jakie dyscypliny sportu sam ogląda? Piłkę nożną? – uśmiecha się Kobus-Zawojska, po czym dodaje. – Fajnie by było, gdybyśmy więcej zarabiali, ale i tak jest lepiej niż kilka lat temu. Jest świetny minister sportu, który bardzo nam pomaga, był sportowcem i wie, jakie mamy problemy. Nie mam prawa narzekać. Może to nie są miliony, jak u piłkarzy, ale wiele rzeczy mamy zapewnionych i nie musimy się martwić.

Pieniądze z ministerstwa to nie wszystko. Codzienność sportowca to walka o sponsorów. Im więcej transmisji i wzmianek w mediach, tym łatwiej o pozyskanie wsparcia. – Sponsorzy wymagają, żeby dyscyplina była medialna, żeby się pokazywać w prasie, radiu, telewizji, internecie. W naszym sporcie raczej wielkich pieniędzy i tak nie będzie – mówi „Rz" Springwald.

Co cztery lata jednak o wioślarstwie robi się głośno. A właściwie już w roku przedolimpijskim media zaczynają sobie o tej dyscyplinie sportu przypominać, bo zaczyna się liczenie szans medalowych i z najprostszej matematyki wynika, że wioślarstwo może przysporzyć kibicom najwięcej radości. Medal olimpijski ma dla sponsorów największą wartość, a trzecie miejsce wywalczone na igrzyskach robi podobno większe wrażenie niż mistrzostwo świata.

Sponsorem głównym kobiecej czwórki podwójnej jest jedna ze spółek Skarbu Państwa – to zasługa Ministerstwa Sportu. Warto też jednak działać samemu. – Sport otworzył mi wiele drzwi, dzięki niemu poznałam wiele osób, zdobyłam kontakty. Od sponsorów dostaję odżywki, mam udostępniony samochód. Szczęście mi dopisuje. Może widzą moje profesjonalne podejście – zastanawia się Kobus-Zawojska. Jej strona internetowa wygląda bardzo profesjonalnie. Potencjalnym sponsorom oferuje konkretne działania ze swojej strony.

Przyciągnąć dzieci do sportu

Prowadzi ją sama, podobnie jak profile w mediach społecznościowych. Potrzeba na to czasu, ale mistrzyni świata mówi, że warto, bo to też kanał do kontaktu z kibicami, których może nie ma zbyt wielu, ale są wierni i znają się na wioślarstwie. Takie działania mają też pomóc w promocji dyscypliny, przyciągnąć kolejnych ludzi do sportu.

Widać, że coraz więcej osób interesuje się wioślarstwem jako formą spędzania czasu. W amatorskich zawodach Warsaw Head w tym roku wystartowało 50 załóg ośmioosobowych, w tym nawet goście z Turcji. Na starcie stanęły też wicemistrzynie świata.

Dorośli, którzy zaczynają wiosłować, kariery już raczej nie zrobią, ale można powalczyć o uwagę najmłodszych. – Ostatnio byłam w szkole. Spotkania organizują moje trenerki, które chcą zachęcić dzieci do uprawiania sportu. – Ścigaliśmy się na ergometrach. Dzieci przekonały się, że rywalizacja jest fajna. Zobaczyły zdjęcia, jak pływamy na wodzie. Opowiedziałam o fantastycznych ludziach, o letnich obozach, świetnej atmosferze, przygodzie. To przemawia do dzieci. Może kilkoro z nich przyjdzie na trening – zastanawia się Springwald.

Na pewno jednak nie przyjdą skuszeni obietnicą pieniędzy i sławy, zapatrzeni w bohaterów z telewizji. Szaleni rodzice, opętani żądzą wychowania mistrzów też tutaj nie grożą. Jak podkreśla Maria Springwald: do wioślarstwa idzie się z miłości, bo inaczej się nie da.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA