Widziane z regionu

Miejska mobilność powinna być eko i współdzielona

Samochody na minuty zyskują coraz większą popularność
Fotorzepa/Piotr Guzik
Ecomobility i sharing economy to dynamicznie rozwijające się światowe trendy, które dobrze widać w metropoliach. Również w Polsce, bo już dotarł do nas boom na auta, rowery i skutery wynajmowane na minuty.

Ekonomia współdzielenia (z ang. sharing economy), mobilność miejska (z ang. urban mobility) i ekologia – te trzy hasła w ciągu ostatnich lat robią globalną furorę. W ramach tych zdobywających popularność trendów mieszkańcy metropolii zmieniają swoje dotychczasowe przyzwyczajenia, wybierając transport publiczny kosztem prywatnego i stawiając na podróże pojazdami nisko- lub całkowicie bezemisyjnymi.

Idee ekomobilności (z ang. ecomobility) i współużytkowania trafiły na podatny grunt w aglomeracjach USA i Europy Zachodniej. Firmy takie jak Uber i Lyft osiągnęły wyceny liczone w miliardach dolarów, bazując na obietnicy, że usługi współdzielonej mobilności będą odgrywały kluczową rolę w transporcie przyszłości. Owe obietnice zdają się już wypełniać. Z analiz firmy Statista wynika, że ponad 17 proc. Amerykanów w ciągu ostatniego roku korzystało z przejazdów współdzielonych, czyli takich, jak np. wspomniany Uber, a kolejne 11 proc. z długodystansowych przewozów w stylu BlaBlaCar.

Eksperci mówią wprost: ridesharing, carsharing (wynajem aut na minuty), ale również wypożyczalnie rowerów miejskich (bikesharing) weszły już do tzw. mainstreamu transportowego w miastach, które mają ambicję bycia smart. Teraz współdzielone usługi transportowe próbują zadomowić się w naszym kraju.

Remedium dla miast

Choć ten sektor rynku wciąż jeszcze w Polsce raczkuje, to popularność takich usług jest coraz większa. Z raportu PwC „Czym chcą jeździć Polacy? Trendy w branży motoryzacyjnej" wynika, że aż 68 proc. ankietowanych twierdzi, iż dostępność usług ridesharingowych poprawiła ich możliwości transportowe.

Mimo iż aplikacje pośredniczące zamawianiu przejazdu obecne są w Polsce tylko w kilku największych miastach (m.in. Warszawa, Trójmiasto, Poznań, Kraków, Łódź), to już 1/5 naszych rodaków z nich korzysta, a kolejne 36 proc. planuje zrobić to w przyszłości. Liderem pod tym względem jest Warszawa. Pokazuje to przykład Ubera. Według informacji, jakie udało się nam uzyskać w stołecznym oddziale koncernu, już 31 proc. mieszkańców korzysta z tej aplikacji łączącej pasażerów z kierowcami. A to nawet więcej, niż wynosi średnia europejska (26 proc.). Wiele wskazuje, że ten odsetek będzie szybko rósł. Badania Ipsos dowodzą bowiem, iż 98 proc. użytkowników Ubera poleciłoby taką formę poruszania się po mieście znajomym i rodzinie.

Popularyzacja idei sharing (w ciągu pięciu lat liczba przejazdów Uberem skoczyła z 1 mln do 15 mln dziennie) w namacalny sposób zmienia nasze myślenie. Udowadniają to z kolei badania przeprowadzone przez twórców amerykańskiej aplikacji Lyft. Pokazują one, iż dziś już dla 25 proc. osób korzystających z usług ridesharingowych posiadanie prywatnego samochodu przestaje mieć znaczenie. Połowa z nich przyznaje, że dzięki dostępności tego typu rozwiązań zdecydowanie ograniczyli korzystanie z własnego auta, a część rozważa w ogóle rezygnację z jego posiadania. A to niezwykle istotny aspekt, który powinien być wzięty pod uwagę przez włodarzy rodzimych miast.

– Rozwój ridesharingu w najbliższych latach może okazać się antidotum dla coraz większych korków w miastach i coraz mniejszej liczby miejsc parkingowych – wyjaśnia Alex Kartsel, country manager Taxify w Polsce.

A to gigantyczny problem. Wystarczy spojrzeć na dane firmy Energiewaechter, z których wynika, że średnio w Polsce przypada 599 samochodów na 1 tys. mieszkańców. To wskaźnik powyżej średniej UE (564). Szczególnie kontrast ów jest widoczny, gdy porównamy Warszawę (600) z zachodnioeuropejskimi stolicami (np. w Wiedniu ten wskaźnik sięga 390 samochodów na 1 tys. mieszkańców, a w Berlinie zaledwie 320).

Ridesharing może być zatem remedium na kłopoty polskich miast z nadmiernym ruchem drogowym. Kłopot w tym, że kwestie takiej formy transportu i aplikacji pośredniczących w tego typu usługach nie są precyzyjnie uregulowane w naszym prawie. I – pomimo że 55 proc. respondentów uważa, iż ridesharing nie musi być usankcjonowany prawnie – Ministerstwo Infrastruktury (MI) od wielu miesięcy pochyla się nad nowelizacją Ustawy o transporcie i czasie pracy kierowców.

W którą stronę ostatecznie pójdą projektowane rozwiązania, wciąż jednak nie do końca wiadomo. Prace nad nowelą ostro wyhamowały, tymczasem informacje na temat możliwych zmian w prawie nieustannie wzbudzają wiele emocji i prowadzą do nieustannego zamieszania w branży, absolutnie nie wpływając pozytywnie na rozwój ridesharingu.

W całym tym zamieszaniu na znaczeniu zyskiwać mogą natomiast inne modele współdzielenia mobilności miejskiej – ekologiczne auta na minuty, e-skutery i rowery na wynajem, a nawet coraz popularniejsze, na razie głównie za granicą, elektryczne hulajnogi.

Auto na minuty zastąpi prywatne?

Panek, 4mobility, Click2Go, EasyShare, Traficar czy Vozilla – to marki, które podbiły polskie ulice. Firmy wynajmujące auta na minuty trafiły w niszę, która wcześniej w naszym kraju była niezagospodarowana. Carsharing coraz mocniej więc wykrawa dla siebie kawałki transportowego toru w miastach. Pojazdy lokalizowane, otwierane i opłacane za pomocą aplikacji można znaleźć już m.in. we Wrocławiu, Poznaniu, Krakowie, Łodzi czy Warszawie. Z analiz PwC, ORB International i Deloitte wynika, że w stolicy w ciągu roku z aplikacji do wynajmu auta skorzystał już co dziesiąty mieszkaniec. To więcej niż w Lizbonie, a nawet Sztokholmie (po 7 proc.) i podobnie jak w Brukseli. Wciąż jednak daleko nam do stolicy Niemiec, gdzie z takich rozwiązań korzysta 1/5 berlińczyków.

Trend jest jednak widoczny, co może cieszyć. Carsharing coraz chętniej wspierany jest przez polskie miasta, gdyż to skuteczna alternatywa dla prywatnych pojazdów, ograniczająca problem korków i braku miejsc parkingowych, a przy tym atrakcyjne uzupełnienie komunikacji publicznej (autobusów, tramwajów czy metra). Badania pokazują, że zdecydowana większość prywatnych aut jest wykorzystywana w sposób nieefektywny (96 proc. z nich przez większość dnia stoi). Tymczasem statystycznie pojedynczy pojazd w carsharingu jest w stanie zastąpić 12 prywatnych. W Niemczech z jednego auta na wynajem miesięcznie korzysta średnio nawet 125 użytkowników. Nic dziwnego, że na najbardziej dojrzałych rynkach kierowcy coraz częściej rezygnują z posiadania samochodu. W USA 5 proc. posiadaczy aut zdecydowała się sprzedać je i korzystać z wynajmu.

Dwa kółka podbijają Polskę

Uzupełnieniem dla carsharingu jest tzw. bikesharing. Szacuje się, że każdego roku Polacy tracą, stojąc w korkach, 1 mld euro. Rower, w odróżnieniu od auta, nawet tego wynajmowanego na minuty, ma więc potężny atut. Na rodzimym rynku hegemonem najmu jest Nextbike, który ma flotę 14 tys. jednośladów. Należy do niego 84 proc. rodzimego rynku.

Rozwija wspólnie z miastami stacje, w których można wynajmować rowery na minuty – ma już 40 takich systemów. Tylko od lipca do listopada br. dostarczy do 15 miast 6,7 tys. jednośladów. Robert Lech, prezes spółki Nextbike, przyznaje, że rynek bikesharingu rośnie jak na drożdżach. Jego wartość w naszym kraju szacuje się na blisko 90 mln zł. Nic dziwnego, że rynkiem zainteresował się Uber. Jak pisaliśmy pod koniec sierpnia br., amerykański gigant planuje rozwijać u nas system wynajmu, w którym elektryczne rowery będzie można zostawiać w dowolnym miejscu, a lokalizowane będą za pomocą mapy i GPS w telefonie.

Oficjalnie w Uberze nie potwierdzają nowego pomysłu na biznes w Polsce. Nie ukrywają jednak, że to ciekawy koncept. – W miastach przyszłości będzie zapotrzebowanie na takie formy przemieszczania się, które ograniczają ilość spalin i są zdrową dla miast alternatywą dla własnego samochodu – wyjaśnia Ilona Grzywińska, dyrektor komunikacji Ubera w Europie Środkowo-Wschodniej.

Na podobnej zasadzie, jak miałby działać Jump, czyli system e-rowerowy Ubera, funkcjonuje już krakowskie Wavelo, czyli system od firmy BikeU. Wygrała ona przetarg na wynajem rowerów w stolicy Małopolski. – Wdrożony tu system bezstacyjny, tzw. IV generacji, jest pierwszy w Polsce – podkreśla Diana Borowiecka z centrali BikeU.

Niewykluczone, że Uber zainteresuje się wynajmem w polskich miastach elektrycznych skuterów i hulajnóg. To segmenty, które dopiero zaczynają się u nas rozwijać. – Skutery, rowery, auta w carsharingu i hulajnogi świetnie się uzupełniają – twierdzi Łukasz Banach, szef startupu Jeden Ślad, który buduje sieć elektrycznych skuterów wynajmowanych przez aplikację. Pojazdy jeżdżą już w Warszawie, Łodzi, Bielsku-Białej i Poznaniu, a od kilku dni w Częstochowie.

Startup ma plan budowy punktów ładowania i wymiany baterii w elektrycznych jednośladach (skuterach, rowerach, hulajnogach). – Staramy się w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju o dofinansowanie tego projektu wartego 7 mln zł. Pierwsze stacje stanęłyby w Warszawie i Łodzi – dodaje nasz rozmówca.

Wspólnym mianownikiem tych wszystkich modeli mobilności miejskiej jest coraz częściej ekologia. Nisko- lub bezemisyjne pojazdy (auta w carsharingu, skutery, rowery) to wartość, na którą włodarze miast będą zwracać coraz większą uwagę. Szczególnie dotyczy to pojazdów zasilanych prądem.

Znaczenie rozwoju elektromobilności dla podnoszenia jakości życia dostrzega m.in. Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia – GZM. Jakub Stęchły, dyrektor departamentu rozwoju społeczno-gospodarczego i współpracy w tej jednostce samorządowej, przekonuje, że zanieczyszczenie powietrza, szczególnie istotne na terenach przemysłowych, może zostać zdecydowanie ograniczone dzięki zwiększeniu udziału aut elektrycznych w transporcie.

Dobrym pomysłem jest też rozwijanie mobilności miejskiej w sposób zrównoważony, uwzględniając komunikację zbiorową, która musi stać się bardziej przyjazna i wygodna dla pasażerów. Jak tłumaczy Michał Beim, ekspert ds. transportu w Instytucie Sobieskiego, tylko wówczas uda się zmobilizować kierowców do porzucenia aut na rzecz komunikacji publicznej.

To kluczowe zadanie dla samorządów.

Paweł Adamowicz prezydent Gdańska

Konsekwentnie dążymy do tego, aby komunikacja w Gdańsku była przyjazna i ekologiczna. Rozbudowujemy sieć ścieżek rowerowych, których obecnie jest niemal 700 km i promujemy korzystanie z tego środka transportu. Jesienią na obszarze całej metropolii zostanie wprowadzony system roweru miejskiego, który będzie się składał w 100 proc. z floty elektrycznej. Będzie to największy taki system na świecie, obejmujący łącznie 14 gmin. Nasza metropolia jest jedną z najbardziej „rowerowych" w Europie i chcemy tę pozycję wzmocnić. Stacje rowerowe będą zlokalizowane m.in. przy węzłach przesiadkowych na Pomorską Kolej Metropolitarną. Wspieramy także posiadaczy ekologicznych aut. Jako jedno z pierwszych polskich miast wprowadziliśmy bezpłatne parkowanie dla samochodów elektrycznych. Od sierpnia ubiegłego roku w Gdańsku można wypożyczać elektryczne skutery.

Marek Woźniak marszałek województwa wielkopolskiego

Szukanie rozwiązań usprawniających transport miejski, polepszających komfort życia mieszkańców to wyzwanie, z którym musimy się zmierzyć w obliczu zwiększającego się natężenia ruchu samochodowego na dojazdach i wyjazdach z wielkopolskich miast. Dlatego w Wielkopolskim Regionalnym Programie Operacyjnym 2014–2010 (WRPO 2014+) zaplanowaliśmy aż 953 mln zł na działania w tym zakresie. Korzystanie z transportu współdzielonego w naszym województwie staje się faktem, a pierwsze efekty już są widoczne. Samorządy miast i gmin inwestują, m.in. z pozyskanych w ramach WRPO 2014+ środków unijnych, w budowę systemów wypożyczalni rowerów i parkingi „parkuj i jedź". Wszystko po to, aby ograniczyć do minimum liczbę pojazdów niezbędnych do poruszania się po mieście.

Paweł Barchwic wiceprezes Asseco Data Systems

W Polsce od wielu lat sukcesywnie rośnie popyt na samochody osobowe i wkrótce dojdziemy do 0,5 mln aut rejestrowanych rocznie. Niezależnie więc od tego, że komunikacja miejska jest coraz bardziej przyjazna mieszkańcom, część osób nie zrezygnuje z poruszania się po mieście samochodem. Pytanie więc, jaką rolę w transporcie miejskim mogą pełnić auta osobowe. Rynek dobrze przyjął ofertę wynajmu samochodu na minuty. Minusem ich dalszego rozwoju jest jednak coraz większe zanieczyszczenie powietrza. Miasta inwestują w autobusy elektryczne, jednak ten proces będzie trwał latami. Przyszłością są samochody elektryczne, ale na razie barierą jest ich cena. Jak zatem sprawić, by transport był bardziej ekologiczny. Interesującą ofertą byłoby połączenie parkingów „Park & Ride" z wypożyczalnią e-samochodów. Dzięki temu kierowca mógłby zostawić swój własny samochód na miejskim parkingu, a po ścisłym centrum przemieszczać się miejskim samochodem elektrycznym. Rok temu na świetny krok zdecydował się Wrocław, który uruchomił miejską wypożyczalnię aut elektrycznych na zasadzie partnerstwa publiczno-prywatnego, gdzie zadaniem samorządu było tylko wyznaczenie dedykowanych miejsc parkingowych.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL