fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Widziane z regionu

Rząd niepotrzebnie rywalizuje z samorządem

materiały prasowe
Mamy bardzo przeregulowane prawo. Chyba tylko oddychanie nie jest uregulowane. To jest problem, który nie daje samorządom wielkiego pola manewru – mówi Krzysztof Iwaniuk, wójt gminy Terespol, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Jest pan nowym szefem Związku Gmin Wiejskich RP. Co czeka tę organizację?

Ze związkiem jestem związany bardzo długo. Jestem zaangażowany w jego działalność od początku rządów Jerzego Buzka, zasiadam też w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu. Dlatego też będę kontynuował działania związku i aktywnie działał na rzecz samorządu i wszystkiego, co jest z nim związane. Traktuję mój wybór bardziej jako wyraz ewolucji, a nie rewolucji.

Ewolucja zakłada jednak pewne zmiany, nowości.

Oczywiście, pewne zmiany są konieczne. Na pewno potrzebna jest dyskusja o tym, by mieć wreszcie biuro w Warszawie, gdyż teraz mamy siedzibę w Poznaniu. Większość rzeczy dzieje się jednak w stolicy. Będziemy o tym rozmawiać na najbliższych spotkaniach zarządu. Priorytety związku to między innymi standaryzacja usług publicznych. Więcej dochodów własnych dla gmin. Mamy pomysł na subwencje ekologiczną, drogową. Bez dochodów własnych gminy nie będą miały pieniędzy na wkłady własne w inwestycjach dotacyjnych. Jest również cała gama postulatów związanych z ochroną środowiska, gdzie konieczne są zmiany w obowiązujących uregulowaniach prawnych. Jest jeszcze sprawa ubytków naszych dochodów bądź niedofinansowania nowych zadań.

No dobrze, ale jak pan teraz ocenia ogólnie misję związku?

Niedawno obchodziliśmy święto Konstytucji 3 maja. Wtedy wielokrotnie padały takie słowa, jak trójpodział władzy, rządy prawa, autonomia samorządu. Samorząd to element władzy publicznej realizujący zadanie rozwoju cywilizacyjnego dla mieszkańców i regionów. Chcemy być tym elementem, partnerem rządu w swoim zakresie tego działania. Bo przecież to samorząd gminy świadczy elementarne usługi niezbędne dla mieszkańców każdego dnia, a te powinny być na najwyższym poziomie.

Dlaczego?

Czasami odnoszę wrażenie, że rząd rywalizuje z samorządem o zadania, w przypadku których ustawy ustrojowe precyzują kompetencje bardzo jasno. Mam nadzieję, że to się to zmieni i unormuje. Bo nie sądzę, że rząd w Warszawie wie lepiej, co jest potrzebne w danej gminie. Natomiast ze strony władzy centralnej potrzebne są działania strategiczne, przeciwdziałające pogłębianiu się dysproporcji. To się dzisiaj w Polsce bardzo rozjechało. Potrzebna jest być może np. nowa ustawa o dochodach samorządu terytorialnego, ale dopiero po zmianach w systemie finansowania oświaty. Szkoda, że nie ma podstolika finansowania oświaty przy okrągłym stole poświęconym temu tematowi. A to kluczowa sprawa dla samorządów.

A jak to powinno wyglądać waszym zdaniem?

Chcielibyśmy, by obowiązywał taki model jak we Francji czy Niemczech: płace nauczycieli po stronie państwa, utrzymywanie infrastruktury po stronie samorządu. To jest chyba jedyne sensowne rozwiązanie.

Czy ta rywalizacja, o której pan wspomniał, jest nieunikniona? Między rządem a samorządem?

W pewnym sensie może to tak wyglądać, ale uważam, że zamiast tego powinniśmy się wspólnie zastanawiać, jak wypracować mechanizmy, które będą działały w tej, nazwijmy to, zdrowej rywalizacji długofalowo. Np. dyskusja o Funduszu Drogowym. My, samorządowcy, sugerowaliśmy, że lepszym rozwiązaniem będzie subwencja na każdy kilometr drogi lokalnej. Z kolei rząd przyjmuje, że lepsza jest forma dotacji. Jeśli jeszcze niedawno śp. prof. Regulski mówił, że są gminy w Polsce, które nie uzyskały ani złotówki ze środków unijnych, jeśli 70–80 proc. tych pieniędzy trafia do dużych ośrodków, to świadczy, że te rozwiązania nie są najlepsze i trudno mówić o zrównoważonym rozwoju Polski.

Czyli jest gorzej niż za poprzedniej ekipy?

Nie chciałbym stosować tego typu porównań, ale wspomniana ustawa o finansowaniu dróg jest rzeczywiście dość dziwna. Bo to wojewodowie określają warunki dla każdego regionu. A jest jeszcze długopis pana premiera, czyli możliwość dowolnej konfiguracji list dróg, na które będzie przyznana dotacja. To inny mechanizm niż w przypadku „schetynówek", bo zapewne do tego pan nawiązuje. Tam były jednolite kryteria. Zabiegaliśmy jedynie o to, by np. na drodze łączącej dwie wsie nie było konieczności budowy chodnika i oświetlenia, bo to bardzo podnosi koszty takiej infrastruktury. A potrzebna jest po prostu droga. Pamiętajmy, że 50 proc. dróg lokalnych w Polsce nie jest jeszcze utwardzonych. To jest spore wyzwanie i trzeba wielu lat, by nadrobić zapóźnienia cywilizacyjne w tym zakresie. A przecież trzeba pamiętać też o tym, że każdy element infrastruktury generuje koszty stałe i trzeba ją potem utrzymywać.

Jak wyglądają relacje między rządem a samorządem w innych sferach?

Mamy bardzo przeregulowane prawo. Chyba tylko oddychanie nie jest uregulowane. To jest problem, który nie daje wielkiego pola manewru w wielu sprawach. Pamiętam samorząd od lat 90. I zasadę, że co nie jest zakazane, jest dozwolone. Dziś jak nie znajdziemy paragrafu, to nie możemy podjąć jakiejkolwiek decyzji. I to jest coraz większy problem. Komisja Wspólna Rządu i Samorządu co miesiąc opiniuje 40–60 aktów prawnych różnej rangi.

Co pan w tej inflacji prawa samorządowego uważa za najbardziej istotne?

Na przykład oświata i opieka społeczna, zadania własne samorządu, w których realizacji jesteśmy klasycznym dystrybutorem pieniędzy budżetowych – to dotyczy opieki społecznej. W przypadku oświaty w ogóle nasza rola się skończyła i możemy jedynie dopłacać do coraz bardziej niewystarczającej subwencji. Niektórzy w ogóle się zastanawiają, jaka jest definicja zadania własnego. Bo to, że jest wpisane w ustawie jako zadanie własne, już nic nie znaczy. Nie mamy wpływu ani na sieć placówek (bo trzeba opinii kuratora), ani na programy nauczania. Oświata jest dramatycznie przeregulowana.

A jak pan ocenia działania Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu?

Jest jeden główny problem. Wiele aktów prawnych idzie „bokiem" jako inicjatywy poselskie. My w wolnych wnioskach na początku spotkań Komisji wymuszamy, by o tym rozmawiać. Nie zawsze to się udaje. Kiedyś większość ustaw było rządowych, a więc przechodziły przez Komisję. Wielokrotnie sugerowaliśmy, by znowelizować prawo i by również projekty poselskie do niej trafiały. Później próbujemy zgłaszać opinie, poprawki w parlamencie, ale to jest bardzo trudne. Panowie posłowie i panie posłanki nie zawsze są świadomi wielu rzeczy, a to my musimy się później z tym prawem uporać. Gdyby dyskusje były dłuższe, gdyby opinie były wykorzystywane, to te nowelizacje nie musiałyby być później tak częste. Proszę spojrzeć np. na prawo wodne, ustawy śmieciowe, prawo o zamówieniach publicznych. To koszmar. A przeciętna gmina ma niewielu urzędników merytorycznych, którzy muszą to prawo stosować.

A jak na tym tle wygląda sprawa dwukadencyjności?

Jeszcze jedna kadencja i wszyscy będą w praktyce nowi. To ogromny błąd. Demokracja działała, 30 proc. zmian i tak następuje poprzez wybory powszechne i bezpośrednie. To mieszkańcy ostatecznie decydują poprzez głosowanie. Ja nie rozumiem, czemu to miałoby służyć. Jeśli ma zostać dwukadencyjność, to musi powstać jak najszybciej służba cywilna w samorządzie. Albo trzeba się z tego wycofać. Przy dzisiejszym galimatiasie prawnym i wyzwaniach to jest koszmar. Wójtowie muszą osobiście dotknąć każdej sprawy. Jest problem z urzędnikami samorządowymi. Kilkakrotnie są ogłaszane nabory np. do księgowości i nie ma chętnych. Nawet tu, na wschodzie, spotykam się z tym. Samorząd gminny jest najlepszą reformą po 1990 roku. Nie psujmy go. To małe samorządy są najbardziej autentyczne.

Jak wyglądają przygotowania do nowej perspektywy unijnej?

Pamiętajmy, że na obszarach wiejskich i w miasteczkach mieszka połowa Polaków. Ubiegaliśmy się o to, by programy regionalne zawierały około 30 proc. środków na obszary wiejskie. Nie wiem jeszcze, czy to się uda. To kwestia Ministerstwa Rozwoju. Wtedy mielibyśmy większe możliwości. Chociaż oczywiście gminy też są zróżnicowane, dlatego potrzebny jest nowy mechanizm wyrównawczy.

Widzi pan wchodzenie polityki do samorządu?

Nie jestem związany z żadną partią. Gdybym ja decydował, to całkowicie oddzieliłbym jedno od drugiego. Samorządowcy są po pierwsze urzędnikami, po drugie menedżerami. Dopiero na trzecim miejscu są politykami lokalnymi. Pamiętajmy, że zadaniem samorządu gminy jest zapewnienie mieszkańcom dostępu do najważniejszych usług publicznych, takich jak szkoły, woda, wywóz śmieci, a one nie mają wymiaru politycznego.

Krzysztof Iwaniuk jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej. W 1992 r. ukończył Podyplomowe Studium Samorządu Terytorialnego i Rozwoju Lokalnego na Uniwersytecie Warszawskim oraz w 2003 r. studia podyplomowe w zakresie zarządzania projektami europejskimi i prawa Unii Europejskiej na Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie. W latach 1990–1992 pełnił funkcję burmistrza miasta i gminy Terespol. Od 1992 r. do dziś jest wójtem gminy Terespol. Od 1999 r. pełni funkcje w Związku Gmin Wiejskich RP, początkowo jako członek zarządu, następnie wiceprzewodniczący związku. Jest członkiem Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. Bierze udział w pracach Zespołu Finansów Publicznych oraz licznych komitetów regionalnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA