fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Widziane z regionu

4 czerwca znów powieje wiatr od morza

Tadeusz Truskolaski prezydentem Białegostoku jest od 2006 roku. Pod koniec marca wybrany na prezesa Unii Metropolii Polskich, skupiającej 12 największych polskich miast
Dawid Gromadzki
Chcemy, by Polska była znowu praworządna i demokratyczna – mówi prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski.

Został pan prezesem Unii Metropolii Polskich. Co z tego wynika?

Białystok jest 10. miastem co do wielkości w Polsce. To dla nas wyróżnienie, że prezydent Białegostoku – miasta mimo wszystko średniej wielkości – został szefem związku zrzeszającego największe metropolie w Polsce.

Coś konkretnego dla mieszkańców miasta z tego będzie?

Chcę, aby Unia była bardziej aktywna i bardziej słyszalna w debacie publicznej. Takie zresztą oczekiwania padały na walnym zgromadzeniu. Zależy mi także na lepszej współpracy z innymi korporacjami samorządowymi. Liczę na synergię z działaniami Związku Miast Polskich. Mam bardzo dobre relacje z panem prezydentem Zygmuntem Frankiewiczem, zasiadam w zarządzie ZMP.

Czym się do tej pory UMP zajmowała?

Moim zdaniem dotychczas było to ciało bardziej skupione na rozwiązywaniu problemów wewnątrz. W ubiegłym roku odbyło się ok. 80 spotkań skarbników, sekretarzy miast i innych przedstawicieli metropolii w ramach konkretnych komisji, na których omawiano poszczególne zagadnienia. Zdecydowanie mniej było aktywności UMP na zewnątrz – pod adresem władz krajowych czy innych korporacji samorządów. To się powinno zmienić. Podejmujemy już zresztą określone inicjatywy, np. Warszawa przygotowuje próbę odzyskania kosztów reformy oświaty. Chcemy być aktywni w sprawach dotyczących finansów samorządów. Dotychczas opracowywaliśmy różne stanowiska, wysyłaliśmy je do poszczególnych instytucji, ale brakowało z naszej strony monitoringu, czy i w jakim zakresie nasze postulaty są uwzględniane. Wspomniałem już o synergii z innymi korporacjami – wspólny głos wszystkich środowisk byłby lepiej słyszalny.

Teraz samorządowcy mają być skuteczniejsi?

Tego bym sobie życzył. Będę współdziałał ściśle z prezydentami miast skupionych w UMP. Chciałbym, byśmy spotykali się częściej – raz na miesiąc, a nie raz na pół roku – rotacyjnie w poszczególnych miastach. To trudne, bo każdy z nas ma napięty kalendarz, ale wierzę, że możliwe.

Większe zaangażowanie samorządowców to efekt przejęcia władzy przez PiS? I czy gdy PiS przestanie rządzić, to czy ono się zmieni?

Aktywność samorządu zależy od tego, jakie decyzje podejmuje władza centralna. To jak w tej anegdocie o dziecku, które przez pięć lat nie mówiło. W pewnym momencie po obiedzie mówi: Mamo, nie ma kompotu. A matka na to: Synu, dlaczego przez pięć lat milczałeś? Odpowiedź: Bo zawsze kompot był.

A gdy ten kompot wróci?

To nie będzie takie proste. Zresztą nigdy samorządy nie opływały w dostatek. Obecnie szkody wyrządzone w systemie finansowania są zbyt duże. Przypominam, że gdy PO chciała zabrać nam miliardy, to bardzo głośno protestowaliśmy. I mieliśmy rację. Mówiliśmy to wicepremierowi Rostowskiemu.

Czyli to nie jest tak, że samorządowcy zostali ożywieni przez PiS?

To nie jest taki prosty mechanizm. Są partie, które są prosamorządowe i wtedy jest łatwiej rozmawiać, szukać rozwiązań. Są także partie, które chcą ograniczenia samorządu i wtedy pojawia się więcej bodźców do działania.

Mówi pan, że obecnie rządzący są antysamorządowi. Ale to partia wchodząca w skład obozu władzy – PiS – zaproponowała deglomerację.

Sztandar obecnie rządzących jest pojemny. Oceniajmy nie deklaracje, ale realne działania. Jak podejmowane są decyzje w obozie władzy... Znaczenie ma wola jednej osoby – Jarosława Kaczyńskiego. My się temu sprzeciwiamy, ponieważ to sprzeczne z fundamentami demokratycznego państwa. Przygotowywane są ustawy, nagle ktoś dostaje olśnienia i projekty trafiają do kosza...

Ustawa zmieniająca PIT rzeczywiście będzie tak dotkliwa dla samorządów? Spodziewa się pan rekompensat?

Tak, będziemy oczekiwać rekompensat. Chcemy w tej sprawie spotkać się z minister finansów. Szacujemy, że w skali samorządów straty sięgną ok. 2 mld złotych rocznie. Tylko w budżecie Białegostoku ubędzie ok. 52 mln złotych. To dla nas ogromne pieniądze. Szef PiS w regionie Dariusz Piontkowski, zapytany przez jednego z lokalnych dziennikarzy, mówi o wzroście dochodów wynikającym ze wzrostu gospodarczego. Rzeczywiście, między 2017 a 2018 rokiem mieliśmy wzrost o 48 mln złotych. Poseł PiS zapomniał jednak, że w tym samym czasie koszty inwestycji budowlanych wzrosły o 40–50 proc. Przy inwestycji na poziomie 450 mln złotych łatwo sobie wyobrazić skutki...

Co w takim razie z budżetem Białegostoku?

Nie będzie to łatwe zadanie. Na razie nie mówię o rezygnacji z inwestycji, ale o przesuwaniu ich na kolejne lata. A to niestety nierzadko budzi niezadowolenie mieszkańców. Byliśmy już zmuszeni poważnie ograniczyć jedną dużą inwestycję. Zakładaliśmy koszty na poziomie ok. 45 mln zł. Po kilku przetargach okazało się, że koszty wzrosły do ok. 90 mln zł. Chodzi o budowę jednego z istotnych skrzyżowań. Pierwotnie planowane było jako dwupoziomowe, na razie powstaje jednopoziomowe, ale z możliwością rozbudowy w przyszłości.

PiS stawia na Via Carpatia. Chyba na tym zyskają samorządy w Polsce wschodniej.

Z mojego punktu widzenia to czcze obietnice, ponieważ w budżecie państwa nie ma żadnych pieniędzy na Via Carpatia w województwie podlaskim. Środki na tę trasę dotyczą odcinka na Podkarpaciu...PiS w Sejmie odrzucił wszystkie poprawki zgłaszane przez opozycję dotyczące finansowania inwestycji w naszym regionie. W praktyce dostajemy niewiele środków na inwestycje realizowane przez samorządy. To np. dotacja dla Muzeum Pamięci Sybiru, a i tak okrojona...

A program wspierania transportu zbiorowego w ramach „piątki Kaczyńskiego" nie wesprze samorządów?

Białostocka komunikacja miejska obsługuje miejscowości w promieniu do 20 km od miasta. Zatem z mojego punktu widzenia ta sprawa nie ma dużego znaczenia. Miasto Białystok nie zarządza PKS. To spółka należąca do zarządu województwa. Poza tym rodzi się pytanie, jak to się ma do reguł konkurencyjności i unijnych zasad udzielania pomocy publicznej. Wiele linii obsługują przewoźnicy prywatni, linie PKS są często mało konkurencyjne. To jest kolejne hasło propagandowe. Wiele w PiS opiera się na propagandzie, a w mniejszym stopniu na realnych działaniach.

Samorządowcy powinni mocniej wchodzić w politykę i takie sprawy jak karta LGBT?

Absolutnie nie. Podzielam opinię prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, którą wyraził na łamach „Życia Regionów". Nie powinniśmy się zajmować sprawami światopoglądowymi, ale sprawami bytowymi naszych mieszkańców. Jeśli będziemy wchodzić w sferę obyczajową, to na pewno się na tym poślizgniemy.

Czyli karty LGBT by pan nie podpisał?

Nie ma takiej potrzeby. Nie zajmowałem się tym i nie znam dokładnie treści dokumentu podpisanego przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego.

A pierwsza Parada Równości w mieście? Będzie w tym roku.

Jak będzie, to będzie. Już w 2006 roku dostawałem podobne pytania. I już wtedy mówiłem: nie mam z tym żadnego problemu. Przez 12 lat nie pojawiła się taka inicjatywa. Z mojej strony nie będzie żadnych działań wobec takiego przemarszu. Wolność zgromadzeń to jedna z najważniejszych rzeczy dla demokracji.

Co z 4 czerwca? Będzie ważny dla opozycji?

Przesłanie towarzyszące obchodom jest takie, że Polska samorządowa jest ważna, a samorządy to największe osiągnięcie 30-lecia naszej demokracji. Chociaż 4 czerwca 1989 r. wybory były tylko częściowo wolne, to stały się absolutnie przełomowe. Pozwoliły na zbudowanie rządu Tadeusza Mazowieckiego. Uważam, że 4 czerwca powinien być ważny dla całej Polski i nie może służyć do kolejnego dzielenia Polaków. Do Gdańska zapraszamy też przedstawicieli rządu.

Chodzi też o wybory jesienią? Tak jak w 1989 r. to był przełom, tak teraz 4 czerwca ma nim być?

Rodzi się nadzieja, że znów powieje wiatr od morza. Nie ma wątpliwości, że chcemy, by Polska była znowu praworządna i demokratyczna. Gdy autorytety mówią o neo-KRS wybranej niezgodnie z konstytucją i gdy to się uznaje za praworządność, to my jesteśmy przeciwko takim działaniom.

4 czerwca ma przemawiać Wałęsa i Tusk.

Nie wolno wygumkowywać Lecha Wałęsy z historii naszego kraju. Z kolei Donald Tusk nie jest osobą prywatną, ale szefem Rady Europejskiej, nieformalnym prezydentem Europy. Jako Polak piastujący tak wysokie stanowisko w zjednoczonej Europie powinien zostać absolutnie doceniony.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA