fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Widziane z regionu

Strajk szkolny ogarnął prawie całą Polskę

Według Związku Nauczycielstwa Polskiego w strajku bierze udział ponad 15 tys. szkół. MEN uważa te wyliczenia za zawyżone.
Fotorzepa/Robert Gardziński
Chociaż nastroje wśród nauczycieli są coraz gorsze, ZNP zdecydował, że strajk będzie kontynuowany nawet w okresie świątecznym.

Strajk nauczycieli trwa już od tygodnia. Jak podaje Związek Nauczycielstwa Polskiego, bierze w nim udział ponad 15 tys. placówek w Polsce. To 75 proc. szkół. Zdaniem MEN te liczby są zawyżone. Jak ocenia ministerstwo, strajkuje niespełna połowa placówek (48,5 proc.). Szef ZNP Sławomir Broniarz tłumaczy, że różnice te wynikają z rozbieżności w sposobie liczenia.

Z danych przedstawionych przez MEN wynika, że najwięcej strajkujących placówek jest w województwach lubuskim (83 proc.), kujawsko-pomorskim (81 proc.) oraz w łódzkim (78 proc.). Z kolei najmniej jest w województwach świętokrzyskim (14 proc.), podkarpackim (21 proc.) i małopolskim (21 proc.).

Jak wygląda rzeczywistość strajkowa? Na przykład w Szkole Podstawowej nr 12 w Łodzi nauczyciele przychodzą do placówki na godz. 7 i są w niej do godz. 17. Przy wejściu do szkoły jest kilkoro pracowników, którzy kontrolują wejścia do budynku i wyjścia.

– Świetlica u nas funkcjonuje normalnie. Pozostawionymi tam dziećmi opiekują się nauczyciele, którzy nie biorą udziału w proteście – tłumaczy Anna Wróblewska, dyrektor placówki. – W ostatnich dniach podczas egzaminu zdarzało się, że ja lub moja zastępczyni pilnowała dzieci w świetlicy – dodaje.

Każdy nauczyciel ma szkolny identyfikator i żółty znaczek z informacją o strajku. – Nastroje mają różne. Samopoczucie spadkowe, codziennie z nimi rozmawiam, widzę, że martwią się, iż nie widać rozwiązania problemu – przyznaje pani dyrektor. Zdradza, że część protestujących rozchorowała się i wzięła zwolnienia lekarskie.

– Nie wiązałabym ich choroby ze strajkiem, ale raczej pogodą i porą roku. O tej porze to normalne – uważa dyr. Wróblewska. Na 61 pracowników tej szkoły w piątek na zwolnieniach było dziesięć osób.

Z kolei w Szkole Podstawowej nr 9 im. dr. Franciszka Witaszka w Poznaniu świetlica nie działa. Ale obiady wydawane są normalnie. – Nie ma zajęć opiekuńczych, bo wszyscy nauczyciele strajkują – opowiada Anna Kicińska, dyrektor poznańskiej podstawówki. – Na terenie placówki nauczyciele są w trakcie godzin wynikających z planu zajęć – mówi dyr. Kicińska.

Przez kilka dni protestujący gromadzili się w auli, ale w piątek ta była przygotowywana do poniedziałkowych egzaminów ósmoklasisty, więc wyznaczono im inne miejsce. – Mimo trudnej sytuacji nauczyciele zachowują powagę, ale mają poczucie niepokoju i lekceważenia, bo nie zanosi się na szybkie rozwiązanie konfliktu – uważa dyrektor poznańskiej podstawówki.

Protest trwa również w Szkole Podstawowej nr 100 w Krakowie. – Została podjęta decyzja o zawieszeniu 12 kwietnia zajęć dydaktycznych (lekcji) i opiekuńczo-wychowawczych (świetlicy szkolnej). Świetlica popołudniowa, od godz. 16 do 20, działa na dotychczasowych zasadach. Zajęcia komercyjne (te, za które rodzice płacą) będą się odbywać zgodnie z dotychczasowym harmonogramem – poinformował nas Krzysztof Szwed, dyrektor szkoły. Obiady wydawane są zgodnie z harmonogramem. Jeśli dziecka nie będzie, rodzice muszą zgłaszać to codziennie rano. Inaczej zostaną obciążeni kosztami.

Nie wiadomo, jak długo będzie trwał protest nauczycieli. W piątek ZNP podjął decyzję o kontynuowaniu strajku. Nie zostanie on zawieszony nawet w okresie świątecznym. Związkowcy nie zdecydowali się także na zmianę charakteru protestu. Jeszcze w czwartek mówiło się, że może przyjąć charakter rotacyjny.

Problemem jest jednak wynagrodzenie nauczycieli. Część samorządów, np. we Wrocławiu czy Łodzi, deklaruje, że zapłaci pedagogom za dni powstrzymywania się od pracy. Nie będzie to jednak wypłata, ale wynagrodzenie raczej w formie nagród czy dodatków. Bo chociaż ZNP twierdzi, że nie ma wprost zakazu wypłaty, samorządy obawiają się naruszenia dyscypliny finansów publicznych.

Jacek Sutryk prezydent Wrocławia

Jeszcze raz chciałbym powtórzyć deklarację, którą złożyłem przed rozpoczęciem strajku nauczycieli: wszystkie środki przewidziane na wynagrodzenia zostaną wypłacone dyrektorom placówek w całości. Oczywiste jest, że za dni strajkowe nie można wypłacić wynagrodzenia. Są jednak inne instrumenty, które posiadają samorządy, a które mogą zrekompensować wynagrodzenia za ten szczególny czas. Strajk jest sytuacją nadzwyczajną, w którą wpisane są utrudnienia. We Wrocławiu mamy wspaniałych dyrektorów, którzy odpowiedzialnie podchodzą do swojej pracy. Dzięki temu udało się jak dotąd przeprowadzić wszystkie egzaminy gimnazjalne i wierzę, że podobnie będzie z egzaminami w tym tygodniu. Mam nadzieję, że rząd zrobi krok w tył i zrozumie, że edukacja to polska racja stanu, a podwyżki dla pedagogów są potrzebne.

Jacek Majchrowski prezydent Krakowa

Jestem nauczycielem akademickim i choć sytuacja na uczelniach jest inna niż w szkołach, to z pełnym przekonaniem popieram stanowisko nauczycieli. To kwestia nie tylko odpowiednich zarobków, ale przede wszystkim szacunku dla zawodu nauczyciela. Najtrudniejszą sprawą jest kwestia wynagrodzenia za czas strajku. W obecnie obowiązującym stanie prawnym nie ma możliwości jego wypłaty. W naszej ocenie byłoby to naruszenie dyscypliny finansów publicznych. Należy podkreślić, że pieniądze, które nie trafią na konta nauczycieli biorących udział w strajku, nie zostaną w kasie miasta, tylko będą przeznaczone na wypłatę wynagrodzeń dla osób, które w czasie protestu będą zajmować się dziećmi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA