fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Widziane z regionu

Deglomeracja: szansa na równomierny rozwój

Polityk, samorządowiec, działacz społeczny. Z wykształcenia prawnik, ekspert systemu ochrony zdrowia. Zanim został prezydentem Chełma szef gabinetu politycznego w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii, doradca prezesa Rady Ministrów, doradca Ministra Zdrowia, pełnomocnik wojewody lubelskiego ds. rozwoju służby zdrowia.
materiały prasowe
Jest wiele instytucji, które nie mogłyby funkcjonować w takich miastach jak Chełm, Zamość czy Łomża, ale mogłyby np. w Lublinie czy Kielcach. Z obecnych miast wojewódzkich można przenieść część instytucji samorządowych, które z powodzeniem mogą działać w byłych miastach wojewódzkich – mówi Jakub Banaszek, prezydent Chełma.

Życie Regionów: Jest pan jednym z niewielu nowych prezydentów miast, którzy pojawili się po wyborach w 2018 roku. Dlaczego w Chełmie nastąpiła zmiana władzy?

Jakub Banaszek: Mieszkańcy Chełma od dawna podnosili wiele kwestii, które ich zdaniem w mieście nie funkcjonowały dobrze. Przede wszystkim Chełm to miasto o ogromnym potencjalne gospodarczym i logistycznym. Jest największym ośrodkiem przy wschodniej granicy, czego do tej pory miasto nie wykorzystywało. Nie pojawiały się nowe miejsca pracy, nowe inwestycje. Chełm jest najbardziej zanieczyszczonym miastem w województwie lubelskim, z ogromnym bezrobociem, przekraczającym 11 proc. Do tego dochodzi ogromne zadłużenia miasta. To wszystko miało wpływ na wygraną mojej drużyny.

Jest pan też jedynym prezydentem ze Zjednoczonej Prawicy, który przejął władzę w 2018 r.

Pokazaliśmy przez ostatnie lata rządów, że realizujemy nasze obietnice. Przed miastem wiele wyzwań, problemów do rozwiązania – to wielka odpowiedzialność, a zarazem szansa na dobrą zmianę. Wsparcie ze strony polityków Zjednoczonej Prawicy było ogromne i za to dziękuję. Jestem pierwszym prezydentem urodzonym po 1989 roku, obecnie najmłodszym w Polsce. To duże zobowiązanie, ale także ogromne zaufanie mieszkańców.

Co jeszcze wpłynęło na zwycięstwo?

Wiele czynników. Wsparcie polityków Zjednoczonej Prawicy działało na moją korzyść. Mogłem opowiedzieć o projektach, które realizowałem, pracując m.in. dla minister Emilewicz czy premiera Morawieckiego. Mieszkańcy zobaczyli, że to, co proponuję, i moja polityczna biografia są spójne z tym, o czym mówią ważni politycy, którzy przyjeżdżają do Chełma.

Chełm ma ponad 60 tys. mieszkańców. Ale w wielu miastach takiej wielkości Zjednoczona Prawica nie osiągnęła w 2018 sukcesów, mimo oczekiwań.

Każdą kampanię trzeba analizować oddzielnie. Każdy przypadek jest inny. W Chełmie od wielu lat była stagnacja, mieszkańcy oczekiwali zmiany. To, do czego się zobowiązałem, było odpowiedzią na ich oczekiwania. Teraz realizuję moje obietnice. Jednocześnie przeciwko mnie zawiązała się tzw. totalna koalicja. Wszystkie partie były przeciwko mojej kandydaturze, ale w tym wszystkim była nieautentyczność. Politycy, którzy zawiązali przeciwko mnie koalicję, zwalczali się wzajemnie przez ostatnie lata. Zawiązali koalicje nie dla dobra miasta, tylko w mojej ocenie, w celu obrony politycznych interesów.

Jaki jest bilans otwarcia w Chełmie?

Zacznę od pozytywnych rzeczy, które zastałem po przyjściu do ratusza. Po pierwsze, ogromny potencjał wśród mieszkańców, urzędników oraz możliwości, które przez lata były niewykorzystane. To są plusy. Minusy – duży bałagan w zarządzaniu, olbrzymie zadłużenie. Miasto jest w fatalnej sytuacji finansowej. Pamiętam rozmowę z przedstawicielem firmy doradczej, która zajmuje się przeprowadzaniem audytów w samorządach. Już na wstępie powiedział: – Nie znam miasta w gorszej sytuacji finansowej. Oczywiście nie chodzi tylko o zadłużenie. W budżecie, który został przygotowany przez moich poprzedników i trudno na pewnym etapie go zmienić, jest zapisany kolejny deficyt. Kluczowe inwestycje są niedoszacowane. Kolejne minusy to sytuacja miejskich spółek, które w większości są na skraju bankructwa. Mam też wątpliwości w kilku innych obszarach, dlatego zleciłem audyt.

Co pan w takim razie zamierza zrobić, by walczyć z nadmiernym zadłużeniem?

Zaczynamy od restrukturyzacji zadłużenia. Czekam na wyniki audytu, rozpocząłem rozmowy z bankami w celu wspomnianej restrukturyzacji. Potrzebne są odważne, ale niepopularne decyzje. W innym przypadku restrukturyzacja nic nie da. W pierwszych dniach urzędowania obciąłem wszystkie niepotrzebne wydatki: zlikwidowałem abonamenty na telefony komórkowe, ryczałty na paliwo, ryczałty na telefon czy prenumeraty czasopism. Takich wydatków było więcej i być może kwota, którą uda się w skali roku zaoszczędzić – około 100 tys. złotych – nie jest duża, jednak to tylko jeden z elementów szukania oszczędności. Zmieniliśmy regulamin organizacyjny urzędu miasta. W trakcie jego tworzenia okazało się, że w UM jest przerost zatrudnienia. Byłem zmuszony podjąć niepopularne decyzje, ale w naszej sytuacji konieczne. Często porównuję Chełm do Zamościa. Podobne miasta, choć do niedawna to mój Chełm był większy. W samym urzędzie miasta jest o prawie 100 etatów mniej. Tak samo w przypadku oświaty – pomimo mniejszej subwencji, mniejszej liczby dzieci, wydajemy na oświatę o 20 mln złotych więcej. Niestety nasze szkoły zajmują gorsze miejsca w rankingach edukacji. Chciałbym to zmienić, bo inwestycja w dzieci jest najważniejsza. Wszystkie działania, zarówno te małe, jak i duże, mają jeden cel – znalezienie oszczędności.

No dobrze, ale jak w tej sytuacji dyscypliny fiskalnej pobudzić potencjał, o którym pan mówił.

Chełm jest idealnym miastem, by stworzyć kolejowy terminal przeładunkowy. Inwestycja, o której mówiło się od lat. Chełm jest miastem z tzw. szerokim torem, posiadającym bogate tradycje kolejarskie. W oczy bije ten ogromny, ale niewykorzystany potencjał. Terminal to nowe miejsca pracy, ale także rozwój gospodarczy Polski. Będę dążył do realizacji tej inwestycji.

Postawiłem sobie za cel utworzenie w Chełmie medycznego miasteczka – w partnerstwie z chełmską uczelnią. Instytut Nauk Medycznych z pewnością wpłynie na rozwój Chełma, ale także będzie kolejnym krokiem do podniesienia rangi miasta w zakresie szkolnictwa wyższego. Chełmska PWSZ jest jedną z najlepszych w kraju, moim obowiązkiem jest wspieranie takich inicjatyw w Chełmie. Te punkty, a także nowe miejsca pracy, nowe inwestycje można zrealizować dzięki wsparciu rządu lub samorządu województwa. Moim zdaniem małe i średnie miasta muszą mieć na siebie pomysł, a jednocześnie znaleźć pewną niszę. To nasza szansa.

Co z turystyką?

Turystyka jest jednym z elementów budowy marki miasta. Podjąłem decyzje o poszerzeniu oferty kulturalnej miasta i przygotowaniu nowej, atrakcyjniejszej oferty dla turystów. Będą unikatowe wydarzenia w skali kraju, które pokażą ogromny potencjał miasta. Już dzisiaj zapraszam wszystkich do odwiedzenia podziemi kredowych, jedynego takiego miejsca w Europie. Chełm jako miasto wielu kultur ma potencjał, który jest na wyciągnięcie reki. To wszystko trzeba w odpowiedni sposób pokazać, a jednocześnie zadbać o turystę. Chełm to idealne miejsce na weekendowy wyjazd. Zabytki to nie wszystko. Mamy bogate w zbiory muzeum, które ma jedną z największych w Polsce kolekcji sztuki współczesnej.

Jaki będzie Chełm za pięć lat?

Potrzebujemy około 1500 nowych miejsc pracy. Chełm będzie przyjaznym miejscem dla inwestorów, a jeszcze lepszym miejscem do życia dla mieszkańców i studentów. Jestem przekonany, że za pięć lat w Chełmie będzie funkcjonował Instytut Nauk Medycznych, utworzymy wiele nowych miejsc pracy, powstaną zapowiadane wcześniej inwestycje, a także zrewitalizujemy ważne obiekty – zabytkowe osiedle oraz miejskie parki. Wprowadzimy bezpłatną komunikację, wymienimy tabor autobusów, wybudujemy 500 nowych mieszkań. Te rzeczy już się dzieją, więc jestem spokojny o ich realizację. W nowych wydarzeniach kulturalnych będą chętnie brali udział mieszkańcy nie tylko regionu, ale także innych zakątków Polski. Najważniejszy jest plan, konsekwencja i cierpliwość. Oczywiście zmieni się wiele rzeczy, a przede wszystkim finanse miasta. Oddłużenie miasta jest tutaj bardzo ważne.

Pomysł, by kadencja samorządowców trwała pięć lat się sprawdzi? Forsowało to Porozumienie.

To jest bardzo dobry pomysł. W czteroletniej kadencji zawsze czegoś brakowało, przede wszystkim czasu na zrealizowanie rozpoczętych inwestycji. Perspektywa pięciu lat daje taką możliwość, a jednocześnie stwarza szansę na realizację dużych projektów. Dwukadencyjność, która również została wprowadzona, to kolejny dobry pomysł. Dziesięć lat to czas, w którym można zrealizować zapowiadane projekty, również te ambitne. Ambitny gospodarz miasta wie, ile może mieć maksymalnie czasu na realizację pewnych zadań i powinien ten czas maksymalnie wykorzystać. Często mogliśmy obserwować efekt tzw. wypalenia.

A czy to jest szczególnie widoczne w średnich miastach?

Każde miasto trzeba rozpatrywać indywidualnie. W małych i średnich miastach bardziej to widać. Duże miasta są inne. Kraków, Warszawa czy Wrocław mają już ustalony kierunek rozwoju, olbrzymi potencjał. W mniejszych miastach brak pomysłów, wizji czy ambitnych projektów od razu rzuca się w oczy. W małych i średnich miastach dwukadencyjność daje olbrzymie pole do wykazania się.

Uważa pan, że rząd PiS rozumie problemy miast? Zwłaszcza małych i średnich.

Uważam, że miasta zyskały dzięki naszym rządom. To nie tylko kwestia dodatkowych programów, ale także uszczelnienia wpływów z PIT i CIT. Programy przygotowane przez Polski Fundusz Rozwoju, których celem jest pomoc małym i średnim miastom, to także odpowiedź na wyzwania, które stoją przed samorządami. Jednocześnie rząd wprowadził programy socjalne, które pomagają wszystkim obywatelom. Kolejną szansą dla małych i średnich miast może być deglomeracja, czyli ewentualne przenoszenie urzędów do mniejszych miejscowości. Taki proces, i zawsze to powtarzam, musi być przeprowadzony odpowiedzialnie. Nie możemy zatrzymywać rozwoju dużych miast, w szczególności Warszawy.

Mówił pan publicznie o dwuetapowej konstrukcji deglomeracji. Na czym to polega?

Ewentualny proces deglomeracji musi zostać przeprowadzony mądrze. Z jednej strony jest wiele instytucji, które nie mogłyby funkcjonować w takich miastach jak Chełm, Zamość, Łomża czy Jelenia Góra, ale mogłyby np. w Lublinie czy Kielcach. Duże miasta wojewódzkie są przygotowane do deglomeracji i to mógłby być pierwszy etap. Następnie z obecnych miast wojewódzkich można przenieść część instytucji samorządowych, które z powodzeniem mogą funkcjonować np. w byłych miastach wojewódzkich. Oczywiście to tylko jedna z możliwości – obecnie trwa dyskusja i prace wewnątrz zespołu.

Kiedy poznamy ten plan w szczegółach?

Pomysł deglomeracji jest propozycją Porozumienia do wewnętrznej dyskusji w ramach obozu ZP. Porozumienie powołało zespół pracujący nad tymi rozwiązaniami. W najbliższym czasie te propozycje zostaną zaprezentowane. Lista miast jest znana, to w głównej mierze byłe miasta wojewódzkie i te tracące swoje funkcje społeczno- gospodarcze. Instytucje, które mogą być przedmiotem deglomeracji, to oddzielna kwestia. Kluczem jest analiza potencjału miast oraz to, czy dana instytucja może funkcjonować np. poza Warszawą. Dobrym przykładem jest Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej czy tworzone już laboratorium Głównego Urzędu Miar w Kielcach. Deglomeracja może przyczynić się do równomiernego rozwoju Polski.

Uważa pan, że problem depopulacji małych i średnich miast da się zatrzymać?

Trzeba przede wszystkim spojrzeć na problemy przyczyniające się do depopulacji. To emigracja młodych za pracą, starzenie się społeczeństwa, rozwój metropolii – to istotnie wpływa na problem depopulacji. Kluczem do rozwiązania tego problemu jest stworzenie mechanizmu, który będzie dla mieszkańców atrakcyjny. Deglomeracja może stworzyć takie podstawy. Uzupełnieniem mogą być odpowiednie zachęty, wsparcie dla przedsiębiorców. W naturalny sposób za deglomeracją powstaną nowe miejsca pracy, ale jest to proces, który wymaga dobrej współpracy samorządu i państwa.

O deglomeracji mówi też Robert Biedroń? Jak pan ocenia jego holistyczne propozycje dotyczące Polski?

Analizując obietnice pana Biedronia, w pierwszej kolejności trzeba przeanalizować jego obietnice i ich realizację w Słupsku. To punkt wyjścia. Obiecać można wszystko, ale wiarygodność zdobywa się ciężką pracą. Przeanalizowałem obietnice pana Biedronia. W mojej ocenie nie zrealizował tego, co obiecał. W konsekwencji nie traktuję jego obietnic poważnie – dla mnie to PR i nic więcej. Miał szansę w Słupsku. Kolejna kwestia to koszt tych inwestycji. Partia Wiosna ocenia to na ok. 35 mld złotych. Moim zdaniem będzie on co najmniej dwa, jak nie trzy razy większy. Wsparcie dla samorządów to propozycje z tzw. piątki Morawieckiego, które rząd przyjął i realizuje. Nie tylko szumne zapowiedzi, ale konsekwentna realizacja. Propozycje Biedronia to nośne hasła, ale bez konkretnego planu finansowego i planu ich wdrożenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA