fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Widziane z regionu

Po wyborach zmieniła się mapa in vitro

shutterstock
Wrocław właśnie zyskał program wspierania tej metody, a straciło go województwo łódzkie. To efekt przetasowań po głosowaniu jesienią 2018 roku.

Na prywatne życie mieszkańców decydujący wpływ mają nie tylko zmiany prezydentów ich miast, ale też każdy głos w radzie miejskiej. W ten sposób Wrocław zyskał właśnie dofinansowanie do terapii wyceniane na 2,1 mln zł. Rada miejska w nowym składzie po wyborach jesiennych przegłosowała uchwałę dofinansowującą terapię in vitro, dzięki której 420 par starających się o dziecko dostanie wsparcie po 5 tys. zł na zabieg.

W połowie stycznia 21 radnych zagłosowało za przyjęciem programu polityki zdrowotnej „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego – in vitro dla mieszkańców Wrocławia w latach 2019–2020", osiem osób było przeciw, a siedem wstrzymało się od głosu. Uchwała miała wsparcie nowego prezydenta Jacka Sutryka, ale ciekawe światło na losy wrażliwych politycznie uchwał rzuca wynik poprzednich prób wprowadzenia in vitro do stolicy Dolnego Śląska. To nie poprzedni prezydent Rafał Dutkiewicz był problemem, tylko radni z jego klubu oraz radni PiS. Projekt przepadł wtedy dwoma głosami.

Wrocław wchodzi, Łódzkie wyszło

Wrocławski program może wejść w życie w marcu. Teraz miasto będzie musiało wybrać operatora, ale na miejscu są trzy kliniki, które realizowały wcześniejszy program rządowy. – Mam nadzieję, że zgłoszą się do programu Wrocławia – mówi Magdalena Razik-Trziszka, radna Koalicji Obywatelskiej z ramienia Nowoczesnej, jedna z autorek programu.

Program jest kalką pomysłu rządowego. – Stowarzyszenie Nasz Bocian i prof. Wiesław Szymański, autor programu samorządowego, uznali, że skoro program rządowy był tak efektywny, to przełożenie dofinansowania na program samorządowy również takie będzie – mówi Razik-Trziszka. Przypomina, że rządowe i samorządowe programy in vitro przyniosły do września 2018 r. blisko 22 tysiące dzieci, a dzięki wspieranej przez rząd naprochtechnologii mimo wydanych 30 mln zł urodziło się 70 dzieci.

Te same wybory spowodowały zmiany idące w dokładnie przeciwnym kierunku w Łódzkiem. Choć samo miasto przeznaczy 1 mln zł na dofinansowanie terapii, z której urodziło się już 115 dzieci, to pozostali mieszkańcy województwa właśnie ją stracili. Choć w ubiegłym roku Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego jako pierwszy wprowadził taki pilotaż dla całego regionu, a wart 200 tys. zł program zdobył taką popularność, że zarząd PO–PSL przygotował na niego w budżecie na 2019 r. aż 2 mln zł, to nowe władze właśnie się z niego wycofały.

Po wyborach PiS zdobył w urzędzie marszałkowskim jeden mandat więcej niż koalicja. Po ubiegłotygodniowym głosowaniu nad budżetem urząd marszałkowski unika odpowiedzi na zadane wprost pytanie: „Co się stało z dofinansowaniem do in vitro?". Marszałek Grzegorz Schreiber (PiS) nie tylko wycofał program in vitro, ale też z 2 mln zł na leczenie niepłodności zabrał milion, a resztę przekazał Instytutowi Centrum Zdrowia Matki Polki. W odróżnieniu od innych samorządów – bez konkursu.

Tymczasem w Lubuskiem podobny pilotaż nie tylko został podtrzymany, ale i wzrósł jego budżet. Marszałek Elżbieta Polak uruchomiła program dofinansowań zabiegów in vitro w lipcu 2018 r., gdy nie mogły się w tej sprawie porozumieć władze miejskie. Dziś docenia wyniki i podwaja wsparcie na 2019 r. do 200 tys. zł. – Uważam, że jesteśmy zobowiązani do wprowadzenia europejskich standardów. Poprawiamy dostępność tej metody, bo nie jest to tanie leczenie, kosztuje od 8 do 12 tys. zł – mówi Elżbieta Polak.

Ruszyli z odsieczą

To nie pierwszy raz, gdy wybory pozmieniały dostępność tej terapii. Po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości w 2015 r. rząd wycofał popularny krajowy program wsparcia in vitro. Wtedy z odsieczą ruszyły miasta i wiele z nich opracowało własne programy. Pierwsza była Częstochowa, prowadzi już trzecią edycję. – Program ma tylko miejską skalę. Jego dotychczasowe efekty są dobrze oceniane przez władze samorządowe, dlatego zdecydowały o kontynuacji – mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik Urzędu Miejskiego w Częstochowie.

Rodzice dostają też wózek fundowany przez miejscową firmę. – Zasadność programu potwierdza każde spotkanie z rodzicami dzieci urodzonych dzięki tym środkom – mówi Tutaj.

Dzięki działającemu od 15 miesięcy wsparciu w Poznaniu urodziło się 71 dzieci, w tym dziewięć par bliźniąt. Są miasta, jak Gdańsk czy Warszawa, które mają taki program od dwóch lat. Jak się okazuje, nawet w najbogatszych miastach w Polsce dofinansowanie często przesądza o decyzji.

– Wprowadzenie stołecznego programu zwiększyło zainteresowanie in vitro, ponieważ dla wielu par dzięki tej pomocy zapłodnienie pozaustrojowe stało się bardziej dostępne – mówi dr Jarosław Niemoczyński, dyrektor medyczny Kliniki Bocian. – Wspólnym mianownikiem par, które zgłaszają się do nas, jest ogromne pragnienie urodzenia dziecka. Natomiast wiek, wykształcenie, stan zdrowia bywają różne, niepłodność może dotknąć każdego. Historie naszych pacjentów bywają trudne, dlatego wszelka pomoc im udzielana jest niezwykle cenna. Samorządy wprowadzające programy refundacji in vitro bardzo wspierają swoich mieszkańców – ocenia dr Niemoczyński.

Zachęta do zostania w mieście

Miejskie programy pomagają walczyć z ucieczką mieszkańców. To był jeden z celów w Bydgoszczy – uchwalony w październiku 2018 r. plan wart rocznie pół miliona zł ma działać do 2022 r.

Pod koniec grudnia o uruchomieniu pilotażowego wsparcia zdecydował wójt liczącego 25 tys. mieszkańców Tarnowa Podgórnego. Na pilotaż miasto wyda 50 tys. zł. Za wprowadzeniem programu wypowiedzieli się w corocznej ankiecie mieszkańcy – pomysł poparło 66 proc. ankietowanych, przeciw było 14 proc.

In vitro wprowadzi też Szczecin, co jest niespodzianką, bo prezydent Piotr Krzystek jest temu przeciwny. Uznał jednak, że „jako prezydent wszystkich mieszkańców nie może odmawiać im prawa do wyboru takiej metody". Miasto szuka kliniki, wsparcie dla 100 par do 2021 r. kosztuje 850 tys. zł.

W woj. katowickim realizują swoje programy wsparcia dla mieszkańców... Sosnowiec i Częstochowa. A stolica Śląska ustami swojej rzecznik odpowiedziała „Życiu Regionów" jednym zdaniem: – W Katowicach, podobnie jak w zdecydowanej większości miast w Polsce, tego typu program nie jest realizowany.

W  Krakowie in vitro przegrało z frisbee. Najpierw wsparcie przepadło dwoma głosami w radzie miasta, potem ponownie w głosowaniu na projekty z budżetu obywatelskiego. Na in vitro zagłosowało 800 osób, ale wygrały z blisko pięciokrotną przewagą zajęcia taneczne i treningi ultimate frisbee dla studentów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA