fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Widziane z regionu

Nie możemy się odgrodzić ochroniarzami

Zabójstwo prezydenta Gdańska wywołało dyskusję o bezpieczeństwie samorządowych VIP-ów.
Fotorzepa/Michał Walczak
Po zabójstwie Pawła Adamowicza włodarze wielkich miast nie chcą osobistej obstawy. Proponują dyskusję o skutecznym zabezpieczaniu imprez masowych.

Wydarzenie, które miało miejsce w Gdańsku, pokazuje, że warto się pochylić nad zapisami ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych w kontekście bezpieczeństwa mieszkańców – uważa Katarzyna Duma, rzecznik prezydenta Lublina.

Prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz otrzymał policyjną asystę po tym, gdy 24-letni mieszkaniec tego miasta Sergiusz P. w internecie chwalił zabójcę Pawła Adamowicza i dodawał, że „następny będzie Grzymowicz". Policja zatrzymała mężczyznę. Usłyszał dwa zarzuty: publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni zabójstwa z jednoczesną groźbą pozbawienia życia skierowaną wobec prezydenta Olsztyna oraz posiadania znacznej ilości środków odurzających. Został aresztowany. – Przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień – mówi Krzysztof Stodolny z Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Sergiuszowi P. grozi do dziesięciu lat więzienia.

Funkcjonariusze byli przy prezydencie Olsztyna m.in. podczas marszu pamięci ku czci Pawła Adamowicza. – Prezydent udostępnił kalendarz spotkań komendantowi policji, który zapowiedział zwiększenie liczby patroli w miejscach, w których będzie przebywał Piotr Grzymowicz – mówi Marta Bartoszewicz, rzecznik prezydent Olsztyna.

A sam Grzymowicz podkreśla, że nie zgadza się na bezkarne groźby. – Pod adresem Pawła Adamowicza padało ich wyjątkowo wiele i niestety skończyło się to tragicznie. Dlatego teraz wszyscy musimy powiedzieć „stop". Rozumiem, że osoby publiczne podlegają ocenie, nawet surowej. Ale czym innym jest krytyka, a czym innym groźba. Nie możemy przechodzić nad tym do porządku – tłumaczy prezydent Olsztyna. – Jeśli przestaniemy traktować to jak coś, co jest wpisane w bycie osobą publiczną, to być może zmniejszy się fala nienawiści. Trzeba wszystkie te przypadki zgłaszać na policję i podejmować stanowcze działania.

Nie było i nie będzie

Po tragedii, jaka rozegrała się 13 stycznia podczas 27. Finału WOŚP w Gdańsku, gdzie 27-letni Stefan W. zaatakował nożem prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, który w wyniku odniesionych obrażeń zmarł kilkanaście godzin później, powrócił temat ochrony dla włodarzy wielkich miast. Czy korzystają z niej? Czy powinni? Większość nie korzysta i nie zamierza tego robić.

– Prezydent Poznania nie będzie korzystał z żadnej formy ochrony, nie korzystał z niej w przeszłości – mówi Hanna Surma, rzecznik prezydenta Jacka Jaśkowiaka.

Także Arkadiusz Filipowski, rzecznik wrocławskiego ratusza, twierdzi, że Jacek Sutryk nie chce ochrony. – Polityk samorządowy to gospodarz miasta, musi swobodnie chodzić po jego ulicach, spotykać się z mieszkańcami, a oni nie mogą mieć utrudnionego dostępu z powodu kordonu ochroniarzy – tłumaczy Filipowski.

W podobnym tonie wypowiada się Katarzyna Duma, rzecznik lubelskiego ratusza. – Samorząd to wspólnota mieszkańców, w której kluczową rolę odgrywają integracja i współuczestnictwo w różnego rodzaju wydarzeniach, m. in. dlatego prezydent nie korzysta z żadnej formy ochrony. Nie jest planowane jej ustanowienie – tłumaczy.

Dodaje, że wydarzenie, które miało miejsce w Gdańsku, pokazuje jednak, że warto się pochylić nad zapisami ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski nie korzystał z ochrony. – Nie sądzę, żeby miało się to w najbliższym czasie zmienić – mówi Monika Chylaszek z krakowskiego ratusza.

Również prezydent Katowic Marcin Krupa nie korzysta z ochrony podczas spotkań z mieszkańcami czy innego rodzaju wydarzeń organizowanych poza urzędem. – Nie jest to moment na podejmowanie decyzji w tym zakresie. Tragiczna śmierć prezydenta Gdańska wstrząsnęła katowicką społecznością, która demonstrowała w naszym mieście przeciwko przemocy. Obecny byli prezydent, radni i mieszkańcy całego regionu – wylicza Ewa Lipka, rzecznik prezydenta.

Ochrona okazjonalna

Są jednak takie wydarzenia, przy których prezydenci z ochrony korzystają.

– Prezydent Szczecina Piotr Krzystek nie korzysta z ochrony, ale przy większych imprezach, takich jak regaty The Tall Ships Races albo Dni Morza, w jego pobliżu jest straż miejska. Wszelkie inne aktywności prezydent realizuje sam lub z udziałem swoich najbliższych współpracowników – mówi Łukasz Kolasa, rzecznik prezydenta Szczecina.

Dodaje, że jeśli chodzi o zwiększenie środków bezpieczeństwa, to dyskusja o tym na pewno musi się odbyć. – Ale jest jeszcze za wcześnie na konkretne decyzje – uważa.

Jak zauważa dr Krzysztof Lidel, dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, samorządowcy nie powinni otrzymywać stałej ochrony „z klucza". – Za każdym razem powinna być dokonana ocena ryzyka i wtedy powinny zapadać indywidualne decyzje, inaczej popadniemy w paranoję – uważa ekspert.

Jego zdaniem, jeśli jest jakieś zagrożenie, to ochrona powinna być przyznana. Ale na co dzień ci ludzie muszą normalnie żyć.

Tak było z prezydent Łodzi Hanną Zdanowską. W 2012 roku była ochraniana przez całą dobę przez dwóch policjantów w cywilu, gdy do redakcji jednej z łódzkich gazet przyszedł mężczyzna z tasakiem i powiedział, że prezydent Łodzi jest winna temu, iż jego firma upada, i zagroził pani prezydent śmiercią. Po miesiącu policja ujęła 57-latka, a ochrona została zdjęta.

Teraz, po śmierci prezydenta Gdańska, Zdanowska nie chce ochrony. – Naszą rolą jest być wśród ludzi, wśród mieszkańców. My nie możemy się odgrodzić limuzynami, szklanymi ścianami i ochroniarzami. My chcemy być wśród mieszkańców, razem z nimi i dla nich. Taka jest nasza rola. Dajemy swój czas, swoje kompetencje, swoją miłość do miasta, do ludzi. Nie wyobrażam sobie, że można w zamian otrzymać ciosy nożem – powiedziała Hanna Zdanowska jednej z lokalnych gazet.

Przedstawiciele urzędów w Gdyni i Sopocie nie chcieli się wypowiadać na temat ochrony dla swoich prezydentów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA