fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Widziane z regionu

Wstawaj, dziecko, bo o 6 rano trening

Duma Torunia – para taneczna Natalia Kaliszek – Maksym Spodyriew
Fotorzepa/MagdalenaNarloch-Nalaskowska
Ta dyscyplina to teraz sportowy drugi plan. W Toruniu mają pomysł, jak to zmienić. Są dobrzy trenerzy, kandydaci na gwiazdy i publiczność.

Polaków nie ma w europejskiej elicie, zawodników w ogóle jest mało. Nawet mistrzostwa Polski trzeba było zorganizować w Budapeszcie wspólnie z Czechami, Słowakami i Węgrami, żeby wyszło taniej, a liczba startujących odpowiadała randze imprezy. O sukcesach na miarę Grzegorza Filipowskiego, wicemistrza Europy, brązowego medalisty mistrzostw świata i piątego solisty igrzysk olimpijskich 1988 r., można dziś tylko pomarzyć. Także wyniki pary sportowej Dorota Zagórska – Mariusz Siudek (brąz mistrzostw świata, cztery medale mistrzostw Europy) są dziś nie do powtórzenia, choć te sukcesy to wcale nie prehistoria.

Brakuje chętnych do rozpoczęcia przygody z łyżwiarstwem figurowym, brakuje pieniędzy, kiepsko z pomysłami na poprawę sytuacji. Nic dziwnego, że od łyżwiarstwa figurowego odwróciła się telewizja, która kiedyś chętnie pokazywała najważniejsze zawody.

Z BCC na lód

Na całe szczęście nie wszędzie jest tak szaro i ponuro. W Toruniu, w klubie Axel, mają pomysł i determinację, żeby odbudować polskie łyżwiarstwo figurowe. Czy się uda? Na razie są pierwsze sukcesy: para Natalia Kaliszek – Maksym Spodyriew zajmowała już ósme miejsce w mistrzostwach Europy, wystąpiła też na igrzyskach olimpijskich w Pjongczangu. Ale jeszcze ważniejsze jest to, że w Toruniu są ludzie, którym się chce ciężko pracować.

– Skąd moje zaangażowanie w łyżwiarstwo figurowe? Zaczęło się od dzieci. Natalia, która dziś tańczy w parze z Maksem Spodyriewem, wcześniej tworzyła parę ze swoim bratem Michałem. Oboje występowali też jako soliści. Klub prowadziła wtedy pani Galina Dybińska. Kiedy zdecydowała się wyjechać do pracy w Szwecji, trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce. Razem z innymi rodzicami zdecydowaliśmy, że poprowadzimy klub – opowiada „Życiu Regionów" Marek Kaliszek, biznesmen, właściciel firmy Mentor i mecenas łyżwiarstwa figurowego.

Jak sam o sobie pisze, dla pracy nad rozwojem polskiego łyżwiarstwa figurowego zrezygnował z pełnienia funkcji w prestiżowym Business Centre Club.

Na sukces składa się też praca świetnych trenerów, których udało się ściągnąć do Torunia. Szkoleniem zajmują się m.in. Dorota i Mariusz Siudkowie, czyli najlepsza polska para sportowa, oraz Sylwia Nowak-Trębacka, która odnosiła sukcesy, tańcząc w parze z Sebastianem Kolasińskim.

Prezes Kaliszek uważa, że fachowców tego formatu udało mu się przekonać dzięki wiarygodności oraz wizji rozwoju łyżwiarstwa.

– Mija już dziesięć lat, od kiedy pracuję w Toruniu. Czas szybko zleciał. Całe życie byłam związana z Łodzią, a po zakończeniu kariery bardzo tęskniłam za łyżwami. Zawsze chciałam pracować z dziećmi, szkolić, uczyć, realizować się w tej dziedzinie. Miałam nadzieję, że w Łodzi uda się coś zorganizować, ale niestety wtedy nie było warunków, aby uzyskać tam zatrudnienie na pełen etat. Pracowałam więc przez jakiś czas dodatkowo, po godzinach mojej ówczesnej pracy. Zrobiłam uprawnienia sędziowskie, przygotowywałam czasami choreografię, prowadziłam zajęcia z techniki jazdy. Na prośbę Doroty i Mariusza Siudków przyjeżdżałam do Torunia. W pewnym momencie pan Marek Kaliszek zaproponował mi pracę. Zdecydowałam się. W jednej chwili zburzyłam całe dotychczasowe życie swoje i moich najbliższych, spakowałam auto, dzieci i przeniosłam się do Torunia – wspomina Sylwia Nowak-Trębacka.

Siedem dni powszednich w tygodniu

Jej najbardziej znanymi podopiecznymi są Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew. Weszli już na taki poziom, że w przygotowaniach ważny jest każdy detal, ale trenerka pracuje też z dziećmi i młodzieżą. Musi dzielić czas, bo wyrwa pokoleniowa jest już i tak bardzo duża i o każdego chętnego trzeba dbać.

– Nie jest to łatwe, żeby na tym poziomie łączyć treningi Natalii i Maksa z innymi zadaniami, ale na tym polega moja praca. Bez szkolenia dzieci i młodzieży nie będzie następców. Ile mogę, tyle pracuję w Axlowskiej Akademii Łyżwiarskiej. Mamy w sekcji jeszcze dwie młodsze pary oraz grupę zdolnych dzieciaków, o których też trzeba dbać. Natalia i Maks są priorytetem, ale staram się dzielić swój czas. Zasadniczo pracuję od poniedziałku do piątku. To jest praca nie tylko na lodowisku, ale także w sali gimnastycznej i na stadionie. Po powrocie do domu muszę jeszcze usiąść do komputera i zająć się ustalaniem planów i analizowaniem treningów, pisaniem raportów, a nawet montowaniem muzyki. Starty są zwykle w weekendy, więc zdarza się, że pracuję bez dnia wolnego przez kilka tygodni. Zdarza się też, że nie spędzamy świąt z rodziną, nie mamy wakacji ani ferii wtedy, kiedy inni je mają. No ale tak wygląda codzienność trenera w sporcie wyczynowym – opowiada Sylwia Nowak-Trębacka.

Zachęcić do uprawiania łyżwiarstwa figurowego nie jest łatwo. To wymagająca dyscyplina sportu, duże pieniądze oferuje tylko największym gwiazdom. Wymaga wytrwałości, bo pierwsze sukcesy, przy sprzyjających okolicznościach, przychodzą po wielu latach treningów, nierzadko kilkunastu.

– Ogłaszamy nabory, reklamujemy się, ale bardzo ciężko namówić dzieci, a właściwie ich rodziców, do łyżwiarstwa figurowego. Trenować trzeba zacząć już w wieku czterech, pięciu lat, a niestety, polski system finansowania sportu „nie widzi" szkolenia wczesnego, dlatego nie można liczyć na pieniądze z Ministerstwa Sportu i Turystyki. Na szczęście możemy liczyć na wsparcie Torunia. Co roku składamy wniosek o dotację z urzędu miasta i otrzymujemy pieniądze. Jakie to są kwoty? Na sport wyczynowy dostajemy około 30 tysięcy złotych. Na sport młodzieżowy dostaliśmy w 2018 roku około 250 tysięcy, z których blisko 180 tysięcy na wynajem lodowiska od MOSiR w Toruniu. To znacząca kwota – informuje prezes Kaliszek.

Ciemno i zimno

Klub stara się minimalizować kwoty płacone przez rodziców. Czesne za treningi w akademii (ćwiczy w niej około 90 zawodników) wynosi 290 złotych miesięcznie, w tej cenie są zajęcia z trenerami i godziny spędzane na lodowisku. Już kilkuletnie dzieci powinny ćwiczyć dwa razy dziennie na lodzie, a do tego trzeba jeszcze doliczyć zajęcia baletowe i wkomponować ten reżim treningowy w plan lekcji. Dlatego pierwsze zajęcia odbywają się już o godzinie 6.15 rano. Nie każde dziecko chce się temu poddać, a rodzice muszą jeszcze zdążyć do pracy. Ciężko jest zwłaszcza zimą, gdy na dworze mróz, ciemno i śnieg, a na lodowisku też chłód. Brakuje systemu ogrzewania lodowiska z prawdziwego zdarzenia, który zapewniłby przyjemniejszą temperaturę, czyli taką około 10 stopni, co w renomowanych zagranicznych ośrodkach jest już standardem.

Niestety, jest także problem z dostępnością lodowiska. Zwykle w Toruniu wyłącza się je z końcem kwietnia, więc maj, czerwiec i lipiec są wyjęte ze szkolenia. To burzy program treningowy, bo dziecko zapomina, czego się nauczyło do tej pory, i szkolenie trzeba zaczynać od początku.

Natalia i Maks są już na takim poziomie, że treningi w tym czasie mają zapewnione, często wyjeżdżają do najlepszych ośrodków na świecie, ale co zrobić z dziećmi, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z łyżwiarstwem? – zastanawia się trener Sylwia Nowak-Trębacka.

W Toruniu zdarza się, że treningi odbywają się przy temperaturze poniżej zera. Dlatego trzeba szybciej kończyć zajęcia, bo ręce i nogi są zmarznięte i ciężko wykonywać ćwiczenia. W klubie bardzo liczą na wsparcie miasta, starają się przypominać o remoncie, ale zdają też sobie sprawę, że to poważny wydatek dla miejskiego budżetu. Na treningowej tafli od niedawna jest wentylacja, która trochę poprawia warunki.

– Trudno przekonać rodziców do łyżwiarstwa, jeśli mają na 6.15 przyprowadzić na trening czteroletnie dziecko, na lodowisku para leci z ust, a w zmarzniętych dłoniach trudno utrzymać termos z gorącą herbatą. Zachęcamy do treningów na wszystkie sposoby, ale dzieci mają teraz dostęp do wielu zajęć pozalekcyjnych i różnych dyscyplin sportowych, bardziej medialnych. Tam zajęcia odbywają się w ciepłych salach, więc niewielu decyduje się na łyżwiarstwo. Do tego jeszcze dochodzą zajęcia baletowe, taneczne i ogólnousprawniające, a to ogromny wysiłek logistyczny dla rodziców. Do tego trzeba doliczyć wydatki na zakup łyżew, bo dziecku noga rośnie, a para kosztuje nawet 1000 złotych. W naszym klubie, aby ułatwić rodzicom dostęp do profesjonalnego sprzętu, zakupiliśmy kilkadziesiąt par łyżew, które udostępniamy ćwiczącym. Jednak na efekty szkolenia trzeba czekać – zwykle nawet osiem, dziesięć lat. Jeśli dziecko jest bardzo zdolne, to ten czas będzie krótszy – mówi Sylwia Nowak-Trębacka.

Import z musu

Skoro nie ma wystarczającej liczby rodzimych talentów, trzeba szukać za granicą.

Mistrzem Polski solistów jest pochodzący z Ukrainy Igor Rezniczenko (GKS Stoczniowiec Gdańsk). Od kilku lat partnerem Justyny Plutowskiej jest Francuz Jeremie Flemin – para na co dzień trenuje w Montrealu. Maksa Spodyriewa, dzięki sukcesom odnoszonym w parze z Natalią Kaliszek, polscy kibice kojarzą najlepiej.

– Kiedy Natalia pożegnała się z poprzednim partnerem, zdecydowaliśmy się na szukanie kogoś za granicą. Chcieliśmy znaleźć dobrego łyżwiarza, aby para od razu weszła na wysoki poziom. Nie mieliśmy czasu, aby się cofać. Trenują razem już pięć lat – mówi Sylwia Nowak-Trębacka.

Para zajmowała już wysokie miejsca w mistrzostwach Europy i świata, debiutując na igrzyskach olimpijskich, zajęła w Pjongczangu 14. miejsce. Warto wiedzieć, że elementy ich fokstrota zostały włączone przez Międzynarodową Unię Łyżwiarską do kanonu tańców obowiązkowych.

Już niedługo reprezentacja Polski będzie jeszcze silniejsza. Rosjanka Jekaterina Kurakowa zdecydowała się reprezentować nasz kraj, wywalczyła tytuł mistrzyni Polski na ostatnich zawodach. Ma ogromny talent, 16 lat i już znakomite umiejętności, ale w Rosji jest tak olbrzymia konkurencja, że nie miała szans przebić się w ojczyźnie. Na zawodach międzynarodowych mogą występować jedynie trzy Rosjanki – na „emigrację" zdecydowały się także inne zawodniczki z tego kraju: Alina Supian reprezentuje Izrael, Anna Kuzmienko występuje w barwach Francji.

– Jekaterina Kurakowa dwukrotnie wygrywała zawody Mentor Cup w Toruniu, które organizujemy. Czuła się u nas bardzo dobrze, dlatego wspólnie z rodzicami podjęła taką decyzję. Dzięki wsparciu naszej fundacji mogliśmy ją wysłać na treningi do Toronto, do szkoły słynnego Kanadyjczyka Briana Orsera. Nie było łatwo się tam dostać, bo liczba miejsc jest ograniczona. Hiszpan Javier Fernandez zdecydował się na zakończenie kariery, wrócił już do Europy, dlatego dla Katii zwolniło się miejsce. Czy myśleliśmy o innych ośrodkach? Braliśmy pod uwagę treningi w Moskwie u Eteri Tutberidze oraz w Sankt Petersburgu u Aleksieja Miszyna – mówi prezes Kaliszek.

Dokumenty o przyznanie obywatelstwa zostały już złożone, ale Kurakowa może reprezentować Polskę w międzynarodowych zawodach już wcześniej – konieczna jest zgoda Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej, co jest tylko formalnością. Pozwoli to Jekaterinie startować w barwach Polski już od sierpnia bieżącego roku. Obywatelstwo stanie się niezbędne dopiero w przypadku występu w igrzyskach olimpijskich.

Żeby choć jeden duży sukces...

– Jeśli Kurakowa zacznie odnosić sukcesy, być może wzrośnie w Polsce zainteresowanie łyżwiarstwem figurowym, zawody będą częściej pokazywane w telewizji, a dzieci zapragną naśladować swoich idoli – ma nadzieję prezes Kaliszek.

Na razie mamy prestiżowy turniej Mentor Cup (w tym roku odbywa się już 18. edycja), a na zawody przyjeżdżają uczestnicy igrzysk olimpijskich. Największymi gwiazdami w tym roku są reprezentanci USA w konkurencji par tanecznych Madison Chock i Evan Bates – wicemistrzowie świata z 2014 roku, na igrzyskach w Pjongczangu zajęli dziewiąte miejsce.

Na galę kończącą zawody przychodzi ponad 4 tysiące kibiców, którzy zapełniają trybuny już godzinę przed rozpoczęciem zawodów. To oznacza, że łyżwiarstwo figurowe może mieć przyszłość, tylko trzeba o to zadbać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA