fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Widziane z regionu

Niepotrzebne nam wielkie PKP

Fotorzepa/RomanBosiacki
Niepewna jest przyszłość kolei należących do samorządów. Przeciwnicy zarzucają im słabą efektywność ekonomiczną, ale to właśnie tym mniejszym przewoźnikom najszybciej przybywa pasażerów.

Głosy o potrzebie scentralizowania kolei pojawiły się jeszcze przed jesiennymi wyborami samorządowymi. Dochodziły m.in. ze strony związków zawodowych oraz niektórych polityków PiS. Sens działalności przewoźników samorządowych podważały zwłaszcza Koleje Regionalne. – Poza Kolejami Śląskimi, wszystkie samorządowe spółki nie wnoszą żadnej dodatkowej wartości do rynku przewozów kolejowych – mówił serwisowi Portal.Samorzadowy.pl prezes Przewozów Regionalnych Krzysztof Zgorzelski.

Stanowisko Kolei Regionalnych wsparł ostatnio Instytut Jagielloński w raporcie „Kolej na regiony. Perspektywa rozwoju i wyzwania rynku". „Za jedną z przyczyn wolniejszego rozwoju regionalnych pasażerskich przewozów kolejowych uznać można koncentrację samorządów wojewódzkich na rozwoju transportu kolejowego w oparciu o nowo utworzone koleje samorządowe, działające tylko w obrębie danego województwa" – piszą autorzy raportu. Podkreślają, że przewoźnicy ogólnokrajowi, których większościowe pakiety z reguły ma państwo, są bezpieczniejszymi podmiotami, bo za ich funkcjonowanie odpowiada państwowa administracja. „Organizator przewozów ma pewność, że przewoźnik nie wycofa się z rynku, nawet przy kłopotach finansowych, gdyż stałość i rzetelność wykonywanych przez niego przewozów jest gwarantowana autorytetem władz państwowych" – stwierdza raport.

Niepokojącym sygnałem dla samorządów były niedawne roszady w zarządach spółek kolejowych dokonane po wyborach, które zmieniły władze sejmików wojewódzkich. W końcu grudnia ub. roku został odwołany zarząd Kolei Małopolskich z prezesem Grzegorzem Stawowym, a powodem miał być „brak zaufania". Trzy tygodnie wcześniej wymieniono radę nadzorczą spółki. Pojawiły się spekulacje, że kolejnym krokiem będzie ograniczenie działalności samorządowego przewoźnika na rzecz Kolei Regionalnych.

Wyniki nie pomogły

Nieco dłużej czekał na odwołanie prezes Kolei Dolnośląskich Piotr Rachwalski. Stanowisko stracił w pierwszym tygodniu stycznia, choć o dymisji przebąkiwano we władzach województwa już miesiąc wcześniej. Zmiany zarządu dokonano mimo imponującego wzrostu liczby pasażerów przewoźnika. W roku 2010 było to 0,7 miliona, w roku 2012 – 1,7 miliona, w 2014 – 3,6 miliona, a w kolejnych trzech latach liczba podróżujących Kolejami Dolnośląskimi zwiększała się odpowiednio do 5,2 miliona, 7,3 miliona i 9,3 miliona.

W Kolejach Małopolskich pasażerów także szybko przybywało: w roku 2015 przewiozły one 1,8 miliona osób, w roku 2016 – 4,8 miliona, a w roku 2017 – 5,7 miliona.

Eksperci z branży kolejowej uważają, że likwidacja przewoźników samorządowych nie ma sensu. – Z podsumowania Urzędu Transportu Kolejowego za lata 2012–2017 wynika, że liczba pasażerów rosła lub utrzymywała się na stabilnym poziomie jedynie w tych województwach, gdzie jeździł przynajmniej jeden alternatywny przewoźnik – mówi Michał Beim, ekspert Instytutu Sobieskiego, były członek zarządu PKP. Podkreśla, że spadki były właśnie tam, gdzie monopol miały Przewozy Regionalne.

– Początki przyrostu pasażerów zaczęły się od kolei samorządowych. Początki wymiany taboru także – dodaje Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Jak twierdzi Piotr Rachwalski, były prezes Kolei Dolnośląskich, próby centralizacji pojawiały się już w czasie rządu PO–PSL. Jego zdaniem mają one bronić braku jakości i efektywności wielkich przewoźników. – W przypadku monopolu nie będzie już wyboru. Obojętne jaka jakość, jaka cena, i tak trzeba będzie je zaakceptować, bo nie będzie żadnego porównania – stwierdza Rachwalski.

W 2017 r. koleje zarządzane przez samorządy przewiozły ponad 138 milionów pasażerów. W tym samym czasie z pociągów Przewozów Regionalnych skorzystało 79,5 miliona ludzi. Z usług PKP Intercity – 42,8 miliona. W pierwszych trzech kwartałach 2018 r. przeszło połowa samorządowych przewoźników zwiększyła swój udział w łącznej liczbie przewiezionych pasażerów.

Według Jakuba Majewskiego, prezesa Fundacji ProKolej, przewoźnicy należący do samorządów oceniani są coraz lepiej. – Na kolejowym rynku te spółki wyraźnie się wyróżniają. To tworzy nową jakość w przewozach pasażerskich – ocenia Majewski.

Będzie wygodniej

Atrakcyjność kolei samorządowych podniosą inwestycje w nowe pociągi. Nowy tabor zamawia m.in. Łódzka Kolej Aglomeracyjna: 14 pociągów typu Impuls II wartych 267 mln zł dostarczy Newag. Wszystkie mają znaleźć się na torach do września 2019 r. Pociągi na nowsze wymieniają również Koleje Śląskie: 19 składów od Pesy zastępuje część starych pociągów dzierżawionych od kolei regionalnych.

W 2019 r. o co najmniej dziesięć nowych elektrycznych zespołów trakcyjnych zwiększy się tabor Kolei Małopolskich, a Kolejom Dolnośląskim przybędzie 11 składów spalinowych i elektrycznych. Intensywnie odnawiany jest tabor na Mazowszu: w 2018 roku warszawska Szybka Kolej Miejska podpisała z Centrum Unijnych Projektów Transportowych wartą prawie 203 mln zł umowę na dofinansowanie zakupu 21 pociągów. Łączna wartość inwestycji sięgająca 0,5 mld zł obejmuje także modernizację zajezdni w warszawskich Szczęśliwcach i serwisowanie składów przez 15 lat.

Największy kontrakt zrealizują jednak Koleje Mazowieckie: w końcu marca zeszłego roku BGK i PKO BP przyznały przewoźnikowi ponad miliard złotych kredytu, który wspomoże zakup 71 flirtów i budowę bazy w Radomiu. Wartą ponad 2 miliardy złotych umowę ze Stadlerem przewoźnik podpisał w styczniu 2018 r., a cztery miesiące później zawarto umowę na dofinansowanie zakupu 55 składów.

Czy koleje samorządowe powinny obawiać się centralizacji? – Nie boję się o jakieś pomysły likwidacyjne. Jeśli komuś marzyło się wielkie państwo PKP, to jest to bzdura – twierdzi Furgalski.

– Będą co najwyżej groźne pomruki o budowie jednej wielkiej narodowej kolei – mówi Beim. Zaznacza, że taki scenariusz nie byłby obojętny dla Skarbu Państwa ze względu na konieczność wykupienia udziałów w przejmowanych spółkach.

Na korzyść obecnej struktury działa też przyziemny powód: ci, którzy wygrali wybory, już się „rozpakowali" w spółkach. A jeśli będą chcieli zatrudnić na stanowisku dyrektora kuzyna czy znajomego, łatwiej będzie im załatwić to w regionie, niż dzwonić z taką prośbą do ministra.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA