fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Dzieła wielkich mistrzów mają stałą cenę

Fotorzepa, Danuta Matloch
Rozmowa | Paweł Jaskanis, historyk sztuki i archeolog, dyrektor Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie

Rz: Skradzione w Holandii dziesięć lat temu obrazy z XVII i XVIII w. odnalazły się. Okazuje się, że są w rękach ochotniczego batalionu ukraińskiego na linii frontu w Donbasie. Jak duży jest czarny rynek sztuki?

Prof. Paweł Jaskanis: Z danych Interpolu sprzed kilku lat wynika, że około 40 proc. dzieł znajdujących się w normalnym obiegu pochodzi z nielegalnych źródeł albo jest kopiami. A chodzi tylko o sztukę XX w.

Czyli kopie to też element czarnego rynku. Łatwo je wykonać?

Owszem, ponieważ mamy do czynienia z coraz powszechniejszą cyfryzacją i upowszechnianiem się środków dokładnego pomiaru, które potrafią mechanicznie utworzyć często idealne kopie. Odróżnienie takiej kopii od oryginału jest możliwe jedynie dla specjalistów.

Można zlecić kradzież każdej rzeźby czy obrazu?

W nielegalnym obrocie wszystko co cenne ma swoją wartość. Podobno w rozrachunkach prowadzonych poza obszarem zainteresowań fiskusa wymiana dzieł sztuki jest formą uiszczania tajemnych należności. Czarny rynek sam się napędza i jest powiązany z innymi rynkami nielegalnego obrotu – węglem, ropą czy bronią. W przeciwnym razie Państwo Islamskie nie sprzedawałoby dzieł sztuki z Iraku i Syrii. A przecież te dzieła w różnych miejscach świata się odnajdują. Poza tym zleceniami kradzieży dzieł sztuki kierują indywidualne namiętności, które trzeba brać pod uwagę.

Opłaca się kraść i fałszować dzieła sztuki?

Wśród rzeczy wartościowych dzieła sztuki zachowują najwyższą stopę zwrotu finansowego w stosunku do innych aktywów. Inaczej nie istniałyby domy handlowe, nie byłoby legalnego obrotu dziełami sztuki. A dzieła wielkich mistrzów mają stałą cenę. Wszystko jest więc możliwe, jeśli tylko jest zapotrzebowanie i zdolność moralna, żeby tak oszukiwać.

A jak muzea radzą sobie z czarnym rynkiem sztuki?

Muzea wymieniają się informacjami, oczywiście jeśli trafiają na jakieś tropy nielegalnego obrotu, ale często są to informacje szczątkowe, poszlaki. Osobną sprawą jest działanie muzeów w dobrej wierze i kupowanie na normalnym rynku dzieł pochodzących z nielegalnych źródeł. Żmudne wyjaśnienia zwykle prowadzą domy aukcyjne czy antykwariuszy do wniosku, że lepiej w tym procederze nie brać udziału i zwrócić dzieło właścicielowi.

—rozmawiała Agnieszka Kalinowska

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA