fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Szef Akcji Wyborczej Polaków na Litwie: Polacy gotowi do współrządzenia

Fotorzepa
Waldemar Tomaszewski, szef Akcji Wyborczej Polaków na Litwie mówi o jej szansach w wyborach i oskarżeniach o prorosyjskość.

Rzeczpospolita: Na ilu posłów w nowej kadencji 141-mandatowego Sejmu liczy pana partia?

Waldemar Tomaszewski: Możemy podwoić stan posiadania, czyli do 15–16 mandatów. To nie jest marzenie ściętej głowy.

Z tyloma posłami AWPL stałaby się atrakcyjnym partnerem koalicyjnym. Czy po przedwczesnym opuszczeniu obecnego gabinetu pana partia jest jeszcze skłonna współrządzić Litwą?

Już trzy razy byliśmy w rządzie. Mamy doświadczenie. Najmocniejszą pozycję mieliśmy za pierwszym razem, w latach 2000–2001, choć było nas, posłów, tylko dwóch, ale nasze głosy były decydujące, rząd miał dzięki nim minimalną większość. I wtedy udało się najwięcej załatwić dla Wileńszczyzny. Po wyborach w 2012 r. wnieśliśmy do koalicji osiem mandatów, ale nie byliśmy języczkiem u wagi, koalicja miała aż 88 posłów [na 141]. Dlatego było ciężko pracować. Czy możemy wejść do kolejnej koalicji? Jak najbardziej, to zależy od możliwości realizacji programu.

Z kim możecie, z prawicą czy z rządzącą teraz lewicą?

Klasyczny podział w zasadzie nie działa na Litwie, no może liberałowie są liberalni. Socjaldemokraci są związani z wielkim biznesem, ostatnio głosowali za ograniczeniem praw pracowniczych. Generalnie jesteśmy otwarci na współpracę ze wszystkimi, trochę sceptycznie patrzymy na konserwatystów, którzy raczej udają chadecję. Na poziomie samorządów współpracujemy z wieloma partiami, także z konserwatystami i liberałami, w innym regionie z Partią Pracy. Inni też z nami chcą współpracować.

Mam wrażenie, że jest pan często przedstawiany jako wróg publiczny Litwy numer jeden.

Takie opinie pojawiają się w przestrzeni medialnej skierowanej do elektoratu liberalnego czy do osób uważających się za elitę. Choć brakuje im argumentacji. Niektórzy związani z wielkim biznesem boją się, że AWPL będzie miała więcej do powiedzenia. Teraz już nie da się manipulować w sprawach narodowościowych. Mamy wśród kandydatów także Litwinów. I coraz więcej Litwinów głosuje na AWPL. Bo nigdy nie byliśmy wplątani w skandale, a skandale korupcyjne wstrząsają Litwą. Oczywiście jesteśmy stanowczy w sprawach dotyczących mniejszości, bo to nasz obowiązek.

Pana partia jest oskarżana o prorosyjskość. Na listach są Rosjanie związani z Kremlem. Mówi się o wspieraniu separatystów na Ukrainie.

To są zarzuty dla samych zarzutów. Mój i mojej partii rodowód to niepodległa Litwa i wartości chrześcijańskie. A wielu tych, którzy nas przedstawiają jako prorosyjskich, pokończyło wyższe szkoły partyjne i było członkami jedynej partii w byłym systemie. I to im nie przeszkadza.

Nie słychać w AWPL krytyki polityki Putina, nie ma o tym słowa na stronie internetowej partii.

Czy my musimy wchodzić w jakieś personalne debaty w innych krajach? Polityka zagraniczna to nie są nasze prerogatywy. Politykę zagraniczną tworzy pani prezydent, która właśnie należała w czasach radzieckich do słusznej partii. Ja w tych czasach, jeszcze szkole średniej, mówiłem o mordzie katyńskim. W 1989 roku stałem na szlaku bałtyckim [masowy protest mieszkańców Litwy, Łotwy, Estonii, wówczas w granicach ZSRR, w rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow, który na dekady pozbawił te kraje niepodległości - przyp. red.]. Aniech pan spyta, czy tam stał Butkevičius [obecny premier], Kubilius [były premier] czy Grybauskaite [obecna prezydent]? Ich tam nie było. Mówi się, że popieramy separatystów. To nadużycie. Ani popieramy, ani nie popieramy. To nie jest nasza sprawa. Naszą sprawą jest, by nie lała się krew. Ja nie jestem zwolennikiem rewolucji, bo w naszym regionie rewolucje przynosiły zło. Władzę należy wybierać przy urnach wyborczych, a nie rzucając butelkami w policjantów.

Ma pan na myśli ukraiński Majdan?

Tak. Chodzi o rewolucję, która cofnęła Ukrainę gospodarczo o 20–25 proc. Nie popieramy ani przemocy, ani rewolucji. To jest sprawa polityki globalnej, a w niej różni gracze się dogadują. My, Polacy kresowi, znamy to dogadywanie się nad naszymi głowami. Musimy dbać o swoją społeczność. To, o co pan pyta, nie jest tematem naszych wyborów. Dla nas najważniejsze są uczciwa polityka i wartości chrześcijańskie.

Czy jest szansa, że sprawy mniejszości polskiej, te, które też pogorszyły stosunki Wilno-Warszawa – ustawa oświatowa, pisownia nazwisk, polskie napisy obok litewskich, zostaną w tej kadencji załatwione?

Nie widzę zainteresowanych w ich rozwiązaniu. Ci, którzy mówią, że to załatwią, byli już u władzy nie raz. Powiem więcej - te problemy były już rozwiązane w 1991 roku. Ale po latach ta sama siła polityczna, konserwatyści, to wszystko pogorszyła. Zrobili to ci, co udają przyjaciół Polski. Jeżeli do polityki nie przyjdą nowi ludzie, to to się nie zmieni. Trzeba te sprawy rozwiązywać samemu. W samorządach, korzystając z tego że jesteśmy w UE. Nie czekać, aż zostanie napisana ustawa i wprowadzona w życie.

Jak można na poziomie lokalnym rozwiązać problemy z ustawą oświatową czy pisownią nazwisk?

Pisownię nazwisk można rozwiązać w sądach. I to jest już rozstrzygane, nie wszyscy sędziowie są bez sumienia, większość nie. A co do szkolnictwa, na Litwie jest 340 gimnazjów, i więcej nie będzie, może dwa, trzy, o tyle walczymy. Już mamy 31 polskich gimnazjów, a będzie 33-34. Czyli około 10 proc. w całym kraju, a Polacy stanowią 6,5 proc. ludności. To dzięki samorządom. W niektórych samorządach możemy się oprzeć dyskryminacji. Nawet mimo niekorzystnego ustawodawstwa.

—rozmawiał Jerzy Haszczyński

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA