fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Tomański: Nowe szaty cesarza

Rafał Tomański
Fotorzepa/ Krzysztof Skłodowski
Chińskie plany wobec Morza Południowochińskiego nabierają kolejnych wymiarów.

Tym razem Pekin przyznaje się otwarcie, że na obszarze spornego terytorium pojawią się nowe instalacje. Sztucznych wysp miało już nie być, przynajmniej tak zapewniali Chińczycy jeszcze w ubiegłym roku, jednak wobec zbliżającego się wyroku Trybunału Sprawiedliwości w sprawie wytoczonej Chinom przez Filipiny pojawia się nowa okazja, by dokonać jeszcze jednego wrogiego przejęcia.

Menadżerowie mogliby z powodzeniem uczyć się sztuki przywództwa na podstawie wydarzeń dotyczących spornego morza. Nauka z pewnością jest w stanie stworzyć z nich najgrubsze z grubych ryb. Bezkompromisowość Chin pozwala im na wydanie najnowszego oświadczenia o tym, że następne działania lądotwórcze będą miały miejsce na terenie Scarborough Shoal, atolu położonego 230 km od granicy Filipin. Kolejnym powodem oczywistego grania Manila na nosie staje się także amerykański plan reaktywowania baz wojskowych na terenie archipelagu filipińskiego.

Chiny w czytelny sposób dają znać, że nie życzą sobie działań, które zagrażają terenowi, do którego uzurpują sobie prawa. Żaden sprzeciw i żadne forum nie liczy się, gdy Pekin kreśli nowe granice linii 9 kresek wdzierającej się głęboko w nieswoje tereny wód spornego morza.

Dlaczego protesty krajów zagrożonych przez chińską ekspansję nie znajdują dostatecznego wsparcia na świecie? W siedzibie Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych odbyła się dziś dyskusja z udziałem specjalnego gościa z Tajlandii.

Dr Surin Pitsuwan pamięta Polskę z początku obecnego wieku. Do nas zapraszał go jeszcze prof. Geremek. Zdaje sobie także sprawę z tego, jak trudną sprawą jest zarządzanie wspólnotą narodów Azji Południowowschodniej (był w latach 2008-2012 sekretarzem generalnym ASEAN), ponieważ to właśnie pod koniec jego kadencji po raz pierwszy w historii organizacja nie wydała wspólnego oświadczenia po szczycie ministrów spraw zagranicznych. Precedens miał miejsce w lipcu 2012 roku na 45. spotkaniu ministrów spraw zagranicznych wspólnoty w Phnom Penh podczas prezydencji Kambodży. Powodem była niezgoda wobec wydarzeń na Morzu Południowochińskim.

Dr Pitsuwan nazywał wtedy brak zgody "rozczarowującym" i dodawał, że kraje ASEAN muszą się jeszcze nauczyć konsolidacji i koordynacji wzajemnych stanowisk. Inaczej nie uda im się wypracować lepszej pozycji na świecie. Żartobliwie dodawał, że podczas kierowania organizacją był jednocześnie jej sekretarzem i generałem, naczelnym dowódcą trzymającym jej członków silną ręką. W historycznym szczycie brała udział także Hillary Clinton, ówczesna szefowa amerykańskiej dyplomacji. Z pewnością jej potencjalna wygrana w najbliższych wyborach prezydenckich może oznaczać przywołanie tamtych wspomnień dla Azji.

Dziś były sekretarz generalny ASEAN docenia potęgę sektora turystycznego, który może przynieść dodatkowy i równy rozwój regionowi w oczach świata. Podkreśla wagę polskiej misji ekonomicznej, która m.in. z tego powodu udała się do Bangkoku. W Polsce oraz w krajach grupy wyszechradzkiej brak jednolitych danych odnośnie przyjezdnych z Azji Południowowschodniej. Potrzebne są wciąż zintegrowane działania polepszające świadomość korzyści z tego regionu. Przydać mogą się także tanie linie lotnicze łączące Europę z daleką Azją. Wówczas dla setek milionów potencjalnych przyjezdnych otworzą się drzwi do nowej części świata. Składającej się nie tylko ze znanego każdemu w Azji Paryża, ale także z Krakowa, Gdańska czy Warszawy.

W międzyczasie spod tych słów przebijają się kolejny raz chińskie informacje o tym, że w pobliżu Filipin staną instalacje pełne nowoczesnych rakiet i radarów. Będą w stanie monitorować działania amerykańskich i filipińskich żołnierzy zlokalizowanych w bazie Pampanga, zaledwie 330 km od atolu Scarborough. Do kompletu na wyspie Woody 4 z 8 baterii wyrzutni HQ-9 znajduje się w gotowości bojowej, a chiński samolot wojskowy udowodnił przed tygodniem, że najnowsze lotnisko na Fiery Cross jest przygotowane do obsługi wojska.

Po co Chinom kolejny przyczółek na spornym morzu? Pas startowy na Scarborough byłby w stanie zapewnić dodatkowy zasięg tysiąca kilometrów dla lotnictwa armii Pekinu. Przy okazji można by mieć pod kontrolą filipiński posterunek na wysepce Thitu w archipelagu Spratly. Tak na wszelki wypadek, gdyby mieli zacząć przybywać do ASEAN turyści z Europy. I gdyby destabilizacją bezpieczeństwa w regionie można by grać na swoją korzyść dużo lepiej niż stosując się do wyroku haskiego Trybunału.

Jeżeli zaś chodzi o nadszarpniętą już raz jednomyślność ASEAN, to także i w tej dziedzinie Chiny mają do powiedzenia wiele. Pekin dał do zrozumienia, że doszedł do porozumienia z Laosem, Brunei i Kambodżą odnośnie spornego morza. Informował o tym minister spraw zagranicznych Chin, Wang Yi w minioną sobotę na konferencji w stolicy Laosu Vientiane. To kolejna rysa na organizacji, która nie obroni swojej integralności jedynie przy pomocy turystów i biznesu. Oba te elementy mogą się przydać, ale w pierwszej kolejności do regionu należało by ściągnąć poparcie Zachodu. Podobnego do tego pokazanego na ostatnim szczycie grupy G7. Tak, by Pekin nie miał poczucia, że na Morzu Południowochińskim może robić, co tylko zechce.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA